Lat niespełna
osiemnaście
Klasa XI
Profil medialny,
dodatkowo zajęcia z literatury
Nazywam się Tony, do
jasnej cholery, Tony. Nigdy przenigdy nie zwracaj się do mnie pełnym imieniem,
bo możesz dostać w łeb. Niekoniecznie pięścią.
Nie, nie jestem
agresywny. Po prostu nie lubię jak ludzie mnie wkurzają, a robią to
zdecydowanie zbyt często. Bo nie wyglądam na faceta, tylko na pedała.
Goddammit, jak ci się nie podoba to nie patrz, wielkiej straty nie będzie.
Wcale nie wyglądam
jak idiota z tymi tatuażami i tunelami, wcale.
Dla mnie są świetne i to powinno wystarczyć.
Nie lubię się śmiać,
nie lubię przebywać z ludźmi, nie lubię imprez, nie lubię pająków, nie lubię
filmów o miłości, nie lubię mleka, nie lubię ciebie.
Lubię metal, lubię
techno, lubię pisać, lubię czytać, lubię jeździć na desce, lubię grać na
gitarze, lubię mandarynki.
Kocham mojego
zeschizowanego kota, Kellina, kocham moją gitarę, Ellen, kocham zimną latte,
kocham żółwie, kocham siedzieć po ciemku w pokoju, kocham Edgara Allana Poe i
Terry’ego Pratchetta, kocham Takiego Jednego Idiotę, ale on nie kocha mnie.
---------------------
Witam serdecznie państwa :)
Na wątki zawszę chętna, dlategoż proszę o przychodzenie od razu z pomysłami lub początkiem jak ktoś posiada :)
Cytat z tytułu posta: Pierce The Veil - Props & Mayhem
Wizerunek: Tony Perry


[Tak, " kocham Edgara Allana Poe" - <3 przepraszam, ale to mnie urzekło. I ni cholery nie wiem, z jakim wątkiem wyskoczyć. -.-'']
OdpowiedzUsuńJ.Severide
[Witam na blogu. Jako że nie wpadłam na jakiś pomysł po drodze, za co oczywiście przepraszam, powiem szczerze, że kartę czytało się szybko. Za szybko. W razie jakiegoś pomysłu zapraszam pod kartę mojej postaci.]
OdpowiedzUsuńJohnny Eaton
[Witamy na blogu, serwus! :) Karta krótka i szybka do czytania, buntownicza. Niestety pomysł zgubił się po drodze, ale jeśli oczywiście masz ochotę zapraszam serdecznie do jakiegoś wątku. Do spisania :)]
OdpowiedzUsuńJames Anderson
[Witam serdecznie i życzę miłej zabawy! A skoro on tak nie lubi swojego imienia, to Sarah na pewno sporo krwi mu napsuje, bo ona uwielbia denerwować uczniów :D]
OdpowiedzUsuńSarah Finis.
[Witaj! Po przeczytaniu karty stwierdzam, że on i Skye są swoimi zupełnymi przeciwieństwami, ale właśnie dzięki temu może być ciekawiej ;) On może mieć ją za głupią cheerleaderkę, a ona może kiedyś usłyszeć, jak on gra na gitarze i się tym zainteresuje. Nawiąże jakąś rozmowę, ale jako że Tony pewnie jej nie lubi, może chcieć ją spławić, co pewnie ją podirytuje :D]
OdpowiedzUsuńSkye
[To cieszę się niezmiernie! ^^
OdpowiedzUsuńHmm... Sprzeczek to ja już mam z uczniami sporo, ciężko znowu pisać o tym samym - przepraszam xD Jejciu nagle zdałam sobie sprawę, że wszyscy chcą się sprzeczać z Andersonem jakby coś im zrobił hahaha
Coś wymyślę w ramach rewanżu, spokojna głowa!]
James Anderson
[Będę niezmiernie zobowiązana, jeśli zaczniesz :3]
OdpowiedzUsuńSkye
Lubiła się czasem dobrze zmęczyć. Czasami takie machanie pomponami, wymachiwanie nogami i cała godzina różnych podskoków i salt potrafiły zająć umysł i wyplewić z niego złe myśli lepiej niż najmocniejsze używki. A przynajmniej najmocniejsze używki z tych, których Skye próbowała, bo póki co wolała nie pakować się w poważniejsze sprawy z twardymi narkotykami. Aż tak zdołowana nie była, poza tym podejrzewała, że ta zabawa szybko by się skończyła. Zresztą, to w tamtej chwili nie było ważne, bo na treningu była zupełnie czysta. Nawet kac po wczorajszej imprezie zdążył jej już minąć. Na szczęście, bo wieczorem szykowała się kolejna impreza.
OdpowiedzUsuńSchowała pompony do swojej torby razem ze strojem drużynowym i wyszła z sali gimnastycznej. Było już późne popołudnie, nie spodziewała się spotkać nikogo na boisku, dlatego zdziwiła się słysząc, że ktoś gra na gitarze. Nie zastanawiając się wiele, poszła w tamtą stronę i przystanęła w niedalekiej odległości, nasłuchując. To był jeden z „tych” dzieciaków. Alternatywny, zbuntowany, młody gniewny. Podobne zdanie, jakie oni mieli o cheerleaderkach, cheerleaderki miały o nich, ale to nie przeszkadzało Skye w klaskaniu z uznaniem, kiedy skończył grać…
Za co oczywiście dostała w odpowiedzi niezadowolone burknięcie.
- A widzisz tu kogoś innego? – odpowiedziała może trochę sztampowo, ale całkiem słusznie i skrzyżowała dłonie na piersi. – Całkiem nieźle grasz – przyznała, bo mimo wszystko podobała jej się jego muzyka i nie zamierzała udawać, że jest inaczej.
Skye
[O tak, Dunka <3
OdpowiedzUsuńPiątka z Poego! Jako że Emma dopiero rozpoczęła naukę w Sidney High, raczej trudno o człowieka, któremu mogłabym zaproponować powiązanie - proponuję więc przypadkowe spotkanie. Właściwie w ostatniej chwili dopisałam Emmie literaturę, więc mogłaby spotkać Tony'ego tuż przed pierwszymi zajęciami, ale bałaby się zapytać, czy na pewno dobrze trafiła.
No to co - zaczniesz? :3]
Emma Nielsen
[Głupie pytanie XD Jakieś pomysły, czy mam się powysilać?]
OdpowiedzUsuńAndy Appleton
[Jeśli Tony zlitowałby się nad Andym to mógłby po prostu do niego podejść po jakimś niemiłym incydencie, taka typowa socjalizacja wyrzutka (a przynajmniej mnie tak socjalizowali). Ewentualnie Tony byłby jednym z tych co mu nogi podstawiają. Zajęć wspólnych nie mają, rocznik całkiem inny... Może być też jakaś koza czy coś. Na przykład za karę musieliby razem przygotować dekorację na jakieś przedstawienie.
OdpowiedzUsuńJest coś okay, czy myśleć dalej?]
Andy Appleton
[Możemy zrobić tak, że już jedną taką rozmowę będą mieli za sobą i teraz będą już się troszkę znać, więc Andy będzie odrobinę bardziej otwarty. A reszta to już w zależności od tego jakie Tony ma zamiary...]
OdpowiedzUsuńAndy Appleton
[Okay, to ja zacznę już jak się wyśpię (jakoś w godzinach popołudniowych zapewne), bo teraz jestem raczej nie do życia. Chyba że ty masz ochotę coś naskrobać, to proszę bardzo. Dobrej nocy :)]
OdpowiedzUsuńAndy
[O, miło. :D Kurczę, nic nie przychodzi mi do głowy. Są z tego samego rocznika, to jedyne co ich łączy. Może powiedzmy, że są sąsiadami? Rakel mogła poznać Żółwika jako pierwszego zaraz po przyjeździe do Sydney. Mogą się lubić, albo usilnie tolerować z jakiś względów. xD]
OdpowiedzUsuńRakel
[Hmm... Gdyby istniała możliwość, aby Twój chłopak ćwiczył w jakiejś sali, bo lepsza akustyka itp. to wtedy jeden źle wykonywany chwyt mógłby wyłapać i poprawić Johnny, który często wagaruje, co nie znaczy, że od czasu do czasu najzwyczajniej nie przechadza się po szkole. Pasuje? Bo jeśli nie to pomyślę nad czymś innym ;p]
OdpowiedzUsuńJohnny Eaton
[To zróbmy tak - Rakel i Tony niezbyt za sobą przepadali. Zazwyczaj tak bywa, że dzieci znajomych niezbyt siebie tolerują, bo coś tam, coś tam. Później przestali się widywać, a kiedy poszli do tej samej szkoły było oczywiste, że spotykali się kilka razy dziennie. Zaczęli rozmawiać, etc, Rakel przekonała się, że Tony nie jest taki zły, itd. Teraz tylko problem z pomysłem na wątek. Panna Wetterlid mogła pójść na spacer ze swoim psem, ten zaczął gonić jakiegoś kota (którego Rakel jakoś dziwnie kojarzyła), się okazało, że to kot Żółwika, znów nawiązała się mini-awantura. Chyba, że masz coś lepszego do zaoferowania, bo mój pomysł ani trochę mi się nie podoba. D:]
OdpowiedzUsuńRakel
Andy nie przepadał za nową szkołą. Przeprowadzka w środku roku była mu nie na rękę, ale co on miał do gadania. Ojciec dostał lepiej płatną pracę, dla której warto było porzucić Stany Zjednoczone, szkołę, przyjaciół i wszystko co jakkolwiek się liczyło, a przynajmniej jego rodzice tak sądzili. Tęsknił za starą szkołą. Tam też był wyrzutkiem, ale było ich więcej. Miał przyjaciela, który go wspierał, miał swój zespół, czyli w zasadzie wszystko czego potrzebował. Tutaj był zupełnie sam. Powoli przyzwyczajał się do bycia traktowanym jeszcze gorzej, niż kiedy był w Stanach, co nie zmieniało faktu, że nadal to go bolało. Nie rozumiał w czym popełniał błąd. Może był trochę za bardzo sobą, nosił za dużo czarnego, za często się malował, ale nie widział w tym nic złego.
OdpowiedzUsuńDzisiejszy dzień był jak każdy. Trzymał się na uboczu, w nadziei że dzisiaj o nim zapomną. Nadzieja jednak matką głupich i już na pierwszej przerwie usłyszał kilka komentarzy na swój temat. Zacisnął dłoń na drzwiczkach szafki i odwrócił się w stronę, z której usłyszał wyzwiska. Westchnął. To znowu oni, znając życie na wyzwiskach się nie skończy. Zamknął szafkę i ze spokojem, całkowicie przygotowany na to co się zaraz wydarzy skierował się w stronę klasy, w której miał mieć lekcje. Najwyższy z chłopaków, z tego co Andy zdążył zauważyć „przywódca”, podszedł do niego. Po kilku zaczepkach, na które Appleton nie odpowiedział, spotkał się z podłogą. Nawet nie miał już siły się z niej ponieść. Podniósł wzrok do góry i zauważył chłopaka, który jakiś czas temu też się nim zainteresował. Tylko dlaczego ktoś w ogóle zwrócił na niego uwagę? Złapał go za wyciągniętą rękę i podniósł się.
[Spóźniłam się trochę, ale nie bardzo miałam możliwość włączenia laptopa. No ale jestem (:]
Andy
Andy uśmiechnął się delikatnie i spuścił głowę. Chłopak był pierwszą osobą w tej szkole, która okazała mu chociaż trochę życzliwości. Większość, jeśli się z niego nie wyśmiewała, ignorowała go, albo co gorsza omijała szerokim łukiem. Nie był typem, który przyciągał do siebie ludzi, trudno było prowadzić z nim rozmowy, czy sprawić żeby zaufał. No i w żadnym stopniu nie przyciągał do siebie otwartą postawą, czy uśmiechem, bo przecież nie miał powodów do cieszenia się.
OdpowiedzUsuńNieznajomy był interesujący. Miał dużo tatuaży, a Andy lubił tatuaże. Miał tunele i kolorowy t-shirt i czapkę i w dodatku mu pomógł. Czy ktokolwiek oprócz niego w tym cholernym mieści emu pomógł? Nie. Czyniło go to jeszcze bardziej interesującym, tak że ostatnim o czym Andy myślał, było pójście do klasy, na lekcję historii sztuki.
- Dlaczego mi pomogłeś? – spytał nagle. – To znaczy, wow, pomogłeś mi, podszedłeś i wyciągnąłeś rękę, to jest… wow, ktoś się mną interesuje… - mówił jakby sam w to nie dowierzał.
Andy
Eaton to. Eaton tamto. Ile to już osób o nim rozmawiało? Całkiem sporo. Niekoniecznie każda wymiana zdań na jego temat kończyła się jakąś plotką. I w sumie było mu to obojętnie, bo nie oszukujmy się ktoś taki jak on miał najzwyczajniej w świecie ustawiony program wyjebane i nie przejmował się niczym. Ogarniał treningi i mecze, bo piłka akurat go kręciła. Lekcje niekoniecznie znajdowały się w kręgu jego zainteresowań, a już w szczególności biologia z tą nudziarą. Musiał sobie odpuścić, bo inaczej musiałby rozpieprzyć te zajęcia. Naprawdę. Bez kłamstw. Godzina to mało, dlatego pewnie nie zdecydował się nawet opuścić terenu szkolnego. Mógł równie dobrze palić w szkole, bo i kto mu zabroni, kiedy nauczyciele siedzą w klasach, a wicedyrektor zabawia sekretarki? Można było tak korzystać z życia, a co. Niestety… w szkole korzystanie z życia nie było możliwe od pierwszego dzwonka aż do ostatniego w planie. Johnny nie był systematycznym uczniem. Jeśli uznał, że coś jest mu zbędne to tego się trzymał. Matka w domu znów robiła awantury odnośnie tego, że ciągle imprezuje i nie myśli o przyszłości. Panie Eaton, no właśnie, co z nią? Dlaczego nie ma żadnych planów? Bo jest mu to wszystko najzwyczajniej obojętne. Kiedy tak przechadzał się po szkolnym korytarzu i strzepywał co jakiś czas popiół z papierosa, ewentualnie rzucał gdzieś na bok. Już miał odpalić z nudów druga fajkę, kiedy usłyszał dźwięk znanego sobie instrumentu. Szedł kierowany dźwiękami gitary. Drzwi były uchylone. Otworzył je na całą szerokość i wszedł do środka. Oparł się plecami o ścianę. Wyciągnął niezapalonego papierosa i wsadził go za ucho.
OdpowiedzUsuń– Źle wykonujesz chwyt, dlatego tracisz później na całym rytmie. – rzucił spokojnie, tonem znawcy. Powiedział to na tyle głośno, by mimo grania był dobrze słyszalny. Skrzyżował ramiona.
Johnny Eaton
- Andy – uścisnął jego dłoń. – Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja rozmawiam ze zdjęciami… Co zrobiłeś, że przestali… no wiesz, wyżywać się na tobie? – zapewne gdyby Andy miał w sobie trochę więcej pewności siebie, postawiłby im się. Ale co on mógł? Niski, chudy, w dodatku dwa lata od nich młodszy, nie miał szans gdyby przyszło się z nimi bić. Był raczej typem, którego trzeba było bronić, jakkolwiek niemęsko to brzmiało. Do mężczyzny było mu naprawdę daleko, a przynajmniej do takiego jakim był jego wzór do naśladowania – jego ojciec. W końcu: czy jest bardziej męski zawód od strażaka?
OdpowiedzUsuńAndy
Uśmiechnął się. Nie przypuszczał, że stojący przed nim chłopak, był w stanie doprowadzić jego prześladowcę, do stanu wymagającego pobytu w szpitalu. Od początku wiedział, że Tony jest ciekawą osobą.
OdpowiedzUsuń- Chyba nie jestem na tyle odważny, żeby mu się postawić. Albo raczej na tyle głupi, bo przecież nie mam z nim szans, skoro od zwykłego popchnięcia upadam. W ogóle, podziwiam za odwagę. Nie byłbym w stanie otwarcie przyznać się do swojej orientacji, wiedząc, że im się to nie spodoba…
Andy
- Dobra postawa – powiedział, chciał jeszcze coś dodać, ale nie było mu dane, przez dyrektora przechadzającego się korytarzem. Miał teraz lekcje, a skoro na nich nie był, mógł wpakować się w niezłe kłopoty, szczególnie że mężczyzna szedł w ich stronę. – Dyrektor idzie właśnie w naszą stronę, mamy dwie opcje: spieprzamy stąd i już nie wracamy, albo dajemy się złapać na nie-byciu na lekcjach i siedzimy po zajęciach w szkole za karę. Którą wybierasz?
OdpowiedzUsuńAndy
Oby dyrektor nie zapamiętał ich twarzy. Szansa że jego rodzice puszczą coś takiego płazem, była znikoma, pozostawało mu więc mieć nadzieję, że szanowny pan dyrektor zrezygnuje z listów gończych za nimi.
OdpowiedzUsuń- Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Jestem w tym mieście od dwóch tygodni. No i… w życiu się nie zerwałem, jestem dziewicą w tym temacie – przyznał po chwili namysłu. – Jestem dziewicą w większości tematów… - dodał po chwili, trochę wyrwany z rozmowy, jakby zaczął rozmyślać na zupełnie inny temat.
Andy
[Lepiej późno niż później, jak to mówią :)
OdpowiedzUsuńnie będę sobą, jeśli przed zaczęciem myślenia, nie spytam Cię o jakiś pomysł na wątek. .-.]
Levente
[Hm, a interesują Cię powiązania? A jeśli tak, to raczej przyjacielskiej, czy raczej natury antagonistycznej? Czy wolisz wątki od początku?]
OdpowiedzUsuńLevente
[Tony mógłby w sumie starać się przekonać L., że w byciu gejem nie ma nic złego. Rozumiesz, jakieś wspólne posiadówy po nocach, przed telewizorem, dużo pieprzenia od rzeczy i udawanie, że oglądają filmy. Tak by mi się widziała ich relacja. ]
OdpowiedzUsuńLevente
[Trzymam za słowo.]
OdpowiedzUsuńLevente
Andy poprawił plecak na ramieniu i ruszył za Tonym. Trochę trudno było mu dotrzymać mu kroku, był od niego chyba z głowę niższy, ale dawał sobie radę.
OdpowiedzUsuń- W Stanach, w Minnesocie. Ojciec dostał propozycję lepszej pracy i nagle postanowił się przeprowadzić na drugi koniec świata - przewrócił oczami, wcale mu taki układ nie odpowiadał. Był zmuszony zostawić wszystko w USA i znów być zupełnie sam, bez wsparcia przyjaciół. - Ale przynajmniej jest trochę cieplej. Chociaż tam nie było takich pająków.
Andy
- Nie do końca deszczowa, czasem są susze. Ale zimy tam są fajne, czasem napada śniegu do pasa –uśmiechnął się na wspomnienie jednej z najzimniejszych zim w ostatnich czasach, kiedy był małym berbeciem i „pomagał” odśnieżać tacie wjazd do garażu. Dosłownie tonął w śniegu i ojciec musiał go nosić na baranach.
OdpowiedzUsuńPokręcił przecząco głową, obserwując jak starszy zaciąga się dymem. Jeszcze nigdy nie miał papierosa w ustach i w najbliższym czasie nie zamierzał. Prędzej by się udusił, niż go wypalił do końca.
Andy
Pewnie gdyby nie umówił się z Tonym, nie ruszyłby się na krok z domu. Zostałby w pokoju, zawinąłby się w kołdrę i może nawet jakoś zniósł resztę wieczora, mimo kłótni z rodzicami o jego dość fatalne wyniki w szkole oraz paru innych problemów, które trapiły go permanentnie. Niestety, jako, że postanowił sobie, że będzie jak najbardziej słownym, nie wypadało mu odwoływać wizyty, czy jeszcse lepiej, nie przyjść bez słowa. Zresztą, takie zachowanie trochę kłóciło sie z jego uległą naturą. A już poza tym, podejrzewał, że odrobina odmóżdżania się przy jakimś filmie, wcale mu nie zaszkodzi.
OdpowiedzUsuńChoć spóźnił się kilka minut, do domu Tony'ego wszedł bez najmniejszego tłumaczenia. Nie udielił go też, kiedy ściągał buty, czy zwijał się w drobny kłębek z podkulonymi pod brodę nogami, na kanapie kumpla. Spąsowiał za to cały, gdy usłyszał pierwszą filmową propozycję. Doskonale wiedział, o czym jest "Tajemnica Brokeback Mountain", dlatego podejrzewał, że podsunięcie akurat tego tytułu, było niczym innym, jak tylko swoistą prowokacją (która swoją drogą przyprawiła go prawie o palpitacje).
- To może lepiej tę "Szklaną Pułapkę", co? - wydusił w końcu, jak zwykle bardzo cicho i nieśmiało. "
Levente
- Ja zawsze jestem markotny to nie twoja wina - usprawiedliwił się szybko, rumieniąc się przy tym jeszcze mocniej. Ot, jak zwykle, kiedy miał wrażenie, że coś zrobił nie tak, jak powinien. - Wiesz Tony, chyba jestem beznadziejnym przypadkiem - stwierdził, siegając po papierosy. Zapalił jednego i zaciągnął się mocno. To jakoś zawsze go rozluźniało, choć bynajmniej nie sprawiło, by zrezygnował ze swojej zamkniętej pozycji. - Znaaaczy... Nie, teraz wciąż jest nijak, nadal się z tym nie oswoiłem i wmawiam sobie, że to wcale nie jest prawda. I przekonuję się tylko, że kłamstwo powtórzone tysiac razy wcale nie musi stać się prawdą - wyjaśnił, zagryzając lekko dolną wargę.
OdpowiedzUsuńLevente
- Przepraszam - jęknął. Każde kolejne słowo, które wydobywało się z jego ust, było coraz cichsze. - Natura przecież wcale nie musi być czymś dobrym... Całe życie mi powtarzali, że jedyną zdrową relacją jest facet plus kobieta, najlepiej z jakimiś dzieciakami u boku, po ślubie, koniecznie zawartym w kościele... To wszystko tylko pogłębia mój kryzys światopoglądowy - wyjaśnił. - A globalne ochłodzenie to nie bzdura, przecież niedawno spadł śnieg w Egipcie, nie powiesz chyba, że zrobił to dla zabawy? - spytał, przkerzywiając lekko głowę.
OdpowiedzUsuń- Mam przeprosić jeszcze raz? - zapytał niepewnie, aczkolwiek z całkowicie szczerą wątpliwością w głosie. - Ale... To wszystko jest tak kurewsko sprzeczne! To chyba działa jak pogoda, ciepły front atmosferyczny zaliczy kraksę z zimnym i masz gotowy huragan. Tylko w tym wypadku jest on mniej szkodliwy i nie działa na tak wielką skalę - westchnął. - Z jednej strony ocieplenie, z drugiej ochłodzenie... Myślę, że to zależy od położenia. Tam, gdzie jest ciepło, robi się coraz zimniej, tam, gdzie jest zimno, topnieją lodowce. To taka zależność.
OdpowiedzUsuń- No okej, przep... Znaczy się, już więcej nie będę - westchnął, zatykając sobie usta. - Zminy front będzie mnie trzymał, dopóki nie przekroczę progu pełnoletności i nie wyniosę się z domu. Do tego czasu będę co niedziela chodził do kościoła, by dawać karmić się tymi bzdurami, pod groźbą wezwania egzorcysty i wysłania mnie do psychologa z podejrzeniem jakichś zaburzeń osobowości - burknął. - Dziurę w całym... Jak na przykład w warstwie ozonowej? - spytał, chichocząc pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Może to nie jest takie złe rozwiązanie... Oni i tak ostatnio mają fazę na czepianie się mojej osoby o wszystko - westchnął, kręcąc głową. - Czasem kiedy słucham tego, o czym mój ojciec grzmi z ambony, to aż mi wstyd, że jestem z nim spokrewniony. Zresztą, zawsze zazdrościłem innym dzieciakom, których rodzice mieli normalną pracę, a one nie musiały mówić na lekcjach, że ich tato jest "księdzem" - skrzywił się nieznacznie. - A wiesz, to całkiem ciekawa teoria. Może dziura ozonowa to faktycznie efekt rozdziwiczenia ziemi przez... Marsa na przykład, a nie żadnych tam freonów i innych chemicznych bzdur.
OdpowiedzUsuń- Jakim incydencie, co? - spytał, podchwytując temat. Miał nadzieję, że to będzie dobry substytut za to, o czym rozmawiali przed chwilą. - Boże, Tony - pisnął, naciągając na dłonie rękawy bluzy, by zaraz zasłonić nimi twarz. Ewidentnie speszyła go teoria, dotycząc Wenus. - Jesteś okropny! Czemu ja się z tobą zadaję?
OdpowiedzUsuńPrzez moment po wysłuchaniu historii chłopaka, gapił się na niego w milczeniu. - To nie było miłe z jego strony - stwierdził w końcu. - a z twojej jest bardzo... Budujące. Większość ludzi skreśliłaby kogos, kto robił ich tak na szaro, a ty go nadal kochasz. To słodkie - uśmiechnął się. - Stopień uoicia nie ma nic do rzeczy. Tak, jak to, że nie zmuszasz mnie do oglądania... No wiesz - mruknął, rumieniąc się kolejny raz. - I tak jesteś okropny. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo. A swoim gadaniem doprowadzasz mnie do zawału serca. Jak się schlejesz, będziesz jeszcze gorszy! - burknął, odsłaniając jedynie oczy.
OdpowiedzUsuń- Chciałem, żeby nie brzmiało to tak dosadnie - burknął. - Wiesz, że powietrze jest nam potrzebne? To chyba nietrafione porównanie - zauważył, przysuwając się do niego. Wyciągnął w jego stronę swoje chude ramionka, objął go z całej siły i, co wymagało od niego największego wysiłku woli, ucałował go w policzek. - Ejj, Tony, rozchmurzyłbyś się moe, tak choć odrobinkę? - spytał, posyłając mu możliwie najbardziej uroczy uśmiech. - Tak chociaż odrobinkę - poprosił, przeuswając palcem wskazującym po jego policzku.
OdpowiedzUsuń- No tak w policzek, to okej. Ale tak inaczej, to nie - skrzywił się, wystawiając lekko język. - No, to możemy na przykład wyłączyć telewizor, iść się najebać, naćpać czy zjarać jak głupi i potem zrobić coś głupiego. Na przykład podpalić gmach opery. Tylko, żebyś przestał być taki smutny - mruknął, ładując mu się na kolana. Rezygnował ze swojego niedotykalstwa, mając nadzieję, że jak trochę wytuli Tony'ego, to poprawi mu się humor. Nie lubił, gdy ludziom, na którym mu jakkolwiek zależało, było smutno. - Noo... Tony, cycki do góry!
OdpowiedzUsuń- Wątpię, czy brutalne morderstwo to dobry pomysł... Może być coś mniej nielegalnego, na przykład napisanie wyzwisk na drzwiach domu? - spytał, przykrzywiajac lekko głowę. - Ej, bez cycków ci ładniej. I nie mów, że chcesz się zabić. Bo takie gadanie nie jest okej - burknął, układając palce wskazujące w kącikach jego ust, po czym pociągnął je do góru, formując na ustach chłopaka dość koślawy uśmiech. - No, tak od razu lepiej. A jak jakbyś jeszcze uśmiechnął się z własnej woli, to już w ogóle, wyglądałbyś à miracle! - i sam, żeby nie być gołosłownym, wyszczerzył ząbki w szerokim uśmiechu.
OdpowiedzUsuń- Zwierzęta są z zasasy znacznie bardzej wartościowe, niż ludzie - bąknął. - Zresztą, Tony, nie możesz się tak dołować, to jest nieprzezwoite. A już na pewno nie przez jakiegoś kretyna - dodał. - Ej, weź mi tak nie mów, bo od tego rumienienia się, dostanę zaraz wylewu krwi do mózgu - jęknął, opierając czoło o ramię kumpla, by ten nie widział, jak bardzo Andrassy jest czerwony. - Ale jeszcze ci się poprawi, zobaczysz, oj, zobaczysz - zagroził.
OdpowiedzUsuń- Ale między innymi. To jedno i tak odjęłoby ci część zmartwień, nie? - spytał, przekrzywiając głowę. - Rób co chcesz. I tak będę chodził czerwony, nawet, jak nie będziesz prawił mi komplementów, więc co mi tam - westchnął. - Nie, skąd. A co, źle to zabrzmiało, czy co? - spytał, odrobinę zmartwiony.
OdpowiedzUsuń- No... Pewnie masz rację. Ale to chyba niekoniecznie znaczy, że musisz się tym zadręczać? - spytał. Sam co prawda nic nie wiedział o miłości, mówił więc jedynie instynktownie. - To nie moja wina, że się ciągne rumienię - burknął. - Że niby nie wiem, miałbym cię zgwałcić, czy coś, żeby ci poprawić humor? Slodki Jezu. Co za absurd - prychnął, nim jeszcze zorientował się, co właściwie mówi.
OdpowiedzUsuń- Proponuję hipnozę. Wtedy nie będziesz mógł się zadręczać - stwierdził i ucałował go w nos. Ot tak, jakby ktoś go spytał czemu, nie umiałby odpowiedzieć. - Wiesz, że jak nie masz nic przeciwko, to to nie jest gwałt? - spytał, nachylając się nad nim. Normalnie przy takiej rozmowie, dostałby zawału już trzy razy, ale teraz coś mu odwaliło i widać, czym to skutkowało.
OdpowiedzUsuń- Nawet Bram Stoker pisał o skutecznosci hipnozy - mruknął. Wyczuł jego przyspieszony oddech i, jakby automatycznie, odsunął się od niego. Był zdezorientowany, nie wiedział, na co to reakcja, a i nauka na profilu medycznym odrobinę go spaczyła. - Ej, Tony, wszystko okej? - spytał zmartwiony, układając dłoń na jego czole.
OdpowiedzUsuń- Wolę słuchać Brama Stokera, a nie jakichś pogromców mitów - stwierdził, Sadzając się trochę wygodniej. Było mu całkiem miło i wygodnie. - Oho, a co sobie pomyślałeś? - spytał, oplatając jego szyję ramionami. sam siebie do końca nie poznawał. - Nie chce mi się skręcać, weź sobie z mojej kieszeni - rzucił, spoglądając na prawą kieszeń bluzy.
OdpowiedzUsuń- Pan Hrabia średnio przystawał z Madziarzami. Ale nas tam nikt nie lubi - wyszczerzył ząbki w szerokim uśmiechu. - Nooo... Powiedz. Proszę - zamrugał oczami, w najbardziej uroczy sposób, na jaki było go stać. - Nie prawda. Nie jestem leniem. Mam poprostu dysfunkcyjny system motywcji - burknął, nadymając policzki, by pokazać, jaki jest "wielce obrażony". - Tobie może, ale twoim płuckom to już niekoniecznie. Odpadną ci i tyle będzie tego dobrego.
OdpowiedzUsuń[Toczymy to w kierunku jakiejś gejowskiej rozpusty? C:]
- Finowie lubią Niemców. Albo chociaż udają, bo im wypada - zaśmiał się. - Nie robię koali. A mój mózg jest obarczony głupotami, chodzę w końcu do szkoły i w ogóle - zauważył. - Już nie - wzruszył ramionami. - Odpadające płucka są bolesne. W ogóle, choroby układu oodechowego są chyba najgorszymi ze wszystkich - stwierdził, czując na plecach ten sam nieprzyjemny dreszcz, który nawiedzał go, gdy ktoś szurał sztućcami po talerzach.
OdpowiedzUsuń[Podkradnięte znajomej, żeby oddać całą sprawiedliwość.
Yay, ile pisaniny. .-.]
- Finlandia jest dobra. Finowie zresztą też są fajni, tylko trochę jebnięci - stwierdził. - Nie chciałbym chodzić cały czas naćpany. To znaczy chciałbym, ale to budzi niepotrzebne pytania. Już chyba wolałbym być leniwcem, one przynajmniej mogą się wysypiać ile chcą - rozmarzył się lekko. - Ej, Tony, no nie bądź już taki! Jak się powiedziało "a", to wypada skończyć, nie? - spojrzał na niego groźnie. - Niech każdy ma takie podejście, wtedy nie będę musiał się długo zastanawiać nad wyborem specjalizacji, tylko od razu wezmę pulmonologię!
OdpowiedzUsuń[Hehe, moje pisanie czegoś z koleżanką skończyło się na tym, że się pokłóciłyśmy, kazałam jej to wyrzucić, a ona to zrobiła, dlatego podziwiam każdego, kto jest w stanie napisać więcej niż cztery rozdziały w spółce z kimś innym.]
- Z Norwegów też są niezłe zjeby. Im tam jest po prostu za zimno. W dodatku ich sposób traktowania więźniów powinien być zgłoszony do trybunału praw człowieka - stwierdził. - No, jakbyś był koalą, to faktycznie nie - przyznał. - O, to trzeba cię jak najszybciej upić - stwierdził, radośnie zacierając ręce. - Chyba jednak wolałbym zarabiać na obcych, nie na znajomych - stwierdził.
OdpowiedzUsuń[To dobrze, że się tak zgrałyście. C: A co do szablonu - takie właśnie są zalety bycia nogą, jeśli chodzi o wszelką grafikę, nikt na ciebie nie zwala takiej roboty.]
- No co ty, Islandia to najbardziej zajebiste miejsce na świecie! Stary, oni tam zablokowali budowę drogi, bo elfy się na nią nie zgodziły! Chcę tam mieszkać - pisnął radośnie, rozentuzjazmowany jak nigdy. - A może dasz się przekonać w jakiś mniej brutalny sposób, co? Masz ostatnią szansę - uśmiechnął się słodko. - No niby tak, ale wiesz, to taki... Dylemat moralny jest. Zresztą, moi rodzice to święty Franciszek z Asyżu i Matka Teresa, jakby się kiedyś dowiedzieli, że nie leczę ludzi za darmo, szczególnie znajomych ludzi, to chyba dokonaliby na mnie defenestracji - wywrócił oczami.
OdpowiedzUsuń[Serio, aż tyle się czeka? To chyba w tych bardziej znanych szabloniarniach.]
- Elfy są zajebiste. Uznaję ich wyższość nad każdą inną formą życia - oświadczył urocyście. - Obiecuję, że nie zejdę ci tu na serce, co najwyżej zrobię się bardziej czerwony, niż teraz - powiedział, układajac dłoń w miejscu, w którym powinno być serce. Powinno, bo Levente nie odróżniał prawej strony od lewej, a i z anatomią nie był do końca po imieniu. - Podejrzewam, że wyjebaliby mnie z wieży kościoła. Ot, żeby było bardziej po bożemu - zachichotał.
OdpowiedzUsuń[Wiesz, piłkarze są modni, robienie szablonów z nimi daje +100 do zajebistości. A Ty przynajmniej będziesz miała dodatkową praktykę.]
- Są jeszcze koty, ale one są na równi z elfami. Nie rozumiem, jak można nie lubić kotów i nie wierzyć w elfy - stwierdził tonem, który wskazywał, ze uważa to za największe zbrodnie przeciw ludzkości. - Nie umrę. Mój układ krwionośny jest przyzwyczajony, mam zjebane ciśnienie, śmierć z tego tytułu mi nie grozi - wzruszył ramionami. - Szkoda byłoby gitary i kota - zażartował i ucałował go kolejny raz, tym razem w czoło. Ot, żeby nie zrobiło się zbyt grobowo.
OdpowiedzUsuń[I już nie wiadomo, co gorsze. Chociaż teraz będziemy mieć wysyp fanów łyżwiarstwa, skoków i tego, w czym tam bierze udział ta Kowalczyk. .-. Hehe, będziesz szabloniarskim fejmem.]
- Za zabicie każdego kota grozi zagryzienie przeze mnie na śmierć - stwierdził, śmiertelnie poważnie. - Rumieniłem się dziś już tyle razy, że jeden w tę czy w drugą stronę już zupełnie nie robi mi różnicy - wzruszył ramionami, udając znudzonego, zaraz jednak poruszył się niecierpliwie i położył mu dłonie na ramionach. - No powiedz, bo umrę z ciekawości! - jęknął. - A, może. Troszkę.
OdpowiedzUsuń[Trąbią o nich tyle, że nawet ja wiem, że coś wygraliśmy, a nie dość, że nie mam TV, to sport interesuje mnie tyle co zeszłoroczny śnieg. A jak już będziesz fejmem, to będę mogła się chwalić, że z Tobą wątkowałam? C:]
- Zwierzęta są z zasady bardziej bezbronne niż ludzie. To przykre, że za znęcanie się nad nimi są takie niskie kary. Każdy, kto ma nie ma oporów przed skrzywdzeniem takiego kiciusia czy innego futrzaka, nie będzie miał też oporów przed skrzywdzeniem człowieka - stwierdził. - No umrę z ciekawości, jak mi nie powiesz, pierwotniaku - mruknął. - Nooo, może bardziej niż trochę. To zależy.
OdpowiedzUsuń[Skoki oglądam tylko, jak jestem u dziadków, co mi się zdarza bardziej raz na pół roku, niż raz na tydzień, więc ze skoczków znam tylko tych polskich. ^.^ AWWWW, wzruszyłam się, dziękuję <3]
- Jakby człowiek zrobił coś komuś, na kim mi zależy, to chyba też bym umiał - wyznał, zawstydzajac się lekko. - TAK! Pierwotniaku! Jesteś amebą, która zaczyna o czymś mówić, ale nie jest w na tyle łaskawa, by dokończyć myśl - prychnął, spoglądając na niego z dezaprobatą. - A nie wiem. To po prostu dobrze zabrzmiało.
OdpowiedzUsuń[11 lat? Ło kurfa, to już zakrawa o bycie weteranem. O.O A teraz to jeszcze się zarumieniłam. C:]
- Kwestia sumienia - stwierdził. - No dobra, jak tam sobie chcesz - mruknął z niezadowoleniem, splatając ręce na klatce piersiowej. - No tak, dobrze brzmiało. Nie wszystko musi mieć sens - stwierdził. - Nie wiem jak bardzo bardziej niż trochę. Tak sporo nawet. Wymagasz jakichś konkretnych danych czy dowodów? - spytał.
OdpowiedzUsuń[Yay, interesowanie się przez tyle lat jedną rzeczą to dla mnie jakaś totalna abstrakcja. Gdzie tam, raczej królowa śniegu. ]
- Każdy ma sumienie, kwestia, czy go używa i jak bardzo jest ono rozwinięte - stwierdził. Gdy usłyszał, o czym myślał jego kumpel, faktycznie zrobił się cały czerwony, ale równocześnie wybuchnął gromkim śmiechem. - Trzeba było spróbować, kochnie - wydusił w końcu. - Nie, oczywiście, że bardziej niż kota, tylko tak się z tobą droczę - trącił palcem jego policzek, po czym odchylił się tak, by móc dosięgnąć upragnionej przez chłopaka butelki wódki i mu ją podać.
OdpowiedzUsuń[Jej, ja mam łeb zbyt zapchany różnymi dziwnymi postaciami związanymi z muzyką, żeby kojarzyć jakichkolwiek sportowców. ]
- Lubisz koty, więc musisz być dobrym człowiekiem. A dobrzy ludzie używają sumienia - oświadczył. - Możesz czuć się jedna z najbliższych mi osób, a to chyb mówi samo za siebie, że byłoby mi ciebie bardziej szkoda, niż kota - wyjaśnił. - To daj mi łyka, nuż pozwolę ci na coś więcej niż buziak w policzek - puścił do niego oczko, wyciągając łapkę po butelkę. Nie był do końca pewny, czy m traktować tę "groźbę" poważnie.
OdpowiedzUsuń[U mnie to muzyka i pół encyklopedii. :P A nawet nie wiedziałam, miło z jego strony, to już czwarte złoto, nie?]
- To całkiem niezła wymówka. "Wpierdoliłem mu, bo był złym człowiekiem" - parsknął śmiechem. - Oj, na stówkę jest ktoś jeszcze. Od myślenia, że nie ma, będzie bolała cię główka - ostrzegł. Pociągnął zdrowegołyka z butelki i zaraz oddał ją Tony'emu. - Jak się skończy ta. Narazie zbyt wygodnie mi się na tobie siedzi - wyszczerzył ząbki w szerokim uśmiechu.
OdpowiedzUsuń[Tsa, aczkolwiek jest to w większości wiedza, o którą nawet w teleturniejach nie pytają. Ja tam się z fejsika dowiaduję o wszystkim w sumie, tam jest przepływ informcji lepszy niż w radzieckim wywiadzie.]
- Moim też na mnie nie zależy... Tym się nie trzeba martwić, Tony. Pomyśl, że jednak jest ktoś, dla kogo jesteś ważny. Rozumiesz, to takie... Pozytywne myślenie - uśmiechnął się do niego, najładniej jak umiał. - No jasne, że tak! Jeśli cały jesteś taki wygodny, to rezerwuję sobie możliwość spania na tobie przez resztę życia - zachichotał. - Mhm, będę się oswajał z tą wizją - obiecał, zabierjąc mu flaszkę i upijając z niej trochę.
OdpowiedzUsuń[Fejsik to idealne źródło informacji, szczególnie, jak ma się 12 osób w znajomych. :P]
- Może to i dobrze. Jestś fajny taki, jaki jesteś. Nie wiem, czy innego ciebie też bym lubił... Chociż i tak wolałbym, żebyś był bardziej zadowolony z życia - stwierdził. - Ostrzegam cię, ze wiercę się w nocy i mam koszmary, spanie ze mną to raczej wątpliwa przyjemność - zastrzegł. - Cicho, daj mi się cieszyć chwilą, a nie mi tak kwasisz - prychnął.
OdpowiedzUsuń[No owszem. ^.^]
- No rozumiem, Kochanie, co nie zmienia faktu, że wolałbym, byś był trochę szczęśliwszy. Ot, tak profilaktycznie - uśmiechnął się i złapał go za rękę. - No, ja ci nie będę przynajmniej wbijał pazurów w jakieś dziwne miejsca - obiecał. - No nie, nie bronisz, ale kwasisz samym przypominaniem, że będę musiał się ruszyć - wyjaśnił.
OdpowiedzUsuń[Ja zostawiłam 5 z którymi gadam i 7, z którymi mam kontakt tylko przez fejs i nie chcę go stracić, a resztę wyrzuciłam.]
- Tak, kwas askorbinowy też możesz brać profilaktycznie. Ale nie wiem, czy od tego będziesz weselszy - mruknął. - Prześcieradłem, kocykiem i kołderką, żebyś mi przypadkiem nie zmarzł, nie przeziębił się i nie umarł - wyszczerzył ząbki. - Nie jestem leniem, to twoja wina, to ty jesteś wygodny.
OdpowiedzUsuń[Wiesz, ja nawet własną siostrę wyrzuciłam ze znajomych, jakbym nie prowadziła fanpejdża, to już dawno usunęłabym konto, soł... Więcej znajomych mi nie trzeba. ]
- To raczej ciężko jest przedawkować, musiałbyś chyba wykupić wszystko co będzie w aptece - zmarszczył lekko nos. - Lubię dbać o innych. Pod warunkiem, że ich samych lubię. A i nie chcę, żebyś mi chorował, wtedy nie będę mógł okupować twoich kolan, bo będziesz rozsiewał zarazki - zaśmiał się. - Nie rób tego. Jak ci tak bardzo zależy, żebym się pofatygował po tę flaszkę, to mi to po prostu powiedz, okej?
OdpowiedzUsuń[pff, ona pewnie nawet nie zauważy. Ano fanpejdża.]
- A mógłbyś się powstrzymać przed przedwkowywaniem witaminy C? Tak dla mnie, co? - poprosił, trącajac nosem jego szyję. - Ale dla pewności i tak będę cię przykrywał kocykiem i kołderką - stwierdził, po chwili namysłu. - Ej, to było nie fair... Ciesz się, że mam dzień dobroci dla pierwotniaków - prychnął, ale grzeczne zszedł z jego kolan i podreptał do kuchni, by przynieść flaszkę.
OdpowiedzUsuń[Lepiej uważać, bywało i tak, że ludzie mordowali, bo ktoś usunął ich ze znajomych. Wolę się do niego publicznie nie przyznawać, bo to wstyd, że się prowadzi takie gówno. ^.^]
- Ale od takiego ciepełka od drugiego człowieka chyba jednak nie można się pochorować, no nie? - spytał, po czym ucałował go kolejny raz. Teraz prosto w usta. - Nie potrzebuję tyle i tak mam słabą głowę - westchnął, wracając do chłopaka. Ponownie władował mu się na kolana i przyjrzał się z uwagą jego buźce. - Jesteś pewny, ze chcesz pić dalej?
OdpowiedzUsuń[Ludzie sądzą, że jak kogoś nie ma w internetach, to nie istnieje w ogóle.
Jaram się basistami. .-.]
- Zdrowe i potrzebne, bo inaczej wyrastają socjopaci. A ty się na takiego nie nadajesz, sory, Kochanie - stwierdził. - No jasne, że więcej dla ciebie, pijaczyno - zachichotał. Słysząc jego pytanie znów cały się zarumienił i spuścił głowę, wbijając wzrok w swoje dłonie. - Nie jestem do końca pewien, czy bym nie chciał - wymamrotał cicho. Alkohol musiał na niego zacząć już działać, inaczej nie byłby aż tak szczery.
OdpowiedzUsuń[To prawie jak komunistyczne "Jeśli Lenin o czymś nie pisał, to znaczy, że to nie istnieje". Danke. C:]
- Bardzo chętnie będę cię ogrzewał - stwierdził, wtulając się w niego. Tony był chyba jedyną osobą, do której Levente był naprawdę mocno przywiązany, na tyle, by nie bać się tego okazywać. - Ja... Chyba chcę - powiedział. To, co z siebie wydał, było dźwiękiem na granicy szeptu i pisku.
OdpowiedzUsuń[AWWW, jeśli napiszesz, to chętnie przeczytam, to jest tak cudownie tęczowe. <3]
Przez moment myślał nad tym, bardzo intensywnie. Nigdy się nawet nie całował, a co dopiero miał myśleć o całkowitym oddaniu się komuś! Ale w tej chwili widział więcej argumentów "za" niż "przeciw".
OdpowiedzUsuń- Chcę - powiedział, już pewniej. - Jestem tego pewny. Tylko... Ja nigdy wcześniej nie... No, rozumiesz... - przygryzł lekko wargę.
[To jest jedna z najbardziej tęczowych i cudownie uroczych rzeczy, jakie w życiu pisałam. <3]
Oplótł ramionami jego szyję i przysunął się do niego tak blisko, że przylegał całą powierzchnią klatki piersiowej do tej chłopaka. Oddał jego delikatny pocałunek, nie wiedząc, co dalej robić. Nie był w stanie tak po prostu "przestać myśleć". Czuł, ze serce bije mu tak szybko, jakby chciał wyrwać się z jego piersi i paraliżował go stres.
OdpowiedzUsuń[Tkie rzeczy najlepiej pisze się przy My Chemical Romance. Piszesz o własnych, wymyślonych postaciach, czy fanfiki?]
Andrassy dzielnie oddawał pocałunki Tony'ego. Było to chyba najprzyjemniejsze uczucie w jego życiu, dlatego nie protestował, ba, nie pozwalał sobie nawet na to, by przez moment się wahać.
OdpowiedzUsuńPierwszą reakcją na usta chłopaka na jego szyi był długi, przeciągły jęk. Odrobię go to załaskotało, ale przede wszystkim sprawiło, że przeszedł go jakiś dziwny, nieznajomy dreszcz. Odchylił głowę do tyłu, żeby dać Jonesowi większe pole do popisu.
[Kiedyś ich chyba obczajałam, aczkolwiek tego typu zespoły to nie do końca moja bajka. A fanfiki to najlepszy wynalazek ludzkości, uznaję ich oficjalną wyższość nad każdą inną formą literacką. :D]
Fakt, że został pozbawiony połowy ubrania nieźle go zawstydził, ale postanowił nie robić z tego tragedii. W końcu zdawał sobie sprawę, że zaraz będzie cały nagi. Sam chyba nie miał dość śmiałości, by zdjąć cokolwiek z Tony'ego, więc tylko ułożył dłonie na jego biodrach i skupił się na oddawaniu pocałunków chłopaka.
OdpowiedzUsuń[Tenorki, tenorki ewriłer. <3]
Z jego us wydobył się kolejny głośny jęk, gdy poczuł dłonie chłopaka na swoich pośladkach. Nieświadomie szarpnął skraj jego koszulki i poruszł biodrami. Z każdą sekundą utwierdzał się w przekonaniu, że decyzja, którą podjął, nie była błędem.
OdpowiedzUsuń- Tony... Nie musisz się tak hamować, skoro obaj tego chcemy - szepnął, przerywając pocałunek. Spoglądał przy tym prosto w oczy chłopaka i uśmiechał się szeroko. Jednocześnie, powoli i nieśmiało, wsuwał dłonie pod jego koszulkę i powoli zaczynał badać palcami jego tors.
[E, jeszcze się wyrobisz. Niestety, coverowanie dźwięków tak wysokich, ze rejestrowanych jedynie przez psy i nietoperze wymaga lbo dostosowania piosenki do włsnych warunków, albo ćwiczeń w wyciąganiu niebotycznie wysokich dźwięków. .-.]
Pojękiwał cicho, strając się pilnować, by dźwięki, które wydobywały się z jego gardła, nie były zbyt głośne i intensywne. Powieki zaciskały mu się coraz mocniej, biodra z każdą chwilą wyginały się odrobinę bardziej w górę, a spodnie... Cóż, robiły się coraz ciaśniejsze. - Ty się nade mną chyba znęcasz - sapnął cicho. Jego dłonie odruchowo powędrowały na ramiona chłopaka, a paznokcie lekko wbiły się w jego skórę.
OdpowiedzUsuń[Uch, ja bym cholernia chciała śpiewać naprawdę dobrze, niestety, zacięcia artystycznego mi brak. No i cwicz, ćwicz, na złe ci to nie wyjdzie. C:]
- Jak mnie rozbierzesz do końca, to mogę ci zagwarantować, że będę bardziej czerwony niż Pocahontas - mruknął. Mimo tego, że był zestresowany i nie do końca był pewien, co go czeka, to coraz bardziej się niecierpliwił. - Ale narazie średnio się do tego palisz - dodał. Składanie takich długich zdań i w dodatku wyduszanie ich z siebie wcale nie było takie łatwe, dlatego Levente zdecydował się wiecej nie mówić. Zamiast tego zaplótł nogi wogół bioder kochanka i spojrzał na niego z mieszanką błagania i ponaglenia w oczach.
OdpowiedzUsuń[Hah, największy problem początkujących muzyków, ktoś jest w domu. Przechodziłam przez to jak uczyłam się grać na gitarze XD]
Zgodnie z obienicą, jego buźka zrobiła się czerwieńsza, niż przed chwilą, a z jego ust wyrwał się dość głośny okrzyk, będący reakcją na wszystkie cudownie rozkoszne pieszczoty, które serwował mu Tony. Nie panując już zupełnie nad odruchami, mocniej wbił paznokcie w jego ramiona, a biodra wypchnął jeszcze mocniej w górę, wszystko to okraszając bardzo głośnymi wyrazami zadowolenia, które przetykał przekleństwami w ojczystym języku. Miał nadzieję, że skoro są sami w domu, to nie musiał się z nimi hamować.
OdpowiedzUsuń[Niestety, moja rodzina była koniec końców zmuszona do wysłuchiwania mojego wątpliwej jakości brzdękolenia, gitary tak łatwo się nie zagłusy. :C]
Usuń[Tu już w sumie wszystko zdechło, może "przeprowadziłybyśmy" wątek na maila, czy gdzieś? C:
OdpowiedzUsuńNiedociśnięty d-mol na niedostrojonej gitarze to chyba największa katorga dla uszu ;-;]
Panowanie nad odruchami robiło się coraz trudniejsze, a jęki, wydobywające się z ust chłopaka podgłaśniały się z każdą chwilą. Przyjemność, związana z pieszczotami chłopaka również rosła z każdą chwilą i Levente zaczynał powoli czuć, że długo już nie wytrzyma. - Tony... Ja zaraz... - wydusił z siebie. Chciał ostrzec chłopaka, wolał jednak nie dojść mu w ustach, to było dla niego trochę zbyt krępujące.
[tuturutu, jakbym nie subskrybowała wszystkiego na wszelki wypadek, to bym pewnie nie wpadła, by jeszcze w ogóle tu zajrzeć.'
OdpowiedzUsuńa co do maila: zapraszam do odezwania się na koniecpiesni@gmail.com C:]
30 year-old Librarian Isa Rewcastle, hailing from Listowel enjoys watching movies like Downhill and Flag Football. Took a trip to Boyana Church and drives a Ferrari 166 MM Barchetta. przeskocz tutaj
OdpowiedzUsuńdobry adwokat od rozwodu rzeszow
OdpowiedzUsuń