| 13 I 1997, Budapeszt | X klasa | profil medyczny | nielogicznie wiele fajek, deficyty w poczuciu własnej wartości | coraz częstsze i bardziej niepokojące spojrzenia w kierunku kolegów | dziwaczne zamiłowanie do twardych narkotyków | niewierzący syn pastora | zazwyczaj nazywany po nazwisku | Jedyną osobą, która może wysysać życie z pingwinów, jestem ja. I misie polarne. Bo takie są prawa natury |
Nigdy nie radził sobie zbyt dobrze z tym, że robi sie coraz starszy, a nie młodszy. Może dlatego, że nikt nie miał czasu by uświadomić mu, że to w gruncie rzeczy całkiem naturalne? A już z pewnością mniej niepokojące niż to, że w wieku lat siedemnastu wykazuje cechy typowe dla bardzo infantylnego głupka.
Rodzice mieli dla niego za mało czasu, dzielili go między pracę a siebie wzajemnie, dziecko było tylko dodatkiem, który dobrze się prezentuje, a gdy już nie jest potrzebny, to przecież można oddać na wychowanie jakiejś niańce. Do nich również nie miał szczęścia, jednak każda próba poskarżenia się była zbywana... Przecież szukanie kogoś do opieki to tylko kolejny kłopot, na który jego rodzice nie mieli czasu. Zależy im tylko, by nie przynosił wstydu, siedział cicho i robił to, czego się od niego wymaga. Dlatego uczy się na profilu medycznym, mimo, że zupełnie nie radzi sobie z przedmiotami ścisłymi. Chowa do kieszeni swoje zamiłowanie do rysunku, do którego zresztą ma niejaką smykałkę i udaje, że interesuje go to, co podobno powinno. Tak przekonująco, że nawet sam już w to wierzy.
Jego życiowym mottem jest "Nie przeszkadzać". Nie sobie, oczywiście, innym. Całe życie był spychany na bok, więc teraz, kiedy powinien umieć choć spróbować postawić na swoim, on dalej ustępuje, bo boi się, że sprawi komuś problem. Jest potwornie zahukany, cichy i zamknięty w sobie, zawsze trzyma się na uboczu, głównie dlatego, że nie ma prawie żadnych znajomych. Zresztą, krycie się po kątach to nie problem, gdy odstaje się od ziemi na zaledwie półtora metra z groszami od ziemi. Przerażają go wszelkiego rodzaju formy bliskości, nie lubi, jak ktoś go dotyka, ani tym bardziej, jak staje się zbyt drogi jego sercu. Bo boi się, że kiedyś nie będzie miał czasu dla swoich bliskich. Zupełnie, jak jego rodzice. Pewne cechy się dziedziczy, kto wie, czy ta sie do nich nie zalicza?
W końcu co on może?
W końcu co on może?
[tytuł na nasze brzmi "mądry ustąpi, osioł cierpi", mniej więcej
nie pogryziemy, prędzej uciekniemy z piskiem, z natury jesteśmy głupki, ciapy i ofiary losu, i krucho bywa u nas z myśleniem]
[O boże, masz Lodowego Króla w karcie, więc szacun i przybywam żeby zaprosić na wątek do Jade :D]
OdpowiedzUsuńJade
[Witam witam pana :)]
OdpowiedzUsuńLiverpool
[Znam tą kartę, niestety nie pamiętam skąd.
OdpowiedzUsuńWitam :)]
Barbra
[Całkiem możliwe :)
OdpowiedzUsuńW takim razie pasowałoby też coś tu stworzyć, nie uważasz?]
Barbra
[Dziękuję, również uważam Anne za przepiękną :D
OdpowiedzUsuńNo i wątek bardzo chętnie, ale gorzej z pomysłem ;c]
Liverpool
[A może niech będą swoimi przykrywkami ? Skoro jemu podobają się chłopcy, a ona od lat zakochana jest w dziewczynie, to potrzebują kogoś, kto będzie ich przykrykwką, żeby świat się nie dowiedział :D]
OdpowiedzUsuńLiv
[Hehe, ja to mam zapłon ;) Nieno, fajna postać, może wątek? :)]
OdpowiedzUsuńTony Jones
[Tak szczerze powiem, że nie mam ;P Mogę zacząć jeśli ci się coś uda podrzucić :)]
OdpowiedzUsuńTony
[Powiązania są okej, mogliby być przyjaciółmi, zwłaszcza, że orientacja w zasadzie ta sama :)]
OdpowiedzUsuńTony
[No okej, jest spoko :) To ja zacznę jak już mi coś wpadnie do głowy, na pewno dzisiaj ;)]
OdpowiedzUsuńTony
[Szczerze? Ciężko, oj ciężko mi coś ogarnąć.
OdpowiedzUsuńMam dwa takie pomysły, które potrzebują rozbudowania, no ale to zawsze jakiś początek. Zacznę od tego, że może się on kolegować/znać z młodszą siostrą Barbry, która jest z jego roku, a mogę nawet wpakować ją do medycznej klasy i wtedy np. musieli zrobić jakiś projekt na chemię i znalazł się z nią w grupie, więc przyszedł do nich do domu i tam z młodą to robią, a Baśka się jakoś napatoczy. A oprócz tego to widzę, że sobie nie radzi ze ścisłymi, więc B. jako ta dobra i zmuszona przez nauczycieli, może udzielać mu korepetycji.]
Barbra
Tony miał tego dnia wyjątkowego farta, bo jego starzy poszli na jakąś imprezę. Pod tym słowem właściwie kryła się całonocna libacja, rozpusta i inne niemoralne rzeczy. Jonesowi to nie robiło różnicy, ważne, że miał wolną chatę, a to najlepsze co mu się mogło przydarzyć.
OdpowiedzUsuńPostanowił więc zaprosić do siebie swojego kumpla, Levente. Widział, że ostatnio jest jakiś niemrawy i chciał z nim pogadać. Andrássy trochę sobie nie radził z tym, że jest gejem. Dlatego Tony wciąż mu powtarzał, że w byciu gejem nie ma nic złego, że to jest normalne, tylko świat jest pojebany. Może to trochę do niego docierało, ale jakoś efektów nie było widać.
Zanim chłopak przyszedł, Jones przygotował rzeczy niezbędne do siedzenia przed telewizorem: kilka płyt z filmami, paczkę fajek, sześciopak piwa i butelkę wódki. Kiedy usłyszał dzwonek do drzwi oderwał się od zrywania nalepki z flaszki i poszedł otworzyć. Za drzwiami oczywiście stał Levente. Wpuścił go bez słowa do środka i poszedł do salonu.
- Dobra, to co tym razem? "Tajemnica Brokeback Mountain" czy "Szklana pułapka"? - zapytał, siadając na kanapie z puszką piwa w ręku.
[Hmm, takie sobie, ale tylko tyle mi do bani przyszło ;)]
Tony
- Ech, niech ci będzie - westchnął Tony, podniósł się i włożył płytę do napędu. Włączył film i z powrotem rzucił się na kanapę. - Powiedz mi, Levente, jak tam teraz z tym twoim przyzwyczajeniem do bycia gejem, co? - spytał i zaśmiał się. - Jeszcze nic nie piłem, a już mi się rymy tworzą. Powinienem to zapisywać, serio. I nie bądź taki spłoszony, kumplami w końcu jesteśmy, nie? Wyluzuj, napij się, zapal i będzie spoko. Nie lubię jak mi ktoś markotnieje w moim towarzystwie.
OdpowiedzUsuńTony
- Ech, powinieneś się trochę rozluźnić, człowieku. Z takim markotnym nastawieniem dołujesz ludzi dookoła siebie, serio - powiedział Tony i wpatrzył się tępo w telewizor, udając, że śledzi akcję filmu. - Jeeny, facet, weź ty sobie nie próbuj wmawiać, że to nieprawda, bo to jest kompletnie bez sensu. To jest twoja natura, tak jak to, że chodzisz czy oddychasz. Jeśli taki jesteś to tego nie zmienisz. Musisz do tego przywyknąć, tak jak do tego, że w lato jest czterdzieści stopni. To jest coś czego nie da się zmienić. I nie próbuj mi nic gadać o globalnym ochłodzeniu, bo to bujda.
OdpowiedzUsuńTony
- Matko, Levente... - westchnął Tony. - Wolisz słuchać jakichś chorych na mózg ludzi, którzy gadają i myślą stereotypami, czy słuchać siebie i swojego rozumu i serca, które chyba najlepiej wiedzą co masz robić, nie? Kościół to zło większe niż terroryści. Im, kurwa, wolno wszystko. Wzbogacać się, molestować dzieci i pieprzyć głupoty o tym, że metal i fantasy to wytwór szatana. Błagam cię, człowieku, nie wierz im. Wow, śnieg w Egipcie, i co z tego? - popatrzył na chłopaka z powątpiewaniem. - To tak samo można by powiedzieć, że globalne ocieplenie, bo gdzieś tam w Polsce czy Rosji nie spadł na święta. To jest bez sensu.
OdpowiedzUsuń- Nie przepraszaj, bo nie masz za co, tłumoczku - zaśmiał się i potargał włosy chłopaka. - Człowieku, pierdol ten zimny front. Każ mu się w dupę pocałować i idź ogrzewać jakieś inne tereny, zamiast gnieździć się z nim w jednym miejscu - dopił resztę piwa, zgniótł w dłoniach puszkę i sięgnął po drugą. - Może i tak, nie wiem. Ci cholerni amerykańscy naukowcy zawsze znajdą dziurę w całym.
OdpowiedzUsuń- No. I tak ma być - powiedział z wyraźnym uznaniem w głosie. - No to nawet niech cię ten front ciąga po tych świątyniach rozpusty, ale to nie znaczy, że masz ich słuchać. Udawanie nie jest rzeczą trudną, serio. Trzeba tylko nabrać wprawy. A żeby jej nabrać to trzeba praktykować. Więc sobie postanów, że będziesz niewierzącym, ale praktykującym łgarzem. "Tak tatusiu, Bóg jest fajny. Tak mamusiu, nie jestem opętany gejostwem, nie musisz bulić na egzorcystę" - powiedział przesadnie wysokim głosem. Zaśmiał się i wziął łyk piwa. - No na przykład. W końcu ziemia to kobieta, kiedyś musieli jej tę dziurę jakoś, hmm... Udostępnić? - roześmiał się.
OdpowiedzUsuń- No właśnie. Udawaj normalnego, a powinni się odczepić. Ja tak robiłem ze swoimi, ale po incydencie w dziesiątej, stwierdzili, że już im wszystko jedno - wzruszył ramionami. - Raczej na pewno przez Marsa. Merkury za daleko, a Wenus to laska. Chyba, że miała jakieś kosmiczne dildo, nie wiem, resztki Challengera, czy coś - zaśmiał się.
OdpowiedzUsuń- To ci nie opowiadałem? - popatrzył na chłopaka ze zdziwieniem. - No nic. Chodziło o to, że taki palant, w którym się nadal kocham, rozpowiedział w szkole, że jestem gejem. No i wszyscy się ze mnie wyśmiewali i w ogóle. I była taka sytuacja, że trzech chłopaków z mojej klasy tak totalnie chamsko się mnie uczepiło i się wkurwiłem, wpadłem w szał, i jednego wysłałem do szpitala. Ogólnie to nic z tego nie pamiętałem, ludzie ze szkoły mnie łaskawie powiadomili. I wuefiści, który mnie pacyfikowali. Takie coś, nieważne - wzruszył ramionami. - Okropny? Człowieku, gdybym ja był okropny, to bym cię zmuszał do oglądania gejowskiego porno - roześmiał się. - Poza tym, jeszcze nie jestem aż tak wstawiony, właściwie to w ogóle nie jestem.
OdpowiedzUsuń- Nie było miłe? - Tony spojrzał na chłopaka jak na idiotę. - To było czyste skurwysyństwo, że też się tak kolokwialnie wyrażę. Weź przestań, ja nie chcę nic do niego czuć, nawet nie chcę go nienawidzić. Chcę go traktować jak powietrze, ale nie umiem - westchnął ciężko i sięgnął po flaszkę. Po chwili namysłu odstawił ją i napił się piwa. - Nie zmuszam cię, bo nie jestem mendą. I uprzedzam, że na pewno się schleję, bo mam chujowy humor - mruknął i skulił się na kanapie, udając, że ogląda film.
OdpowiedzUsuńNie to żeby ona się wstydziła tego, że kocha dziewczynę. Ale bała się reakcji społeczeństwa. Bała się tego, że będzie jeszcze bardziej wytykana palcami, że wszyscy dookoła się będą z niej nabijać. Już etykietka brudnej szmaty do niej przywarła i nawet przestawała się nią powoli przejmować, więc nowa łatka mogłaby nie być dla niej pochlebna. Do tego dochodził strach o Yssę, że z niej również będą się śmiali. A na to nie mogła pozwolić.
OdpowiedzUsuńOna od bardzo dawna wiedziała, że kobiety również ją interesują. A właściwie tylko kobiety. Mężczyzn traktowała jako zabawkę erotyczną, natomiast kobiety wzbudzały w niej zupełnie inne emocje, zwłaszcza ta jedna kobieta, bez której nie wyobrażała sobie życia.
A Lavente był zwyczajnie przydatny. Ale nie jako zabawka erotyczna, ale jako dobra przykrywka. Najzwyczajniej w świecie, kiedy była z nim ludzie myśleli, że w cale nie jest lesbą i w cale się aż tak nie puszcza, skoro ma tego jednego faceta. Zastanawiali się, co w nim widzi, co on widzi w niej, ale w końcu obojga sklasyfikowano jako dziwaków, a dziwaki powinni trzymać się razem.
Szła do domu z zamiarem zamówienia sobie pizzy i poleżenia przed telewizorem.
Ucieszyła się nawet, kiedy do niej podszedł, bo to oznaczało, że nie będzie musiała sama siedzieć w domu. Bo ojciec oczywiście pracował do późna. Czasami czuła się, jakby mieszkała w tym domu zupełnie sama.
Złapała go za rękę, żeby wszyscy widzieli i wysiliła się na uśmiech. Ten tydzień to była jakaś masakra, miała podły humor.
-Mam.-powiedziała krótko,bo zazwyczaj mówiła bardzo mało.
Liverpool
- No może i złe porównanie, ale tak się mówi - mruknął. Kiedy chłopak pocałował go w policzek i pogładził po nim palcem, spojrzał na niego spode łba, starając się jednak nikle uśmiechnąć. - Widzisz, to nie takie straszne pocałować faceta. I raczej się nie rozchmurzę, bo już wpadłem w totalnego doła i jedyne na co mam ochotę to upić się do nieprzytomności. Bo zapić się na śmierć niestety nie mam czym - westchnął ciężko.
OdpowiedzUsuń- Dla mnie bomba - mruknął cicho. - Podpalić operę, podpalić szkołę i brutalnie zamordować tego skurwiela. - A potem świat będzie piękniejszy, bo będzie o kilka wnerwiających osób mniej - kiedy Levente usiadł mu na kolanach, popatrzył na niego jak na idiotę, ale po chwili opuścił głowę. - Gdybym je miał to pewnie bym podniósł. Ale nie mam, więc jestem zrozpaczony, wkurwiony i chcę się zabić.
OdpowiedzUsuń- Może być i to. Nieważne - wzruszył ramionami. - Co ja poradzę, jak tak się czuję. Beznadziejny i gorszy od zwierzęcia - popatrzył na chłopaka smutno. Kiedy jednak ten uniósł kąciki jego ust, nie mógł się nie uśmiechnąć. - Jesteś taki uroczy, że gęba sama się cieszy - roześmiał się. - Co jednak nie oznacza, że poprawił mi się humor.
OdpowiedzUsuń- Kochanie, ja się dołuję nie tylko przez niego. Ogólnie mam beznadziejnie w życiu - westchnął. - Och, no weź przestań. Ja ci tu z komplementem, a ty mi każesz ci tak nie mówić. Okej, więcej już ci nic miłego nie powiem - wystawił język i lekko się uśmiechnął. - Sugerujesz coś? - spojrzał na chłopaka podejrzliwie.
OdpowiedzUsuń- Może i tak, ale nie jest łatwo ot tak się odkochać - westchnął ciężko. - Na czerwoną twarz to się leki bierze, dzieciaku - uśmiechnął się lekko. - No wiesz, trochę się przestraszyłem, że będziesz chciał zrobić coś kompletnie wbrew mojej woli.
OdpowiedzUsuń- Już taką mam naturę, że się zadręczam. A najbardziej w nocy, kiedy nikt nie widzi - westchnął. - Taki rumianek z ciebie - zaśmiał się. - W sumie... Nic o gwałcie nie pomyślałem, ale skoro chcesz... To ja ci bronić nie będę - uśmiechnął się szeroko i dźgnął chłopaka palcem w klatkę piersiową.
OdpowiedzUsuń- Hipnozę? - popatrzył na chłopaka sceptycznie. - Nie wiem, spróbować można, ale "Pogromcy mitów" stwierdzili, że nie zawsze to działa, więc... - zdziwił się trochę całusem w nos, ale się nie odezwał. Kiedy jednak Levente pochylił się nad nim zaczął szybciej oddychać. - Wiem. Ja z reguły nie mam nic przeciwko - powiedział cicho.
OdpowiedzUsuń- Nie na wszystkich hipnoza działa, zacznijmy od tego - mruknął. Kiedy Levente się od niego odsunął, odetchnął głęboko. - Co? Nie, spoko, nic się nie stało. Po prostu mózg mi szwankuje - zaśmiał się nerwowo. "Ty kretynie, to jest twój kumpel, do jasnej cholery, o czym ty myślisz?! Idź się, kurwa, lecz", skarcił się w myślach. - Podrzuć fajki ze stołu, bo mnie zaraz szlag jasny trafi.
OdpowiedzUsuń- Ech, niech ci już będzie ten Stoker, Drakulo węgierski - westchnął i uśmiechnął się. - Ja? Nic takiego, taka głupota, nieważne - zaśmiał się. - Leń z ciebie - powiedział i sięgnął do kieszeni w bluzie chłopaka po pudełko. Wyjął jednego papierosa, odpalił i mocno się zaciągnął. - Tego mi było trzeba - szepnął, wypuszczając powoli dym.
OdpowiedzUsuń- Oj tam, Niemców cały świat nie lubi i się toczy - mruknął. - Nie rób mi tu koali, nie ma mowy, żebym ci obarczał mózg głupotami - pokręcił głową. - Foszek? - spytał, śmiejąc się z miny chłopaka. - No w końcu na coś trzeba umrzeć. Ja umrę na odpadające płuca - wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń[Fajne określenie, "gejowska rozpusta" ;) Ja nie wiem gdzie to się toczy, trybiki w mózgu mi się poprzestawiały, bo ostatnią część shonena przepisuję i jeszcze horror piszę, także tego ;P]
- Ja nie lubię Niemców, ale lubię Finlandię - wyszczerzył się. - Koale są fajne, bo cały czas na fazie chodzą. Ale ta głupota jest skrajnie pojebana i w ogóle nie powinna mi do głowy przychodzić - uderzył się dłonią w czoło. - Niech sobie będą bolesne, przynajmniej będę wiedział, że mi coś dolega.
OdpowiedzUsuń[W sumie to ja to wczoraj miałam przepisać, ale mi się nie chciało ;P A ten horror to ja z koleżanką piszę i to jest złe ;) No i wczesny Kabanos... ;)]
- Ja osobiście wolę Norwegów. Albo Duńczyków. "Gang Olsena" po prostu niszczy system - zaśmiał się. - Gdybym był koalą to nikt by nie zwracał uwagi, że wciąż jestem naćpany - wzruszył ramionami. - Powiem ci tak, alfabet kończy się na "z", a ja jak na razie doszedłem do "d". Jak się upiję to moje usta same powiedzą, bo mózg się wyłączy - powiedział i jakby na potwierdzenie swoich słów wyciągnął rękę po otwartą puszkę z piwem i opróżnił ją kilkoma łykami. - No widzisz, dam ci zarobić przynajmniej.
OdpowiedzUsuń[My się doskonale zgadzamy, mamy identyczne mordercze instynkty ;P Tylko najgorsze, że muszę zrobić szablon, a nie chce mi się siedzieć kilka godzin z oczami w Gimpie ;)]
- W Islandii mają gorzej. Jakieś wulkany, lodowce i kolo podbiegunowe. Nie mógłbym tam mieszkać - skrzywił się. - Najlepiej wlej mi tę wódę przez lejek do gardła, szybciej będzie - mruknął. - Ale zawsze to jakaś kasa by była. Teraz, w czasach kryzysu każdy grosz się liczy, nie?
OdpowiedzUsuń[Gdybym nie musiała czekać bór wie ile na szablon w szabloniarni to pewnie bym się nie męczyła. Najgorsze to jest wycinanie obrazków, reszta nie jest taka zła.]
- Zniósłbym ten kraj tylko ze względu na elfy - wzruszył ramionami. - No nie powiem, bo jeszcze zawału dostaniesz, jak cię znam. Chociaż może i niekoniecznie - mruknął. - Wiesz, jakby cię z parteru wyrzucili to nie byłoby tak źle, gorzej, jeśli to byłoby piąte piętro. Albo wieża Eiffla. Byś się wtedy tak fajnie wlepił w ziemię - zaśmiał się.
OdpowiedzUsuń[Na Wyimaginowanej Grafice czekam 2,5 miesiąca, a na Spiralnych mi laska nie przyjęła. Szkoda tylko, że wzięła wszystkie zamówienia z piłkarzami i żadnego innego -_- Ale okej, wolę działać na własną rękę, mimo, że mam za sobą tylko dwa projekty ;)]
- Elfy tak. Elfy są najlepszym co mogło powstać i społeczeństwo może mnie uznać za psychola, ale ja tam wierzę, że istnieją - uśmiechnął się. - Jak się zrobisz czerwony to cała krew z mózgu ci do twarzy spłynie i umrzesz na niedokrwienie mózgu - powiedział rzeczowo. - Jakby moi starzy mieli mnie wyrzucać przez okno, to by kogoś wynajęli, bo im by się nawet nie chciało. I pewnie jeszcze rzuciliby za mną gitarę i tego cholernego kocura.
OdpowiedzUsuń[Zwłaszcza te Ronalda -_- To jest jakaś masakra, wszędzie Ronaldo i 1D. No w sumie racja, może kiedyś będę na tyle dobra, że będę miała własną szabloniarnię i będę konkurencję robiła ;)]
- Mój Kellin jest święty i za zabicie go grozi zemsta Bastet i moja. Jest bardziej święty niż elfy - powiedział poważnie. - W każdym razie zarumienisz się bardziej niż boczek na patelni - roześmiał się. - A mnie nie byłoby szkoda? - popatrzył z wyrzutem na Levente. Kiedy jednak chłopak pocałował go w czoło nie mógł powstrzymać uśmiechu.
OdpowiedzUsuń[Może nie tyle fanów tych sportów, a konkretnie Kowalczyk, Stocha i kogo tam jeszcze. To jest masakra -_- Będę! ;P]
- No dokładnie. W ogóle ja bym zabił za zabicie zwierzęcia - powiedział, nadal poważny. - No widzisz, nie umrzesz na niedokrwienie, to umrzesz z ciekawości - wzruszył ramionami. - Troszkę? No wiesz! - spojrzał na Levente spode łba.
OdpowiedzUsuń[A ja teraz sobie skoki oglądam i jakoś specjalnie nikomu nie kibicuję ;) No, nie licząc Rune Velty ;P No jasne, że tak :) Będziesz w linkach na blogu ;D]
- Ja nie mógłbym skrzywdzić zwierzęcia, ale człowieka bez problemu - mruknął. - Pierwotniaku? - spojrzał na chłopaka ze zdziwieniem. - Zależy? Od czego? - spytał podejrzliwie.
OdpowiedzUsuń[Ja staram się oglądać regularnie i tak już od 11 lat ;) Och, nie ma za co, to dla mnie zaszczyt :)]
- W takim wypadku to ja bym się nawet czuł usprawiedliwiony - stwierdził. - Na pewno dokończę tę myśl, ale nie wiem kiedy. Jestem taki dziwny, że mi to przez gardło jakoś nie chce przejść - mruknął. - Dobrze zabrzmiało? Poza tym, jak bardziej niż trochę, hm?
OdpowiedzUsuń[No ba, weteran ;) Hm, drugi Levente? ;P]
- Niby sumienie mam, ale po czymś takim w życiu nie miałbym wyrzutów - powiedział z przekonaniem. - Kurwa, jak już tak bardzo chcesz wiedzieć, to miałem w tamtym momencie ochotę zaciągnąć cię do łóżka, zadowolony z odpowiedzi? - mruknął. - A teraz daj mi tę flaszkę, bo muszę się napić. Ale i tak mniej niż kota, prawda?
OdpowiedzUsuń[Ojciec mnie zaraził i tak mam. Ja nawet Hannavalda i Peterkę pamiętam, chociaż miałam 5 lat jak skakali ;) Aww *.*]
- Ja go w sumie nie używam - stwierdził. - Jak się napiję to spróbuję, zobaczysz - powiedział z przekonaniem. - No ja myślę, że bardziej - mruknął, biorąc od chłopaka butelkę i odkręcając ją. - Zacznij się przygotowywać, Levente - powiedział, i pociągnął kilka łyków wódki.
OdpowiedzUsuń[Ja mam głowę zapchaną i muzyką i skokami, także xd W ogóle zdarłam sobie gardło, wrzeszcząc jak głupia, bo Stoch wygrał drugie złoto :D]
- Jestem dobrym człowiekiem tylko dla niektórych. Dla tych sukinsynów staję się jak seryjny morderca. Nie mam powodu, żeby sobie wyrzucać, że zrobiłem krzywdę złej osobie - skwitował. - Dobrze, że chociaż jednej osobie na mnie zależy - uśmiechnął się. - A proszę cię bardzo - mruknął, podając chłopakowi flaszkę. - Jak chcesz to możesz się przejść do lodówki, tam jeszcze jedna stoi.
OdpowiedzUsuń[Pół encyklopedii? O_O Ta, czwarte. Tak się wszyscy jakimś panczenistą ekscytują, a ja o jego złocie się dopiero przed chwilą z wiadomości dowiedziałam ;)]
- No zajebista - mruknął. - Może i jest, ale wiem komu na pewno na mnie nie zależy. Moim rodzicom - powiedział smutno. - Mam aż tak wygodne kolana? - spytał, pociągając kilka łyków. - Zaraz będzie pusta, przygotuj się do wstania.
OdpowiedzUsuń[Facebook i besty to najlepsze źródło informacji, wiadomo ;)]
- Tylko, że ja nie umiem pozytywnie myśleć. Jestem taki cholernie aspołeczny i melancholijny, że tego już się chyba nie da zmienić - westchnął. - Mogę być twoim materacem, spoko. Tylko uważaj z łokciami - zaśmiał się. - To się oswajaj szybko, bo pół litra na dwóch to jest nic.
OdpowiedzUsuń[12 znajomych? O_O]
- Nie umiem być zadowolony z życia. Bo co ja mam w tym życiu? Ciebie, Ellen i Kellina, z czego jedno to przedmiot, a drugie to kot. To wszystko nie ma sensu - westchnął. - Mnie to by i tak nie zrobiło różnicy. Ten cholerny kocur już mnie tak zmaltretował, że taki ty nie sprawiłby mi problemu - wzruszył ramionami. - Czy ja ci bronię się cieszyć? Ciesz się, jak możesz, wolę to niż twoją markotną minę.
OdpowiedzUsuń[Jesteś zwycięzcą ;) Ja mam dokładnie 222, z czego połowy nie znam ;)]
- Profilaktycznie? Profilaktycznie to ja mogę wciągać witaminę C. Chciałbym być szczęśliwszy, ale jakoś nie potrafię. I ta świadomość mnie dobija jeszcze bardziej - westchnął smutno. - Cieszę się. Zatem nadajesz się, żeby mnie okresowo prześcieradłem nakrywać - lekko się uśmiechnął. - Jesteś leniem totalnym. Żeby ci się po alkohol wstać nie chciało...
OdpowiedzUsuń[Ja to mam w sumie za dużo osób do selekcji, a nawet jakbym to zrobiła to jakaś setka by została]
- Ja też nie wiem, ale wiem, że jak za dużo wezmę to zaliczę zgon - powiedział cicho. - Zadbałbyś o mnie lepiej niż moja własna matka. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię znam - uśmiechnął się szeroko. - To moja wygoda może cię zawsze boleśnie zrzucić z siebie. A wtedy będzie bolało - zaśmiał się.
OdpowiedzUsuń[Gdybym ja swoją kuzynkę wyrzuciła, to cała jej rodzina zrobiłaby mi awanturę, że nie chcę ich znać -_- Fanpejdża?]
- Nawet jeśli, to przynajmniej miałbym satysfakcję - wzruszył ramionami. - Przecież nie będę rozsiewał zarazków, jak będę brać tę witaminę C, no nie? - spytał, przekrzywiając głowę. - No właśnie zależy, bo chcę cię powiadomić, iż - podniósł butelkę do góry i szybko opróżnił - już się wódka skończyła. Taki zwinny jesteś, szybko ci pójdzie - uśmiechnął się.
OdpowiedzUsuń[Bystra jest jak cholera, zauważyłaby ;/ Jakiegoż to fanpejdża, jeśli spytać można?]
- Spróbuję, ale nie obiecuję - uśmiechnął się blado. - Tylko wiesz, od nadmiaru ciepła też się choruje - ostrzegł. - Nie chcę umrzeć z przegrzania. Nie narzekaj, mogę ci połówkę plus sto mililitrów oddać, ja się jeszcze mogę piwem dorobić - powiedział do odchodzącego chłopaka. - I tak już mi się w głowie kręci - mruknął, kładąc rękę na czole.
OdpowiedzUsuń[No cóż, ludzie są nienormalni -_- Noaleweź ;)]
- No jak od drugiego człowieka to raczej zdrowe jest - powiedział cicho. Kiedy Levente pocałował go w usta, zesztywniał. Po chwili jednak rozluźnił się, widząc butelkę z wódką. - Więcej będzie dla mnie - wzruszył ramionami. - No jasne. Bo chyba niekoniecznie masz ochotę nagle znaleźć się na podłodze pozbawiany przeze mnie ubrań, nie?
OdpowiedzUsuń[Dokładnie. Pozwoliłam sobie lajknąć :)]
- To możesz mnie ogrzewać do woli, jeśli się nie nadaję na socjopatę - uśmiechnął się lekko. - Pijaczyna, pff - skrzywił się. - Jeśli chcesz... To mogę to zrobić choćby zaraz - spojrzał na chłopaka uważnie i odkręcił butelkę, biorąc kilka łyków.
OdpowiedzUsuń[No lepiej bym tego nie ujęła. Niezamaco :) Jeszcze trochę, a napiszę shota na podstawie tego wątku, serio ;)]
Kiedy Levente się w niego wtulił, Tony objął go ramionami.
OdpowiedzUsuń- Wiesz, jeśli nie jesteś pewny to do niczego cię nie zmuszam. Ale nie obiecuję, że nie zmuszę po wypiciu większej ilości alkoholu. W razie czego, spierdalaj jak najszybciej - powiedział, delikatnie gładząc chłopaka po plecach.
[Na pewno napiszę, no lepszego materiału sobie wymarzyć nie mogłam :) Tęczowe <3]
- Skoro jesteś pewny... Nie bój się, ja też nie mam doświadczenia - uśmiechnął się lekko i popatrzył chłopakowi w oczy. - Po prostu o tym nie myśl i daj się ponieść. Ciało samo cię pokieruje - powiedział, przysunął się i delikatnie go pocałował.
OdpowiedzUsuń[Kurwamać, Kabanos mi nie pomaga ;) Ale serio, nawet moje urocze shoneny nie były takie urocze ^^]
Czuł, że Levente się stresuje, dlatego nie chciał zbyt szybko przechodzić dalej. Wciąż go całował, gładząc delikatnie po plecach. Po chwili jedną rękę wplótł w jego włosy, a drugą zszedł odrobinę niżej. Kompletnie się na tym nie znał i miał nadzieję, że nie wystraszy go swoimi działaniami.
OdpowiedzUsuńCałowali się jeszcze przez moment. W końcu Tony położył dłonie na jego udach i zszedł z pocałunkami na szyję.
[Sleeping With Sirens też dobre ;) Fanfiki jak na razie, bo nie mam pomysłów na własne postaci]
Tony zauważył, że pocałunki w szyję sprawiają chłopakowi przyjemność, więc całował go dalej, wkładając dłonie pod jego koszulkę. Gładził go chwilę po plecach, po czym pozbawił go koszulki i znów wpił się w jego usta. Miał ogromną ochotę rozebrać go całego i ledwo się przed tym bronił. Emocje roznosiły go od środka, prawie nad sobą nie panował.
OdpowiedzUsuń[Ich wokalista ma wyższy głos niż ja ;) No jasne, fanfiki to wynalazek godny Nobla ;)]
Zauważył, że Levente coraz bardziej się wczuwa, więc nie przestając go całować wsunął dłonie pod spodnie i zaczął delikatnie masować jego pośladki. Cieszyło go to, że sprawia chłopakowi przyjemność. Jednak chciał czegoś więcej, niż tylko pocałunków. Nie chciał jednak go wystraszyć, więc nie posuwał się dalej, ale sprawiało mu to trudności, z każdą chwilą coraz większe. Jego serce biło jak oszalałe, jakby domagając się silniejszych doznań.
OdpowiedzUsuń[Ech, najgorsze jest to, że jak na razie nie mogę śpiewać ich piosenek, bo zajebiście fałszuję ;)]
- Skoro tak mówisz... - uśmiechnął się i przejechał językiem po jego wargach, zaraz potem się w nie wpijając. Nawet nie zauważył, kiedy został bez koszulki. Szybko się wyprostował i zaczął wodzić językiem po szyi Levente, schodząc coraz niżej. Po chwili objął go jedną ręką w pasie i położył na kanapie. Przez moment lizał go czubkiem języka po brzuchu, później zaczął sunąć coraz niżej. Przejechał językiem w miejscu zakończenia jego spodni. Obserwował z dołu twarz chłopaka.
OdpowiedzUsuń[Jak na razie to mi całkiem nieźle idzie, bo niestety, muszę się nauczyć w miarę śpiewać, żeby zacząć uczyć się screamu. Bo na chwilę obecną to wychodzi mi taki jakiś wysoki growl i to w dodatku też nie drę się długo]
Uśmiechnął się do siebie widząc jego reakcję i przejechał językiem po jego wybrzuszeniu na spodniach.
OdpowiedzUsuń- Oczywiście, że tak - powiedział cicho i zaczął niezdarnie rozpinać zębami guzik i rozporek od jego spodni. Gdy w końcu mu się to udało wsunął palce pod materiał i pewnym ruchem zdjął je z niego. Zanim jednak ściągnął bokserki pochylił się nad jego twarzą i szepnął:
- Tak cholernie podniecająco się rumienisz...
[No ba ;) Tylko szkoda, że w domu za bardzo nie mogę, bo ciągle ktoś jest ;)]
Uśmiechnął się pod nosem i zszedł z powrotem do jego bioder. Ułożył sobie jego nogi na barkach i zsunął z niego bokserki. Spojrzał na Levente uważnie i wziął do reki jego penisa. Zaczął go delikatnie masować. Po chwili musnął językiem jego końcówkę. Włożył ją do ust i zaczął delikatnie ssać i jeździć po niej językiem. Jedną ręką nie przestawał go masować, a drugą wsunął pod jeden z pośladków i zaczął się nim bawić. Nie spuszczał z chłopaka wzroku.
OdpowiedzUsuń[Przeważnie to włączam głośno muzykę i farelkę, wtedy mnie tak nie słychać ;)[
Przymknął oczy i wsunął go głębiej do ust krztusząc się nim lekko. Po chwili wysunął go i powtórzył tę czynność kilkakrotnie, starając się, żeby nie zahaczyć nim o zęby. Przez moment ugniatał jeszcze jego pośladek, po czym zaczął wodzić palcem w okolicach jego wejścia.
OdpowiedzUsuń[Jees, tak to jest jak się nie ma pomysłu na odpis -_- Gitara to jednak nie to samo co głos, śpiewem bardziej można się ośmieszyć, a growlem zwłaszcza ;)]
[Ja tylko w sprawie formalnej. W sumie już tu nie wchodzę, więc z miłą chęcią się przerzucę na maila. Mam zapłon w odpisie, nie ma co ;P]
OdpowiedzUsuń