czwartek, 6 lutego 2014

Życie jest małą ściemniarą, wróblicą, wygą, cwaniarą..

Yssandre Calhoun 

ostatnia klasa o profilu medycznym,
dodatkowo fotografia


Ojcowie zdecydowanie nie powinni wymyślać imion dla swoich pociech. To właśnie John Calhoun był pomysłodawca jakże oryginalnego i dziwnego imienia dla swojej córki. Uparł się i tyle. Nikt nie potrafił go przekonać, że jego córeczka w przyszłości będzie miała mu to za złe. I stało się tak, jak przewidzieli inni. Odkąd Yssandre zaczęła dorastać nie było dnia, w którym nie dałaby mu do zrozumienia, że to imię jest straszliwą pomyłką. W końcu jednak tak bardzo przyzwyczaiła się do niego, że nawet gdy pojawiła się okazja zmiany na inne, normalniejsze - zrezygnowała. Od zawsze była tylko ona, tatuś i brat. Nikogo więcej, oprócz odwiedzającej ich od czasu do czasu babci. Jasmine zniknęła tuż po pojawieniu się na świecie córki i do tej pory nigdy nie pojawiła się ponownie w życiu byłego męża. Do dziesiątego roku życia była szczęśliwą mieszkanką małego miasteczka w Karolinie Północnej, aż pewnego dnia ojciec wrócił z pracy i oznajmił swoim dzieciakom, że przeprowadzają się do Australii. Nowe znajomości, nowa praca, nowe możliwości i  nowe życie z dala od wścibskich sąsiadów, którzy tylko czekali na jakieś nowego, gorące ploteczki. Od ośmiu lat mieszkanka wspaniałego Sydney.
Na początku miał być sport, precyzyjniej - biegi, potem taniec, na końcu akademia policyjna bądź wojsko, bo ojciec bądź co bądź w jakimś stopniu naciskał, ostatecznie medycyna. Jednakże nadal wszystko może się jeszcze zmienić, na poligon jest bardzo łatwo trafić, gorzej odejść. Fotografia była od zawsze. A właściwie od momentu, gdy ostatecznie stwierdziła, że jej wspaniałe obrazy, nie sa wcale takie wspaniałe i nadają się tylko na śmietnik. Potem pojawił się jeszcze taniec, ale tak jak szybko się pojawił, tak szybko poszedł w zapomnienie.
Zdecydowanie ta grzeczniejsza i bardziej ułożona od starszego brata. O dziwo niezwykle uparta, zawsze trzymająca się swojego zdania. Opiekuńcza i kochana, potrafiąca pokazać swoją diabelską naturę tylko w wyjątkowych sytuacjach. Do alkoholu ani papierosów nic nie ma, chociaż żadnej z tych rzeczy nie nadużywa. Zdarzają się oczywiście wyjątki od reguły.

Zawsze czułam, ze prędzej czy później znajdę swoje miejsce na ziemi. Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że to miejsce będę dzielić razem z Tobą - nigdy bym w to nie uwierzyła. Chociaż oczywiście Ty jeszcze o tym nie wiesz. 




[Karta okropna, ale jak zawsze - w niedługim czasie może ją poprawię. Mam przynajmniej taką nadzieję. :D Lily Collins, tekst piosenki Igora Herbuta w tytule. Zapraszam do wątków i powiązań, Yssa nie gryzie. :) + Przepraszam za błędy, karta pisana na szybko.] 

15 komentarzy:

  1. [Witam na blogu i życzę miłej zabawy ;)]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Dobry wieczór.]

    Holly Wood

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Lily Collins ma ten typ urody, który nie może się nie podobać. Cudne zdjęcie]

      Usuń
  3. [Witam, zapraszam do siebie i pytam o chęć na wątek od razu;) Ryan mógłby np. kumplować się z jej bratem, przez co by mieli okazję się poznać poza szkołą]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Jestem za tym by śmiertelnymi wrogami nie byli, byłbym nawet za tym, żeby Ryana do niej ciągnęło, ale stara się trzymać dystans, bo siostra kumpla w końcu nietykalna. Co do jej stosunku do RJa to pozostawiam Ci wolną rękę, ale raczej przyjemny z niego człowiek jak się przymknie oko na narcystyczne zapędy i destrukcyjne nawyki;) jakiś pomysł na konkretny wątek?]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cuuuudowna jest !
    Ja zaraz coś tu zacznę, chyba że ty chcesz :D]

    Liverpool

    OdpowiedzUsuń
  6. [Dziękuję za komplement. Czy nasze postaci nie chcą się zaprzyjaźnić? Nowi potrzebują kogoś, kto im pomoże przetrwać w nowej szkole. Dżungla ma twarde prawa.]

    Holly Wood

    OdpowiedzUsuń
  7. Poznała Yss zaraz po tym, jak dziewczyna przeprowadziła się do Sydney. Początkowo na oku miała jej starszego brata, ale z czasem zaczął ją nudzić, a jej ciekawość przykuła panna z profilu medycznego. Śliczna dziewczyna i w dodatku budząca niepohamowaną sympatię. A Liverpool rzadko kogoś lubiła, rzadko przy kimś mówiła. A przy Yss potrafiła mówić, o błahych sprawach.
    Zawsze uważała, że mówienie o tym, co się w danej chwili myśli jest po prostu głupie, że to co czuje nikogo nie obchodzi tym czasem okazało się, że mówienie tego też może być potrzebne i przyjemne. Więc Calhoun zaczęła wysłuchiwać dziwnych wizji swojej przyjaciółki i raczej głośno nie uskarżała się z tego powodu. Nie poruszyły do tej pory problemu ich matek. Bo obie przecież ich nie miały. Po prostu były one i tatusiowie.
    Być może własnie ta pustka pozostała w sercu po matce wepchnęła ich w swoje ramiona. Być może brak kobiecej miłości w rodzinie spowodowały, że któregoś dnia Liverpool pomyślała po prostu "kocham ją". To było któregoś słonecznego, sobotniego poranka, kiedy to siedziały w ogrodzie za domem Ordway i blondynka coś sobie malowała. Popatrzyła na twarz przyjaciółki, oświetloną promieniami słonecznymi, uśmiechniętą, przepiękną. I wówczas zrozumiała, że być może to ta jedyna. Ale nie przyznała się do tego głośno, ani przed sobą, ani przed swoją przyjaciółką, ani przed nikim innym na świecie. Nie dopuszczała do siebie myśli, że może być lesbijką. Przecież zawsze pociągali ją chłopcy. Od dziecka za nią biegali i ona im na to pozwalała. Być może dlatego, z powodu tego strachu przed odmienną orientacją, w życiu Liv pojawiało się coraz więcej mężczyzn. Sypiała z nimi, lub po prostu się spotykała. Sprawiała pozory zwykłej, heteroseksualnej dziewczyny. Świat nie mógł się dowiedzieć, że jest "inna". Ona nie mogła się dowiedzieć, że rzeczywiście jest inna.
    Dlatego ukrywała to uczucie, które z każdym dniem w niej rosło. Życia temu uczuciu dostarczały te chwile, kiedy trafiała do łóżka ze swoją przyjaciółką i kiedy mogła ją mieć na wyłączność. Wówczas wszystkie penisy wydawały się nie na dość dobre, minetki innych zdawały się być beznadziejne, a dłonie i usta Yss wydawały się darem od Boga.

    [cd nastąpi]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A teraz siedziała w swoim pokoju, jedynym kolorowym pomieszczeniu w tym domu i znowu miała ją przy sobie. Znowu mogła ją obserwować, badać jej mimikę twarzy i tą iskierkę w oku, która pojawiała się za każdym razem, kiedy Liverpool mówiła coś głupiego.
      Ojciec Liv ciągle pracował i właściwie dziewczyna czuła się, jakby mieszkała sama. Sama w dosyć sporym domu. Ojciec bowiem wynajmował jedną część szeregówki na przedmieściach miasta. Dobra, nudna dzielnica, na której nic się nie działo, chyba, że Liverpool postanawiała zrobić parapetówkę. Dom był... biały. Białe ściany z zewnątrz, biały płot, białe okna, białe drzwi. W środku białe podłogi, białe ściany, białe schody. Dom składał się z ogromnego pomieszczenia-salony z aneksem kuchennym. Było tutaj zupełnie bezosobowo i chłodno. Białe meble w kuchni, białe półki w salonie i jasne dywany. Nawet kanapa była w kolorze jasnej szarości. Na dole znajdowało się również wyjście do niewielkiego ogródka odgrodzonego od reszty sąsiadów żywopłotem. Stał tam grill, jasne leżaki. Na parterze mieszkał też jej ojciec, w małym pokoju, do którego drzwi zawsze były zamknięte na klucz. Na piętrze znajdowało się puste - również białe - pomieszczenie, z którego Liv urządziła sobie swoją pracownię. Więc na scianach pełno było poprzyklejanych kartek z projektami, było pełno kurzu, jaki powstawał na skutek rzeźbienia w gipsie. Obok pracowni była ogromna...biała...łazienka. Z wielką wanną na środku. Ale był tam też pokój Liverpool. O wiele mniejszy od pracowni pokój z balkonem. Dookoła drzwi balkonowych jak i wzdłuż całych ścian wisiały lampki choinkowe. Ściany, co prawda były białe ale tylko z powodu jej lenistwa, bo nie chciało jej się przemalować ich na inny kolor. Wisiało natomiast na nim mnóstwo obrazów i zdjęć. Na podłodze leżał wielki, brązowy dywan w etniczne wzory. Na środku pokoju stał okrągły, dębowy stolik a na nim szisza, popielniczka i kadzidełko, które zawsze dymiło się w pomieszczeniu. Wielka wnękowa szafa zawsze była zasunięta, a na biurku panował chaos. Wielkie łóżko stało w kącie, od izolowane od wszystkiego baldachimem. Przy biurku pełno było kolorowych pudełek, a w nich jej szkice, projekty i wszystko co notowała, bądź rysowała w swoim życiu. Na ścianach roiło się od pacyfek, łapaczy snów i dłoni Hamesa.
      Tymczasem ona siedziała i paliła papierosa obserwując swoją Yss przeglądająca kolejne pudełko z jej szkicami.

      Liverpool

      [uh, dawno się tak nie rozpisałam,aż musiałam podzielić na dwa komentarze. Mam nadzieję, że nie wyszło straszne masło maślane :d]

      Usuń
  8. [Możemy zacząć gdy dziewczyny już się znają. Nie za długo, bo Holly jest w Sydney od dwóch tygodni, ale to znajomość rozwijająca się bardzo intensywnie.]

    Holly Wood

    OdpowiedzUsuń
  9. Wzięła ostatnie dwa buchy papierosa wydmuchując dym w podłogę, by nie dmuchnąć przypadkiem Yss w twarz. Pokręciła głową i zmarszczyła noc z którego zwisał kolczyk.
    -Po co ci moje zdjęcie?-westchnęła patrząc na swoje kolorowe skarpetki z "wejściem" na każdy palec. -Ja nawet nie wiem jakie się robi miny do zdjęcia-powiedziała i podrapała się po kolanie.
    Lubiła, kiedy dziewczyna robiła takie spontaniczne ruchy jak siadanie jej na kolanach, przytulanie, lub całowanie, ot tak po prostu. W tedy czuła, że nie jest sama w tym uczuciu, że widocznie Yss też coś do niej czuje. Nigdy nie rozmawiały o swoich "podbojach". Nie wiedziała, czy Yss miała wielu facetów, czy miała jakichś w ogóle, A kobiety? Też o nich nie wiedziała. Miała cichą nadzieję, że przynajmniej kobietą była w jej życiu jedyną.

    Liverpool

    [Tak krótko, bo się spieszę i w biegu piszę ;*]

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie powiedziała nic, bo wiedziała, że cokolwiek by teraz wyszło z jej ust, nie zmieniłoby zamiaru Yss. Więc zdjęcie i ta zostanie zrobione. Nie podobało jej się to, nawet jeżeli mogłaby za to dostać, co tylko by chciała. Nie myślała teraz o tym, co mogłaby rzeczywiście dostać, bo wolałaby przecież nie mieć po prostu robionego zdjęcia. Liv chyba nie do końca wierzyła w swoją atrakcyjność. O ile twarz miała całkiem ładną, to swojego ciała nienawidziła. Była za wysoka, miała za małe piersi, za małe wcięcie w talii no i za duże biodra. Nie lubiła na siebie patrzeć w lustrze, kiedy nie zasłaniały jej luźne ubrania. Zastanawiała się, czy inni są w stanie dostrzec spod jej workowatych strojów, jak wygląda. Miała nadzieję, że nie. I chyba się nie myliła, bo przecież nikt nie chciałby iść do łóżka z kimś, z takim ciałem. Brakowało jej w tej sferze pewności siebie i nigdy tego przed nikim nie ukrywała.
    Patrzyła, co robi jej przyjaciółka. Patrzyła... z nutką przestrachu. Po co jej zdjęcie ? Przecież mogła przychodzić tutaj nawet w środku nocy na nią popatrzeć. Nie musiała nosić ze sobą jej zdjęcia, żeby być szczęśliwą.

    Liverpool

    OdpowiedzUsuń
  11. Pokręciła głową zamykając oczy. Zachowywała się jak małe dziecko. Postanowiła uniknąć tego tematu, żeby się z nią nie pokłócić.
    -Widziałaś gdzieś Biancę i Rosie?-zapytała mając na myśli swoje dwa kociaki, które gdzieś się tutaj często plątały, ale nigdy nie siedziały tam, gdzie akurat byli domownicy. Były typowymi samotniczkami.
    Nie lubiła kłócić się z Yssą, bo miała później ogromne wyrzuty sumienia. Wyrzuty sumienia miała też za każdym razem, kiedy szła do łóżka z kimś innym, kiedy było już po wszystkim, a ona czuła, że zdradziła Ysskę. Ale nie przyznawała się do tego, bo przecież w cale nie były parą. Nawet by wolała, żeby i brunetka od czasu da czasu z kimś szła do łóżka. Byłoby jej wówczas łatwiej znieść sama siebie.
    Dlaczego to robiła ? Z czystej potrzeby zaspokojenia żądzy namiętności, która czasami ją ogarniała. Wówczas chciała jak najwięcej przyjemności, a takiej szalonej przyjemności mogli jej dostarczyć tylko posiadacze penisów. Niestety.
    Liv

    OdpowiedzUsuń
  12. Oczywiście, że pamiętała tamten dzień. Nie często rodzice omal cię nie nakrywają na seksie. Jedyne czego nie lubiła w rodzinie Calhoun to właśnie ta...rodzinność. Jadali razem posiłki, czego u Ordwayów nie było nigdy. Oni z ojcem mijali się zupełnie bez słowa, Ojciec Liverpool pewnie nawet nie wiedział o istnieniu Yssy, podczas gdy ojciec Yss znał Liv doskonale. Zapraszał ją na te obiady i nawet starał się z nią rozmawiać, chociaż ona była jednym z najgorszych rozmówców na świecie.
    -Raczej będę musiała odmówić twojemu tacie ten obiad...-powiedziała niepewnie i pokręciła nosem. Zdecydowanie nie była dzisiaj w humorze. Spojrzała w okno, zupełnie jakby Ysska nie przybliżała się do niej, jakby jej tu w ogóle nie było. Dziewczyna pewnie już przywykła, że czasem Liverpool odlatywała do swojego własnego świata i trudno jej było wówczas złapać jakikolwiek kontakt ze światem zewnętrznym. Nie miało na to wpływu otoczenie czy też towarzystwo, po prostu tak się działo. Nie kontrolowała tego. Czasami traciła koncentracje w najmniej odpowiednich momentach. Miewała przez to kłopoty w szkole. Spowodowane to było prawdopodobnie zaburzeniami spowodowanymi zbyt dużo ilością zioła, które spalała.

    Liverpool

    OdpowiedzUsuń
  13. Przez chwilę nawet miała wyrzuty sumienia, że taka jest wobec przyjaciółki. Ale nic nie mogła na to poradzić, taka już była. Miewała te podłe dni, w których to nic zupełnie jej się nie chciało, a najbardziej na świecie nie chciało jej się być z ludźmi. Zwłaszcza, że ci ludzie byli jak dzwoneczki, które dyndały u spódnicy, starając się rozweselić każdy twój krok.
    Patrzyła jak dziewczyna wychodzi z pokoju bez słowa. Nie zamierzała jej zatrzymywać, bo dalsze siedzenie razem męczyłoby je obydwie. Po prostu pozwoliła jej wyjść, a później odpaliła papierosa. Jednego, drugiego, kolejnego, blanta...
    Nie było jej kilka dni. Nie odzywała się do nikogo, nie chodziła do szkoły. Siedziała zamknięta w swojej osobistej pracowni i...tworzyła. Uparcie i wytrwale rzeźbiła na konkurs. Ostatecznie udało jej się zrobić z gipsu piękną rzeźbę przedstawiającą nagie, kobiece ciało.
    I nadszedł dzień, kiedy niepostrzeżenie pojawiła się na swoim rowerze pod domem przyjaciółki. Zsiadła z niego i wyszarpała koniec spódnicy z zębatki. Jej wszystkie "kreacje" były poszargane od roweru na dole. Weszła powoli do domu, zapukała i nie czekała na "proszę". Przy wejściu spotkała ojca swojej przyjaciółki i ucięła sobie z nim sztywną pogawędkę, bo ona z dorosłymi rozmawiać nie potrafiła. Wdrapała się po schodach i weszła do pokoju. Yss siedziała przy biurku, bo widocznie się uczyła. Na pewno się uczyła, przecież był środek tygodnia.
    Liv rzuciła się bez słowa na łóżko i patrząc w sufit zadała głuche pytanie :
    -A co właściwie stało się z twoją mamą?
    To pytanie ciążyło nad nimi od zawsze, ale nigdy go nie zadała.

    Liverpool

    OdpowiedzUsuń