Ryan 'RJ' Johnson
19 lat
XII klasa
profil ogólny
profil ogólny
Energetyczna bomba. Rozpieszczony syn bogatych rodziców, którego na szczęście nianie wychowały na w miarę przyzwoitego człowieka - mimo sporej dawki zdrowego egoizmu potrafi troszczyć się o kogoś, jeśli mu zależy.
Na ogół miły, bywa złośliwy dla ludzi, którzy w jakiś sposób mu podpadną co nie jest łatwe. Do szczęścia potrzebuje ludzi, więc przez jego dom zazwyczaj przewija się sporo osób, spokojnie robi się jedynie gdy pan Johnson - prezes najpopularniejszego w Nowej Zelandii banku wraca do Sydney, co jest rzadkością. Matka chłopaka, ex modelka zajmuje się agencją modelek w USA, są rozwiedzeni a Ryan odwiedza ją raz na kilka tygodni. Można więc spokojnie powiedzieć, że RJ mieszka sam co jest dla niego idealnym rozwiązaniem.
Cierpi na chroniczny brak satysfakcji - zaczyna bardzo wiele nowych zajęć, niestety wszystkie dosyć szybko mu się nudzą.Jego ostatni genialny pomysł na przełamanie rutyny - zaczął sprzedawać i popalać trawkę. Hobbystycznie, bo czego jak czego, pieniędzy nie brakuje mu na pewno.
To samo tyczy się związków, mimo że nie chce być draniem, który rozkochuje w sobie dziewczynę a później odchodzi lub ją zdradza, kilka razy tak się już zdarzyło. Mimo to ma w sobie pewien urok osobisty, dzięki czemu nie ma problemów w kontaktach damsko-męskich.
Cierpi na chroniczny brak satysfakcji - zaczyna bardzo wiele nowych zajęć, niestety wszystkie dosyć szybko mu się nudzą.Jego ostatni genialny pomysł na przełamanie rutyny - zaczął sprzedawać i popalać trawkę. Hobbystycznie, bo czego jak czego, pieniędzy nie brakuje mu na pewno.
To samo tyczy się związków, mimo że nie chce być draniem, który rozkochuje w sobie dziewczynę a później odchodzi lub ją zdradza, kilka razy tak się już zdarzyło. Mimo to ma w sobie pewien urok osobisty, dzięki czemu nie ma problemów w kontaktach damsko-męskich.
[witam! dawno nie było mnie na grupowcach, więc proszę o wyrozumiałość jeśli chodzi o kartę i późniejsze wątki na początku, postaram się jak najszybciej rozkręcić;) chętna na powiązania, chociaż mam problem z wątkami męsko-męskimi, więc nie obiecuję że na takie się zdecyduję. długość preferuję średnią - wypracowań pisać nie umiem, krótkie wątki mnie szybko nudzą, ale te minimum kilkanaście zdań wydaję się być optymalne.]

[Sarah bardzo chetnie bedzie brala go do siebie na dywanik]
OdpowiedzUsuńSarah.
[Jade bardzo chętnie poprowadzi wątek :D]
OdpowiedzUsuńJade
[No więc, jako że Jade lubi wszystko co nielegalne, to będzie mogła sobie popalać. No i tak będzie mogła trafić na Ryana, którego będzie kojarzyć ze szkoły, bo ona to tu nowa, więc jeszcze bardzo nie ogarnia. Kusi mnie żeby jeszcze jakoś ich powiązać, ale na razie nie wiem jak xD]
OdpowiedzUsuńJade
[Karta ochrzczona jako "oridżinal", żeby nie dało się wyczuć lenistwa. :)
OdpowiedzUsuńProponuję spotkanie podczas porannego joggingu na jednej z plaż Sydney.]
Holly Wood
[Wiec moze po prostu przyjdzie zjarany albo bedzie chamski? Sarah bardzo tego nie lubi xd]
OdpowiedzUsuńSarah.
[Rozumiem, nic się nie dzieje :)
OdpowiedzUsuńWolałabym chyba zacząć, bo nie mam za bardzo głowy do wymyślania, jednak pasuje mi Twój pomysł na relacje. Myślę, że B. jest ogólnie zła na ludzi, którzy tylko się obijają i przez nich dobre imię szkoły powoli spada, bo nic nie robią. O, czekaj. Czytając Twoją kartę po raz kolejny wpadłam na coś jeszcze! Co powiesz na to, żeby Ryan (bo widzę, że lubi dziewczyny i one go też) stwierdził pewnego dnia, że powinien się wziąć za główną cheerioskę, bo to wyższa półka, elita i wgl. No ale Barbra nie jest pierwszą lepszą cheerleaderką, i jego uwaga skierowana w jej stronę nie będzie jej imponować ani nic. Mało tego, na każdym kroku będzie mu pokazywać, jak nim gardzi, a on biedny nie będzie mógł zrozumieć dlaczego. Oczywiście jeśli Ci pasuje takie rozwiązanie.
Ah, prawie zapomniałam napisać, że zakochałam się w uśmiechu tego pana <3]
Barbra
[Mam zalążek pomysłu na wątek, tylko muszę wiedzieć, czy chcesz by się lubili, czy raczej tak nie za bardzo? ;3]
OdpowiedzUsuńMadeleine
[Hej! Znam ten wizerunek sprzed około roku z bloga holy-restorer, może to Ty? :D Niestety zupełnie brak mi pomysłu na wątek, więc liczę na Ciebie, jeśli masz ochotę :)]
OdpowiedzUsuńEmma
[Witam, witam. Pomysł z bratem jest bardzo dobry. Założyłam, że Noah jest starszy od niej o rok, więc nie ma problemu żeby kumplował się z Ryanem. Czyli zakładamy, że poznali się o wiele wcześniej właśnie przez braciszka Yssy? To teraz powiedz mi, czy mają się lubić, czy nie za bardzo. :D]
OdpowiedzUsuńYssandre C.
Poranne biegi były częścią jej rutyny, którą wprowadziła w życie kilka lat temu, gdy pierwszy raz pojawiła się treningu siatkarek. Chcąc być tak dobra jak one, stać się jedną z nich i zejść z ławki rezerwowych ustaliła sobie rygorystyczny plan. Zaczynała dzień od joggingu, kończyła go wyjściem na siłownię. Gdzieś pomiędzy zawsze znajdowały się przynajmniej dwie godziny gry w siatkówkę i dieta dobrana wraz ze sportowym dietetykiem.
OdpowiedzUsuńOdkąd przyleciała do Sydney plan diametralnie uległ zmianie, ale gdy uporządkowała wszystkie sprawy znów do niego wróciła. Znalazła odpowiednia trasę, sprawdziła jej odległość w Google i ustawiła ją w telefonie. Rozgrzała się i pobiegła, nie przewidując na trasie żadnych niespodzianek.
– Hej – odezwał się głos tuż obok niej, ale nie usłyszała go, dopóki nie wyjęła słuchawek z uszu. Zdziwiło ją, że ktoś nieznajomy może podbiegać do obcej sobie osoby. Nie skojarzyła chłopaka ze szkoły, a jej krąg znajomych wciąż wynosił okrągłe zero.
– Jestem tu pierwszy raz – odparła bez ogródek, pod żadnym pozorem nie przerywając rytmicznego biegu. – Mama ci nie mówiła, że z obcymi się nie rozmawia? – spytała niegrzeczine.
Holly Wood
Usuń[Dostawca brzmi dobrze.
OdpowiedzUsuńJakiś konkretny pomysł na wątek masz? To bym zaczęła :D
Liverpool
[Dziękuję bardzo. Co do wątku - też nic ciekawego nie przychodzi mi do głowy. Może RJ mógł się przyczepić do Rakel? Ot tak, bo działała mu na nerwach, albo po prostu za nią nie przepadał. Lub inaczej - zaproponował dziewczynie kiedyś trawkę, ta odmówiła i chłopak bał się, że na niego doniesie. Nope, nie, nein, nie podoba mi się to, wehhhh. Może po prostu zróbmy z nich dobrych znajomych? Takich od ratowania sobie wzajemnie tyłka, co ty na to?]
OdpowiedzUsuńRakel
Objechała go wzrokiem z dołu w górę i schowała słuchawki do torebki przypiętej w pasie, wciskając też przycisk stop na mp3, z której odtwarzała muzykę.
OdpowiedzUsuń– Holly, Holly Wood – przedstawiła się, co mogło brzmieć jak niezły żart. I, cóż, po części nim było. – Jestem nowa i nie kojarzę cię ani trochę. – zwróciła swoje spojrzenie przed siebie, żeby przypadkiem nie potknąć się podczas biegu. Miała jeszcze trochę dystansu do przebiegnięcia, skoro licznik czasu w telefonie wciąż nie zaczął pikać, że trasa zakończona. „Witamy w Sydney” było chyba ulubionym sformułowaniem Australijczyków. Tymi słowami przywitała ją tablica informacyjna, gdy wjeżdżała do miasta, kelnerka w jednej z knajpek i wicedyrektorka szkoły, a także każdy nauczyciel podczas jej pierwszych zajęć. „Witamy w Sydney” powoli stawało się najbardziej znienawidzonym przez Holly zdaniem, jakie mogło na świecie zaistnieć zaraz po „Zostajesz wydalona ze szkoły”.
Holly Wood
[Barbra* bez środkowego a :)]
OdpowiedzUsuńJak każda nastolatka, tak i Barbra lubiła się czasami zabawić. Nie za często, bo nie miała na to czasu, ale gdy szykowało się coś większego, to zwykle na takiej imprezie się pojawiała. Szczególnie w tym roku, kiedy znalazła się w gronie najbardziej popularnych osób w szkole, więc nie mogła sobie pozwolić na zero życia towarzyskiego.
A mimo to była sama, bo wychodziła z założenia, że jakikolwiek związek rozproszyłby jej uwagę, a na to nie mogła sobie pozwolić. Jeśli chciała zachować swoją pozycję, nie tylko w drużynie, ale też w szkole pod względem nauki, nic nie mogło jej przeszkodzić. Dzięki temu miała szansę na stypendium, i to nie tylko na sportowe, na naukowe też, jeśli ciągle będzie miała tak wysokie stopnie. Nie mogła jednak nie zauważyć, że w ostatnim czasie Ryan podejrzanie zbyt często znajdował się w zasięgu jej wzroku. Owszem, w jakiś sposób się z tego cieszyła, ale tylko tyle. I była pewna, że szybko mu przejdzie, w końcu nie była jedyną 'pomponiarą' w szkole, a chłopakom takim jak on chodziło tylko o cheerleaderki.
Kolejny ciężki trening, podczas którego ani Barbra, ani trenerka, nie dały dziewczynom ani chwili wytchnienia. Dla kogoś było to tylko tańczenie i machanie pomponami, dla nich jednak całe życie, a siniaki i zerwane mięśnie świadczyły o tym, że nic nie jest tak proste jak się z pozoru wydaje. Teraz chciała tylko wrócić do domu, zrelaksować się w gorącej kąpieli i zabrać się za naukę. Niestety, już przy wychodzeniu z szatni usłyszała głos chłopaka, dlatego przyśpieszyła, mając nadzieję, że nie chodziło mu tym razem o nią. Jak na złość po chwili pojawił się obok, więc z grzeczności spojrzała w jego stronę i także się uśmiechnęła, widząc jak zmienia się wyraz jego twarzy.
- Może, zobaczę - odpowiedziała, kierując się w stronę swojej szafki, i po tym jednym krótkim spojrzeniu nie zwracając na niego już uwagi.
Barbra
- Twojej plaży? - zaśmiała się szczerze, ale nie zdążyła pociągnąć tematu, bo telefon zapikał informując, że przebiegła wyznaczoną trasę. Powoli zwolniła, po pięciu krokach zatrzymując się całkowicie. - Gdzie niby jest napisane, że to twoja plaża? - oparła ręce na bokach, oddychając płytko, ale szybko. Przerwa w bieganiu i ćwiczeniach jednak dała o sobie znać.
OdpowiedzUsuńKolejne słowa chłopaka brzmiały dla niej nie mniej irracjonalnie, niż poprzednie, ale być może było to wynikiem pochodzenia z innego środowiska i wychowywaniu się w zupełnie innym społeczeństwie. Co jak co, ale siostry zakonne nie pozwalały, by ich uczennice prowadziły zbyt rozwiązły i hulaszczy tryb życia, co mocno popierali rodzice pociech.
- Impreza, powiadasz – powtórzyła po nim, wycierając pot z czoła – Raczej nie będę mogła przyjść. Pracuję w klinice dla bezdomnych. - Cóż, słowo „pracuje” zostało tam umieszczone całkiem niechlubnie, ale inaczej nie miała jak ująć w słowa stwierdzenia, że odpracowuje swoje prace na rzecz społeczeństwa nadane jej w ramach kary przez sąd.
RJ zaopatrywał ją w palenie już od dłuższego czasu. Zaczęło się na jakiejś imprezie. Dogadali się i współpraca im sprzyjała. On miał dobre ceny i niezły dochód na niej. Nigdy nie narzekała na to, co od niego dostawała, wiec chętnie się z nim umawiała.
OdpowiedzUsuńDzisiaj nie miała ochoty na nic innego, tylko dobrego blanta na zaśnięcie. Po ciężkim tygodniu miała już dość wszystkiego. Ciężko pracowała nad jedną z rzeźb, a ostatecznie jej nauczyciel powiedział, że "z całym szacunkiem ale nie widzi w tym nic co ma związek z mitologią i nie może zgłosić tego projektu na konkurs". Ona widziała doskonale w tej bryle gipsu walkę Dawida z Goliatem, ale widocznie jego umysł nie potrafił tego dostrzec.
A więc próbowała się do Rayana dodzwonić cały wieczór, ale nie odbierał. Nie chciało jej się poruszać innych znajomości, więc nie wiele myśląc wsiadła na swój rower i pojechała pod jego dom. I już wszystko stało się jasne. Nie odbierał, bo zwyczajnie robił imprezę. Cale jego domostwo huczało: muzyką, rozmowami, odgłosami stukotu szkła o szkło. Zsiadła z roweru i wygładziła na sobie spódnicę, która na samych kocach była poszarpana i brudna, bo wielokrotnie zaplątywała się w szprychy roweru. Weszła do środku rozgądając się po nieznajomych twarzach.
Po kilkunastu minutach, i wielu pytaniach, w końcu odnalazła gospodarza. Był w kuchni z jakimiś dwoma innymi chłopakami. Weszła i odchrząknęła jak miała w zwyczaju. Miało mówiła, więc jej krtań potrzebowała rozruchu zanim zacznie mówić. Już na samo chrząknięcie obecni tam odwrócili się w jej kierunku. Uśmiechnęła się i pokręciła nosem, z którego zwisał kolczyk. Odgarnęła ciężkie włosy do tyłu, które po kilku sekundach znowu zakryły część jej twarzy.
-Nie mogłam się dodzwonić...-powiedziała tylko patrząc na RJ'a.
Liverpool
– Różnica pomiędzy pracą na rzecz społeczeństwa a dorywczą jest taka, że za to drugie ci płacą, za pierwsze nie – odparła, starając się nie skwasić za bardzo i nie pokazać tego, co myśli o swojej robocie. Czasami zastanawiała się komu zależało na ukaraniu jej: mogli dać jej nadzór kuratora, a wlepili prace społeczne. Gorsze od pracy w klinice było już tylko sprzątanie ulic i tą myślą się pocieszała. W końcu mogła trafić gorzej.–
OdpowiedzUsuń– Mam dziesięciogodzinne zmiany przez cały weekend, więc nawet jeśli wygospodarowałabym kilka godzin w weekend to na drugi dzień wyglądałabym jak trup – dodała, używając zwrotu, który najbardziej jej się kojarzył z imprezami i alkoholem. Z jednym i drugim niewiele miała doświadczenia.
– Próbujesz mi wcisnąć kit, że ta plaża jest twoja? – spytała jeszcze bardziej rozbawiona, ale już nie tak pewna siebie. – Kto normalny kupuje plażę?
– Wolontariat – skłamała gładko. – Skoro to twoja plaża to pewnie mieszkasz niedaleko? – zapytała zręcznie zmieniając temat na bardziej bezpieczny i nie zmuszający jej do rozpływania się nad jej historią z prawem i jego nieprzestrzeganiem. – W takim razie zazdroszczę okolicy. W mojej dzielnicy okradziono już pięć aut i wybito szybę w monopolowym, a mieszkam tu zaledwie od dwóch tygodni. To całkiem niezły wynik, Waszyngton go nie przebija – uśmiechnęła się wesoło, ciesząc się, że znalazła temat, który może pociągnąć i rozwinąć. I niezaprzeczalnie poznała kogoś, to był już duży krok w stronę sukcesu.
OdpowiedzUsuń[Wróciłam z pomysłem, ot co, hihi. A więc - ktoś mógł sprzedać RJ za sprzedawanie trawki. Mogli go zgarnąć na komisariat, albo kilku funkcjonariuszy mogli go przetrzymywać chwilę, aż nie przyjedzie ktoś z nakazem przeszukania domu, etc. I w tym momencie wkracza Rakel i jej tatuś policjant. Ryan mógł zadzwonić do dziewczyny i poprosić o pomoc, ta nakłoniła ojca aby przejął sprawę chłopaka. Wyzerują kartotekę, powiedzą, że nic przy nim nie znaleźli, etc. Co ty na to?]
OdpowiedzUsuńRakel
-Tak. -odpowiedziała, bo mówiła raczej zwięźle, choć myślała rozlegle. Była spostrzegawcza i zauważyła już wzrok jednego z jego kolegów, który jeszcze chwilę temu był w kuchni. Ten wzrok wyglądał mniej więcej jak "Pieprzony ćpun". Zdawała sobie sprawę z tego, że jej wygląd nie świadczył o niej dobrze. Po pierwsze te niesforne włosy, które początkowo miały być dreadami, do tego długie spódnice i trampki i te wielkie swetry. Taka już była, widocznie urodziła się do tego, by być niechlujem. Może nie do końca niechlujem, bo nie śmierdziała, w brew pozorom dbała o swoją higienę, nawet włosy myła, w co nikt nie chciał wierzyć.
OdpowiedzUsuńMimo tego, jak wyglądała, a wyglądała raczej jak przyjemne dziecko kwiaty, nie rzadko budziła wśród ludzi niechęć. Często zdarzało się,że wystarczy, że ktoś zobaczył ją raz i już był w stanie powiedzieć, że jej nie lubi. Może przez jej posępną twarz. Rzadko się uśmiechała, ale to miała w naturze, że uśmiech wywoływało niewiele rzeczy.
Rozglądała się na boki a jednocześnie patrzyła na chłopaka, w którego domu była. Nie chciała tutaj nigdy przychodzić, bo bała się, że w jego towarzystwie będą sami zadufani, bogaci kolesie i słodkie panienki, a tacy ludzie na ogół jej nie tolerowali. O czym przekonała się tuż przy wejściu, gdzie dwie dziewczyny i czterech chłopaków wyśmiało jej stary rower.
Liverpool
[Przepraszam, że odpisuję dopiero teraz ale usilnie próbowałam wymyślić jakiś wątek.. XD Yss na początku mogła nie przepadać za Ryanem, bo uważała go za snoba itd, ale z czasem zaczęła go lubić, o! :D A co do wątku, to jedyne co wymyśliłam to to, że po tym jak Noah skończył tę szkołę to nadal utrzymywał kontakt z RJ, ale ostatnio w ogole przestał się kontaktować. Mogło minąć kilka tygodni, no i RJ w końcu nie wytrzymuje i albo wpada do nich do domu, gdy Yssa jest jeszcze w piżamie, albo dopada ją w szkole żeby dowiedziec się co z jego przyjacielem. :D ]
OdpowiedzUsuńYssandre C.
[Zdarza się :)]
OdpowiedzUsuńJaką opinię Ryan miał każdy wiedział i Barbra nie chciała w to wnikać. Owszem, rozumiała że czasami zauroczenie może minąć, że wtedy najlepiej jest się rozstać, a nie dusić się w tym związku. Mimo wszystko jednak była nieuleczalną romantyczką, płakała podczas każdej komedii romantycznej, gdy umierały zwierzątka, na ślubach... Przykładów można by było wymieniać wiele, a tylko nieliczni wiedzieli o tej jej 'słabości', jak ją nazywała. Kiedyś, na początku liceum, umawiała się z pewnym chłopakiem. Koszykarzem. Było miło, zawsze miał dla niej czas, a ona starała się tak rozłożyć zajęcia, żeby spędzali go razem jak najwięcej. Poza tym ją rozumiał, poznał do tej strony, którą ukrywała, potrafił niespodziewanie pojawić się rano w szkole z kwiatami czy pudełkiem czekoladek (których oczywiście nie jadła). Po prawie roku zrozumiała, że to koniec, bo nie dość, że nie miała już czasu na bycie z nim, to zauważyła, że coraz częściej ogląda się za innymi. To zabolało, dało jej do myślenia i doszła do wniosku, że wszyscy mężczyźni są tacy sami. Od tamtej pory była sama, Ryana zbywała, jak każdego przez te lata, i nie podejrzewała, że on nie da sobie spokoju. Gdyby wiedziała, że może się to przeobrazić w coś gorszego, poszłaby raz czy dwa z nim na randkę, potem oznajmiła, że to koniec i tyle. A tak żyła w nieświadomości, uważając, że jak będzie go naprawdę długo ignorować i mu odmawiać, to się odczepi.
Z westchnieniem wyjęła z szafki dwie książki i grubą teczkę z notatkami, wsadziła wszystko do torby i zatrzasnęła drzwiczki. Chciała, żeby sobie odpuścił, odszedł, żeby mogła w spokoju wrócić do domu. Była naiwna.
- Nie jem owoców morza, są obślizłe. Szczególnie małże i ośmiornice. Jak tylko o tym myślę to mi niedobrze - nie zawracała sobie głowy odpowiedzeniem na jego pierwsze pytanie, bowiem było oczywiste, że się nie zgodzi, a on powinien zdawać sobie z tego sprawę.
Barbra