poniedziałek, 3 lutego 2014

"Tylko idioci są szczęśliwymi ludźmi"

 Liverpool Ordway
ostatnia klasa, artystyczna
dodatkowo uczęszcza na zajęcia z rzeźby i malarstwa




Słuchaj kochanie, to nie tak, kocham cię, kocham cię każdą swoją żyłą, każdym swoim włosem, obojgiem uszu i oczu, dziurkami nosa, skoliozą, paranoją, próchnicą, mózgiem, stopami, jesteś dla mnie wszystkim, klejnocie, góro cukry, kocham cię(...) ucieknijmy, mamy jakieś pieniądze, znajdźmy jakiś motel, kupmy odgrzewaną pizzę z mikrofali i frytki, a przede wszystkim dwie butelki wina, i wejdźmy do wanny, umyję cię, scałuję z ciebie wszystko, umyję cię, wytrę ręcznikiem, położę do łóżka, i zacznę całować i mówić ci, opowiadać cały świat, całować cię w usta, szyję, nos, oczy, czoło, uszy, splot słoneczny, ręce, palce, paznokcie, łokcie, piersi, sutki, pępek, brzuch, kolano, stopy, knykcie, łydki, kostki, pachwiny, cipkę, duszę; obejmiesz mnie nogami i chuchniesz mi w twarz srebrem; zmienisz mnie w księcia; ja ciebie w kobietę; ty mnie w mężczyznę; zmieniamy świat w lunapark; zło w mrożoną oranżadę; wojnę w popcorn; nienawiść w papierosa po obiedzie(...) Nie ma mnie bez ciebie" 




 To ona: nie dobro narodowe, pod skórą drzazga, samo mięso duszy, porno, miazga, czarny kot, wściekły pies, chwast i blizna, niechcianych słów jedyna ojczyzna.
To ona: śmierdzi papierosami i nie czesze włosów(włosów, które kiedyś były dreadami, ale teraz mało z nich zostało); posiada kolczyki i tatuaże w przedziwnych miejscach; zawsze chodzi w długich spódnicach i swetrach(dzięki czemu niewiele osób zna jej prawdziwą posturę); mierzy 170 cm wzrostu; pali weekendami trawkę; bije dłutem, aż uzna, że stworzyła rzeźbę; w przyszłości chciałaby mieć swoje studio tatuażu.
 To ona: zakochana w dziwnej literaturze; córka prawnika i skazanej za napaść na męża kobiety; fanka CocoRosie; zamknięta w sobie imprezowiczka; w tygodniu spędza dnie w łóżku ze szkicownikiem.
 To ona: małomówny stwór, któremu łatwo wpaść między nogi; ma za dużo kolczyków i czasem trudno się jej zdecydować, który założyć; 
 To ona: rozpoznawana przez wszystkich, znana przez nikogo;
 To ona: stała w uczuciu, które ukrywa przed światem; kociara; 
 To ona: z rozgadanej dziewczynki zmieniła się w chodzącego dziwaka, którego nikt nie chce zrozumieć;
[Witamy się z Liv serdecznie i zapraszamy do wątków.
W tutule C.Love, długi cytat-Żulczyk.
Za dużo tych zdjęć i jakoś nie ładnie to wygląda, ale kiedyś to poprawię,o
W karcie poukrywane są linki na dodatkowe zdjęcia
A buźki użyczyła cudowna i niepowtarzalna-Anna April <3]

39 komentarzy:

  1. [Widzę, że teraz nie przegapiłaś kolejki :D]

    Johnny Eaton

    OdpowiedzUsuń
  2. [Skoro tak to możemy pomyśleć nad wspólnym wątkiem albo powiązaniem ;p]

    Johnny Eaton

    OdpowiedzUsuń
  3. [To umówmy się tak: ja podrzucę pomysły, a Ty potem zaczniesz. Piszesz się na to? ;p]

    Johnny Eaton

    OdpowiedzUsuń
  4. [Dzień dobry, witam serdecznie na blogu i życzę miłej zabawy, a jeśli byłaby chęć na wątek to zapraszam do siebie ;)]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Typ relacji zostawiam dla Ciebie, bo dla mnie są obojętne (czyt. dostosuję się i przyjmę to na klatę). Oto zatem moje propozycje:
    1. Wpadną na siebie na imprezie. Co sprawi, że zaczną ze sobą rozmawiać? Do ustalenia.
    2. Mogą od czasu do czasu palić ze sobą trawkę.
    3. Przerwa. Fajeczka.
    4. Sala z rzeźbiarstwem. Może mój Johnny przystanie i zacznie przyglądać się jej pracy?
    5. Natkną się na siebie w transporcie publicznym.]

    Johnny Eaton

    OdpowiedzUsuń
  6. [Dobrze. Niech jedzą razem babeczki, palą marijuanę a Noah moze od czasu do czasu probowac uczesac jej wlosy. ]
    Noah

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Witam. Jakiś wątek kombinujemy? :> ]
    S. Grimstone

    OdpowiedzUsuń
  8. [A ja pomysłów na wątek nie mam, bo nie sądzę, że Sheila mogłaby polubić Liverpool, od takich osób raczej trzyma się z daleka ;<]

    Sheila

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Haha, a może Liverpool chciałaby namalować Sebastiana? Nie wiem, dlaczego. Albo wyrzeźbić. Nago. ]
    S. Grimstone

    OdpowiedzUsuń
  10. [Zgoda. Mój Johnny mimo ciągłego imprezowania jeszcze pamięć do twarzy ma.]

    J. Eaton

    OdpowiedzUsuń
  11. [Dobry, dobry. Jakiś wątek z Panem Konserwatorem? XD]

    J.Severide

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Nago czy nie - ważne, żeby go uwieczniła! Bo przecież jest godny zapamiętania, czyż nie?
    Oj, mogli się znać z jakiejś imprezy. To będzie całkiem zabawne, jak go spyta, czy może go namalować nago. A możesz zacząć? Już mnie tu niecnie wykorzystują do rozpoczynania :c ]
    S. Grimstone

    OdpowiedzUsuń
  13. [chętnie bardzo xd tylko z pomysłem u mnie gorzej... może jej w czymś pomóc, tylko nie wiem, w czym xD]

    Nick

    OdpowiedzUsuń
  14. Artyści, jak to artyści - zawsze zdawali się być gdzie indziej. Sebastian raczej nigdy nie traktował ich poważnie, a na pewno już nie na tyle, żeby robić z nimi coś innego, niż imprezowanie. Co prawda, rozmowę zawsze można nawiązać, ale żeby jakąś lotną dyskusję o giełdzie... cóż, do tego na pewno się nie nadawali. Mimo wszystko czasem Sebastian lubił uciąć sobie z którymś z rzeźbiarzy pogawędkę, ewentualnie spytać malarza, kiedy wybiera się na następną domówkę u kolegi. Liverpool poznał właśnie na podobnym spotkaniu - wypili razem ze dwa drinki, a potem ich drogi jakoś się rozeszły. To jednak nie przeszkadzało im w rzucaniu sobie "Cześć" za każdym razem, kiedy się widzieli na szkolnych korytarzach.
    Nie sądził, że podejdzie do niego nagle i spyta o rzecz tak niecodzienną, jaką było wykonanie dzieła z nim w roli głównej. Nie wiedział, jak to miałoby wyglądać, jak on miałby pozować, co robić i w jaki sposób się zachowywać.
    - Dlaczego?
    Musiał o to spytać, bo to przecież najważniejsza rzecz całego rytuału. Jeżeli poda mu jakiś konkretny powód, dla którego miałby użyczyć jej swojego wizerunku, to pewnie się zgodzi. Jeżeli uzna, iż podany przez nią argument nie jest wystarczająco dobry, panienka Ordway będzie musiała zadowolić się innym - najpewniej mniej przystojnym - modelem.

    [ Cóż, tyle z tego wymodziłam :3 ]

    OdpowiedzUsuń
  15. [ To może by tak zrobić, że po którejś z imprez Liv będzie obawiała się, że zaszła w ciąże i zgłosi się do Jasmine po tabletki "po", a później okaże się, że jest ona pracownikiem szkoły? :D Nie mam pojęcia, marnie idzie mi wymyślanie wątków :< ]

    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  16. [Ja z takim pytaniem - czy masz moze już wizję homoseksualnej dziewczyny dla Liverpool? :D]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Dziewczyna Liv miałaby być jaka tylko chcesz. Może być nieśmiała, może być przebojowa, ruda, murzynka, blondynka, co tylko chcesz ! Ale chodzi mi o to, że dziewczyny od około dwóch lat są ze sobą ukrycie. To znaczy: niby się przyjaźnią, ale od czasu do czasu trafiają razem do łóżka. Liverpool kocha ją na zabój, ale przed nikim się do tego nie przyznaje, nawet przed samą sobą. ]

      Usuń
    2. [Okej, rozumiem.. czyli przykładowo wizerunek w ogóle by Ci nie przeszkadzał? Liczy się jedynie to, że się "przyjaźnią", od czasu do czasu trafiają razem do łóżka itd? :D W takim razie zwrócę się do Ciebie, gdy w koncu uda mi się opublikować kartę. ]

      Usuń
  17. Zdążył się już zorientować, do jakiego rodzaju "dziewczynek" należy Liverpool i w zasadzie specjalnie zazwyczaj zmuszał ją do wypowiadania większej ilości słów, niż to było jej do szczęścia potrzebne. Nawet nie chodziło o to, że artyści byli półmózgami - nie uważał tak, gdzieżby. Po prostu zdążył przyzwyczaić się do tego, że zwykle nie interesuje ich giełda, matematyka ani tym bardziej fizyka, że mają swój własny świat, że lubią analizować to, co Sebastian zwykle puszcza mimochodem. Nie zawsze się z nimi dogadywał - jak widać, teraz też niespecjalnie mu to szło.
    - Ach tak, powiem ci, że całkiem przepadam za... hm, swoją twarzą - postanowił wysławiać się jednak kulturalnie, bo tego od niego wymagano zawsze. Nie lubił obcesowości przekleństw, nawet tych "delikatnych", dlatego sam się od nich powstrzymywał. Chyba, że naprawdę posiadał konkretny powód, by użyć jakiegoś brzydko brzmiącego słowa. - Możesz mnie uwiecznić, oczywiście. Teraz?
    Tym razem dał jej możliwość odpowiedzenia jednym, tylko jednym wyrazem, skoro tak wielkim problemem dla niej stanowiło wysławianie się. Po alkoholu - z tego, co pamiętał - do rozmowy była nieco bardziej skora, choć może też mocniej agresywna, niż normalnie. W każdym razie - nie należało z nią zadzierać, jeżeli nie miało się cierpliwości i nerwów ze stali. Sebastianowi było obojętne, co mu panienka odpowiedziała czy gdzie go ukuła słowem; w końcu jego ego to nie balon, żeby nagle zmniejszyło swoją objętość pod wpływem jednej szpilki.
    S. Grimstone

    OdpowiedzUsuń
  18. [witam! proponuję jakiś wątek, najprostsze co mi przychodzi do głowy, to że mógłby być jej 'dostawcą'] Ryan

    OdpowiedzUsuń
  19. [Teraz już mogę przywitać się tak oficjalnie. Jeżeli Yssa nie zraziła Cię swoją postacią, to możemy pociągnąć ten wątek przyjaźni, a raczej czegoś o "wiele więcej" XD ]

    Yssandre C.

    OdpowiedzUsuń
  20. [No to bardzo się z tego cieszę. :D
    Zacznij! Hahaha, ja dziś nie dałabym rady, jeszcze muszę się troszkę pouczyć. :D ]

    Yssandre

    OdpowiedzUsuń
  21. [konkretny to może i by się znalazł, pytanie czy odpowiednio ciekawy żeby go jakoś pociągnąć. impreza u niego/przyjeżdża do niego chcąc coś kupić i zostaje żeby wspólnie coś przypalić]

    OdpowiedzUsuń
  22. RJ w ciągu kilku krótkich miesięcy w których zaczął rozprowadzać zielone zdobył wielu klientów. Powód był prosty – nie szukał dużego zysku, nie rozrzedzał towaru, nie sprzedawał mniejszych porcji, nie podwyższał cen. Po prostu zwyczajnie udostępniał, przy okazji dla siebie poznając ludzi z którymi miło było czasem coś przypalić. Na przykład taka Liverpool. Lekko oderwana od rzeczywistości artystka, mocno różniąca się od większości jego znajomych, a jednak znaleźliby kilka wspólnych tematów do rozmowy. Czasami jej coś dowoził, chociaż zazwyczaj nie dużo. Tyle co na rozluźnienie.
    Tego dnia jednak jego telefon leżał gdzieś prawdopodobnie u niego w pokoju, zbyt duże prawdopodobieństwo że w czasie imprezy by się zgubił. Albo wylądowałby razem z RJem w wodzie, słonej, basenowej, nie ważne – lepiej nie ryzykować. Nie pomyślał nawet, że ktoś może go dzisiaj potrzebować – większość osób które znał była u niego w domu. W dużej części już upalona.
    -Panna Ordway, czymże zasłużyłem sobie na ten zaszczyt ? – uśmiechnął się spławiając później poniekąd dwóch kumpli krótkim ‘później pogadamy’.
    -Nie wiem gdzie mam telefon – usprawiedliwił się, chociaż za pewne nie było to już konieczne. I tak przyjechała kawał drogi.
    -Czyli trzeba odciąć się od technologii byś w końcu pofatygowała się na moją imprezę? – nie raz już ją zapraszał, ale jakoś zazwyczaj jej się nie śpieszyło by odwiedzać go gdy jego dom był wypełniony ludźmi.

    OdpowiedzUsuń
  23. Yssa nigdy nie miała problemu z zapoznawaniem się z nowymi ludźmi. To ona zawsze przedstawiała się pierwsza, rozbawiała wszystkich przełamując pierwsze lody. Problem pojawił się dopiero wtedy, gdy przeprowadzili się do Sydney. Do zupełnie innego kontynentu. Niby ludzie tacy sami, żadne ufo ani nic w tym stylu, ale.. miała wiele wątpliwości. Pamięta doskonale jakby to było dziś, podróż samolotem podczas której nie mogła przestać myśleć o tym, ze nie uda jej się zaaklimatyzować, że zostanie wyrzutkiem. Jej obawy jak najbardziej były niesłuszne, bo już kilka dni po jako takim zadomowieniu się poznała Liverpool. Były dziesięciolatkami, na samym początku była dosyć sceptycznie do niej nastawiona, widziała jak dziewczyna patrzy na jej brata, jak bardzo chce żeby on zwrócił na nią uwagę. Zwyczajnie – była nim zainteresowana, a małej Yssie zdecydowanie się to nie podobało, bo obawiała się, ze jakaś laska byłaby w stanie zabrać jej jedynego, prawdziwego przyjaciela. Jakimś zupełnie niezrozumiałym cudem, po pewnym czasie, dosyć długim czasie, Liv przestała zwracać uwagę na Noah i rozpoczęła się ich przyjaźń. Zawsze uwielbiała gadać, zdecydowanie była największą gadułą, co nie podobało się wielu ludziom. W pierwszej chwili myślała, że nie spodoba się to również jej nowej koleżance, ale ostatecznie wyszło na to, że dobrały się idealnie. Lubiła tez słuchać, nawet tych błahych, czy czasami niezwykle zabawnych rzeczach.
    Teraz dokładnie nie jest pewna, nie potrafiłaby wskazać jak to się stało, ale zaczęła czuć do niej coś więcej. Coś więcej niż przyjacielską, może nawet siostrzaną miłość. To było takie coś, z czym na samym początku nie potrafiła się pogodzić. Nigdy nawet nie podejrzewała, że mogłaby jej się spodobać dziewczyna. Że mogłaby zakochać się w dziewczynie. Na samym początku nie zrozumiała tego uczucia, wpierała sobie, że to z pewnością siostrzana miłość, zupełnie inna od tej braterskiej, ale zawsze.
    Jej rodzina zawsze była tolerancyjna. Ona sama również była niezwykle mocno tolerancyjna. Ale świadomość, że sama mogłaby być lesbijką była wręcz abstrakcją. No i co powiedziałby ojciec gdyby się dowiedział? Był kochany, opiekował się nią i bratem, skoczyłby za nimi w ogień, ale jak zachowałby się, gdyby dowiedział się o orientacji córki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wkrótce zwaliła to wszystko na hormony, dorastała i miała prawo do jakiś dziwactw, prawda? Problem był jeden – z każdym dniem uczucie do przyjaciółki pogłębiało się, a ona przecież nie mogła jej o tym powiedzieć! Czego się bała? Wyśmiania, niezrozumienia, znała Liv doskonale, ale.. strach pozostawał zawsze. Jej serce wręcz wyskakiwało z piersi, gdy dochodziła do niej świadomość, że od czasu do czasu ma ją tylko dla siebie.
      Uwielbiała spędzać z nią czas. Uwielbiała rozmawiać, ale też siedzieć w ciszy napawając się sobą. Uwielbiała zerkać na nią kątem oka. Uwielbiała obserwować ją na szkolnym korytarzu, gdy przechodząc zwracała uwagę ludzi.
      Dom Liverpool spodobał jej się od razu. Wiadomo, sama urozmaiciłaby go chociażby o jakieś fotografie na pustych ścianach, ale to nie zmieniało faktu, że i tak jej się podobał. Nie zamieniłaby go ze swoim, małym, ale niezwykle kolorowym i pełnym życia. U Yssy zawsze ktoś był, jak nie ojciec, to Noah, a jak nie oni to po domu człapał czworonożny, futrzany, szczekający pupil.
      Minął kolejny tydzień, pojawiło się trochę luzu. W końcu nastała upragniona sobota, cudem wymigała się od jakiegoś wyjazdu za miasto z ojcem i od razu, zaraz po śniadaniu, pojawiła się u swojej przyjaciółki. Rysunki Liv zawsze napawały ją.. radością? Coś w tym rodzaju. Przeglądała je zawsze, czasami po tysiąc razy te same, a za każdym razem odczuwała inne emocje. Tym razem zajęła się tymi nowymi, zupełnie odłączając się od świata zewnętrznego. Czuła wzrok na sobie, czuła, że dziewczyna ją obserwuje, taksuje spojrzeniem i.. podobało jej się to. Od czasu do czasu uśmiechała się szeroko i posyłała jej krótkie spojrzenie.
      W pewnym momencie schowała szkice do pudełka, spojrzała na Liv i podniosła się z dywanu, na którym siedziała prawie zawsze. Ominęła stolik, podeszła do niej i usiadła na jej kolanach nie przejmując się niczym.
      - Obiecałaś mi już dawno, że kiedyś w końcu pozwolisz na to żebym zrobiła Ci zdjęcia. Ciągle o tym zapominam, albo Ty się jakoś wymigujesz, Liverpool! To jak? Dasz się sfotografować swojej kochanej Yssie?


      [Wyszło Ci świetnie, naprawdę. Mi niestety o wiele gorzej. :C
      Muszę powiedzieć, że omg jaka piękna pani w karcie, no nie mogę! *-*] Yssa.

      Usuń
  24. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  25. Wszystko co mówiło się o Eatonie. Jego olewaniu wszystkiego, ale niekoniecznie wszystkich było po części prawdą. Zrywał się z lekcji. Nie stosował się do żadnych terminów, ustalając przy okazji własne. Jeśli ktoś chciał z nim współpracować, rozmawiać i konturować znajomość zwykle odbywało się to na jego zasadach, co nie równało się temu, że nie miał na uwadze opinii innych. Aż takim egoistą nie był, no może jedynie w stosunku do własnej matki, ale to tak na marginesie.
    Jak to się stało, że wlazł do szkoły i to jeszcze po zajęciach? Czyżby interesował go romans z nauką? A może czekała na niego jakaś nauczycielka? Litości… z ciekawości tu przylazł. Zobaczył palące się światło i poruszający się od czasu do czasu cień. Musiał to sprawdzić. Poprawka: chciał, to odpowiednie słowo. Dotarcie do odpowiedniego miejsca nie było trudne. Oparł się ramieniem o framugę drzwi i obserwował z uwagą rzeźbiącą dziewczynę. Kojarzył ją. Tak. Nie pomylił się, a dokładniej uświadomił sobie, że takie są fakty w momencie kiedy się odwróciła i odezwała. Mimo pyłu.
    – A co? Chciałaby mnie wtedy wyrzeźbić? – spytał z zadziornym uśmiechem. Przechylił głowę nieco w bok, obserwując ją uważnym wzrokiem.

    Johnny Eaton

    OdpowiedzUsuń
  26. To co robiły już dawno przerosło „przyjaźń”, ale jakimś cudem żadna nie powiedziała o tym głośno. Inni uważali je za dobre przyjaciółki, bo nie dość, że nie znali ich wzajemnych uczuć do siebie, to do tego nie domyślali się nawet, że od czasu do czasu, ba, ostatnio coraz częściej lądują w jednym łóżku. Yssa już dawno przestała traktować Liv jak przyjaciółkę. Bała się jedynie tego, że gdyby powiedziała o tym dziewczynie zniszczyła by wszystko to, co je do tej pory łączyło. Koniec przyjaźni, zerwanie kontaktów, koniec wszystkiego?
    - Przesadzasz, Liv. Nie musisz robić żadnych min, wystarczy, że będziesz naturalna. Taka zwyczajnie niezwykła. – Powiedziała i zaśmiała się cicho. Liverpool nie musiała mieć nadziei, bo rzeczywiście była jedyną kobietą w życiu Yss i zapewne zostanie do końca. Nigdy nie kręciły ją dziewczyny. Nigdy nawet nie myślała o przespaniu się z jakąś.. aż tu pewnego dnia samo wyszło. Czuła się wtedy tak naturalnie, jakby właśnie do tego była stworzona. Przybliżyła usta do jej ucha i mruknęła: - Noo proszę, odwdzięczę Ci się. Zrobię co tylko będziesz chciała. Przysięgam.
    Nie czekała na jakąkolwiek reakcję, bo stwierdziła, że dziewczyna w końcu się zgodzi. Zerwała się z jej kolan, wyszukała gdzieś swoją torebkę i wyciągnęła z niej aparat, który zawsze nosiła ze sobą.

    [Mi chyba też wyszło krótko. :*] Yssandre C.

    OdpowiedzUsuń
  27. [No czołem. c:
    Reflektujesz na jakiś wątek, czy niekoniecznie.
    I, tak na marginesie: cudowny, boski i genialny wizerunek.]

    Levente

    OdpowiedzUsuń
  28. Yss natomiast uwielbiała patrzeć na Liverpool. Już od dawna namawiała ją do jednego, głupiego zdjęcia. Dzisiaj ostatecznie wyczuła okazję i o! Zdawała sobie sprawę co o swoim ciele sądzi sama zainteresowana, ale nie obchodziło jej to. Jej to ciało się podobało i tyle, a zdjęcia i tak nikomu nie pokaże. Będzie jej i tylko jej, tak samo jak chciałaby żeby Liv była tylko jej..
    - Liv kochanie moje.. Jesteś śliczna, przepiękna. – Mruknęła siadając obok niej, kładąc aparat na kolanach. – Nie mówię tu tylko o Twojej buźce, ale też o ciele. Wiem, że uważasz inaczej, ale csiii! – Przyłożyła palec do jej ust, gdy zauważyła, że dziewczyna zamierza jej przerwać. Szybko chwyciła aparat, włączyła go i zanim jej towarzyszka zdążyła chociażby pomyśleć cyknęła fotkę. – No i co? Bolało? Jedno wystarczy, nie będę Cię tak torturować, skoro aż tyle Cię to kosztuje.
    Yssandre w swoim życiu zrobiła już wiele zdjęć, nie tylko naturze ale tez ludziom i znała się na twarzach. A twarz, jak i całokształt Liverpool był niezwykle fotogeniczny. Chciała zrobić to zdjęcie, żeby jej to udowodnić. Przysunęła się do niej najbliżej jak mogła i podstawiła jej aparat pod nos.
    - Widzisz? To Ty. Przepiękna Liverpool. Nie powinnaś mieć co do tego żadnych wątpliwości. Gdybyś widziała ile facetów wodzi za Tobą wzrokiem! – Zabrzmiało to dosyć.. zazdrośnie? Tak, zdecydowanie tak. Ale Yss nie przyzna się do tego, że może być zazdrosna o Liv. No i też o facetów, czy kobiety, które lądują w łóżku przyjaciółki. Uśmiechnęła się szeroko, wyłączyła sprzęt i położyła go na stoliku. Odgarnęła kilka pasm włosów, które opadły na twarz towarzyszki i spojrzała jej w oczy. – Gdybyś była brzydka to nikt by się tak Toba nie interesował.

    Yss

    OdpowiedzUsuń
  29. [A co powiesz na jakąś bliższą, przyjacielską relację? Są do siebie w pewnym sensie podobni, to sądzę, ze powinni się dogadać.]

    Levente Andrássy

    OdpowiedzUsuń
  30. [Tak przeglądam karty, zaglądnęłam też tu i zakochałam się w tej ślicznej buźce <3]

    Barbra

    OdpowiedzUsuń
  31. [Ojej, trochę tego będzie :)]

    Barbra

    OdpowiedzUsuń
  32. - Jesteś mistrzynią w zmienianiu tematu. – Powiedziała i zaśmiała się. Cieszyła się jednak, że jako tako skończyły ten temat. Zdawała sobie sprawę, że jeszcze chwila z tej zwykłej wymiany zdań powstałaby kłótnia. Yssa nigdy nie lubiła się z nikim kłócić, a zwłaszcza nie z Liv. Przejechała dłonią po włosach i spojrzała ukradkiem na zegarek. Za jakiś czas będzie musiała się zbierać, bo jej kochany tatuś zażyczył sobie żeby zrobiła zakupy na obiad. No i musiała jeszcze po południu odwiedzić Noah. – A słuchaj właśnie sobie przypomniałam! Mój ojciec ostatnio pytał o Ciebie. Ostatnio jak u nas byłaś… – Momentalnie stanęła jej przed oczami sytuacja, podczas której dom miał być pusty, dziewczyny dały się ponieść emocjom i gdyby nie szczekanie psa to nawet nie dowiedziałyby się, że John Calhoun wrócił wcześniej. Uśmiechnęła się przypominając sobie swoją minę i to w jakim tempie się ubrała. O mały włos, a tatuś odkryłby, że przyjaciółka jego córki nie jest tylko przyjaciółką. – Zmusił Cię wtedy do pozostania na obiad, pamiętasz? Nie wiem co mu zrobiłaś ale od tamtego czasu zaczął się o Ciebie pytać, a wczoraj nawet kazał Cię zaprosić na obiad. Tłumaczyłam mu, że Ty masz ważniejsze sprawy.. – zaśmiała się znów i chwyciła ją za dłoń. Z każdym kolejnym słowem coraz bardziej przybliżała swoją twarz do jej. – Słuchasz mnie w ogóle? Ej, nadal się gniewasz? Mam pewien skuteczny sposób na przeprosiny..

    Yss

    OdpowiedzUsuń
  33. [Kocham i uwielbiam Cię za ten pomysł, naprawdę, jest cudowny. <3
    Jak rozumiem, poza tym oficjalnym kryciem się, mają się po prostu przyjaźnić? Pozwolę sobie zacząc, jak coś będzie nie tak, gryź, kop, bij, czy co tam chcesz. C:
    I przepraszam, że zaczynam dopiero teraz]

    O tym, że zdecydowanie bardziej niż na panie, lubi patrzeć na kolegów, zaczął orientować się już dawno. I, choć z początku myślał, że to przejściowe, powoli przestawał się oszukiwać. Mimo to, wychowany w przekonaniu, że pociąg do płci przeciwnej jest jedynym właściwym, trzymał się tego poglądu jak zbawiennej poręczy i pilnował by - poza pojedynczymi osobami, które poinformował sam - nikt nie dowiedział się o jego słabości do chłopców. Dlatego też relacja z Liverpool była dla niego swoistym wybawieniem. Zresztą, korzyść była obustronna, a bycie dla siebie wzajemnie alibi z czasem zrobiło się bardzo wygodne. I w dodatku odgrywanie tej szopki wychodziło im chyba całkiem nieźle, bo (o dziwo) nikt jeszcze nie zakwestionował autentyczności wyników ich drobnej intrygi. A że i imi się nie spieszyło, by wyprowadzać ludzkość z błędów, to, przynajmniej Andrássy’emu “przypasowała” idealnie rola przykrywki. A z samą Liv… Cóż, lubił pogadać (lub też pomilczeć, z natury daleko było mu do gaduły), czy po prostu, czuł się nieźle w towarzystwie tej dość specyficznej dziewczyny.
    Do domu ostatnio też nie lubił wracać. Może przez to, że przynajmniej raz dziennie przychodziło mu kłócić się z rodzicami? W każdym razie, wczesnych powrotów unikał jak diabeł wody święconej. Czasem włóczył się sam po mieście, innym razem wyłapywał wzrokiem któregoś ze swoich nielicznych znajomych i skazywał go na swoje towarzystwo.
    Ot, dziś na przykład wyłapał w tłumie ludzi, wylewających się ze szkoły, jakże charakterystyczną czuprynę panny Ordway, której nie dało się przecież pomylić z żadną inną. I to właśnie jej właścicielkę postanowił dzisiaj pomęczyć. Przecisnął się więc przez tłum, co przy jego drobnej posturze i poziomie, na jakim opanował sztukę szkolnego survivalu wcale nie było takie trudne, by w końcu dopaść dziewczynę, złapać się kurczowo brzegu rękawa jej bluzki i szarpnąć go, dając jej do zrozumienia, że byłby wdzięczny za choć odrobinę uwagi.
    - Masz chwilkę? Taką dłuższą trochę. Koniecznie teraz - spytał, spoglądając na nią z naprawdę ogromną nadzieją w oczach.

    Levente

    OdpowiedzUsuń
  34. Ojciec Yss na samym początku był dosyć negatywnie nastawiony co do Liverpool, zwłaszcza gdy ta „kręciła się” jeszcze wokoło jego syna. W końcu jednak udało mu się, za sprawą córki oczywiście, bliżej poznać dziewczynę i pomimo, że nadal nie był do końca przekonany co do jej wyglądu to naprawdę zaczął ją lubić. Kiedyś zajmował się pracą i jakoś musiał pogodzić z tym wychowanie, ale teraz miał zdecydowanie więcej czasu i zażądał poznania przyjaciół swoich dzieci.
    Yssandre nigdy nie pytała o stosunki rodzinne Liv. Wiedze czerpała z tego, co widziała. Nie jadali razem, nie przebywali w swoim towarzystwie i zapewne też rzadko rozmawiali. Chociaż czasami zastanawiała się, czy nie powinna o coś zapytać.. ostatecznie stwierdzała, że gdyby jej przyjaciółka odczuła taką potrzebę sama by jej o tym opowiedziała. Bez żadnego przymusu.
    Zdecydowanie zdążyła już przyzwyczaić się do zachowania Liverpool, ale dzisiaj zwyczajnie miała przeczucie. Przeczucie, że powinna wyjść i zostawić dziewczynę w spokoju, bo ta nie potrzebuje jej towarzystwa. Nie chce jej towarzystwa. A to bolało, chociaż ona oczywiście głośno tego nie powie.
    - Może powinnam już pójść co? Pewnie masz już jakieś plany, a ja Ci tylko przeszkadzam. – Yss czasami paliła, zdarzało jej się też ostro popić ale nigdy nie sięgnęła i nie sięgnie po zioło. To nie była jej bajka, przejmowała się Liv, tym, że niszczy swój organizm, ale co ona mogła? Nie chciała zachowywać się jak matka, jak jakaś niezwykle nadopiekuńcza przyjaciółka. Źle by się to dla nich skończyło. Ostatecznie zrezygnowała z chociażby dotknięcia dziewczyny, odsunęła się i wstała. Sięgnęła po aparat i schowała go do torebki, z która skierowała się w stronę drzwi. – Zadzwoń, albo przyjdź jak tylko znów zaczniesz mnie potrzebować.

    [Ja jestem, żyję! Wybacz, że nie odpisywałam, ale miałam problemy z internetem. :C ] Yss

    OdpowiedzUsuń
  35. Levente nie nadawał się na "zabawkę erotyczną", nie tylko ze względu na swoją orientację, ale głównie dlatego, że dostawał zawału na samą myśl o tym, że miałby iść z kimś do łóżka. Ot, była z niego taka "wieczna dziewica", co nawet do przytulanie średnio się nadawała, bo to przecież gest niechybnie prowadzący do współżycia! Jego strach przed bliskością fizyczna był posunięty do tego stopnia, że nawet ukradkowy kontakt potrafił doprowadzić go do spazmów i głębokiej histerii.
    Mimo tego, grzecznie szedł z Liverpool za rękę, przyzwyczajony do tego konkretnego dotyku, który nie bolał go już wcale, nie odzywając się przy tym ani słowem, chowając wszelkie spostrzeżenia aż do chwili, kiedy dostatecznie oddalą się od wścibskich uszu szkolnej braci. W końcu każde słowo mogło zostać zinterpretowane w jakiś sposób na ich niekorzyść, a wciąż chyba zależało im na dyskrecji. Więc kolejny raz odezwał się dopiero, dy opuścili już teren szkoły.
    - Marnie wyglądasz, Liv - zagaił. - Coś się stało? I, przede wszystkim, czy dasz sobie czymś poprawić humor? - spytał, przekrzywiając nieznacznie głowę. Nie lubił, gdy ludzie, na których mu jakkolwiek zależało, byli smutni. Ot, taki zarodek instynktu zbawiciela świata.

    Levente

    OdpowiedzUsuń