She's in the kitchen starin' out the window. So tired of livin' life in black and white. Right now she's missin' those technicolour kisses. When he turns down the lights,but lately feelin' like a broken promiseIn the mirror starin' down his doubt, there's only one thing in this world that he'd know, he said forever and he'll never let her down.
Zawsze chciała się wyróżniać, być widoczna na tle szarej masy. Zawsze chciała być inna, chciała żeby ludzie ją zauważali, widzieli że nie jest taka sama jak inni. Że wyróżnia się zachowaniem, stylem bycia, osobowością. Jade była wychowywana jedynie przez ojca. W całym swoim życiu nie miała przy sobie kobiety, od której mogłaby się uczyć tego, jakie zachowanie przystaje prawdziwej kobiecie, więc nic dziwnego, że ma w sobie tak wiele z faceta. Przez całe życie zwiedziła wiele miejsc na ziemi. Ma ojca, który swoje życie związał z muzyką, a zaś ta dała mu kilkanaście lat temu światową sławę, przez co Jade musiała przywyknąć do życia na walizkach. Przez cały okres tych przeprowadzek, nauczyła się, żeby nie przywiązywać się do osób, aby się z nimi nie wiązać, bo przecież po co potem cierpieć, kiedy będzie wyjeżdżać ? Do Sydney zawitała niedawno, ledwie dwa miesiące temu, wyrwana prosto z serca Meksyku, gdzie spędziła ostatnie pół roku. I tak jak zawsze, usłyszała od ojca że tu na pewno zostaną na dłużej. Nie wierzy w te słowa, które już słyszała miliony razy.
Sama mówi, że jest nieco zdziczała. Trudno jej chwilami ogarnąć niektóre rzeczy, ma w zwyczaju bujać w obłokach, myśląc o niebieskich migdałach. Mimo to, nie jest złą osobą. Nauczona, że zawsze warto pozostać sobą, Jade trzyma się tej zasady. Mówi co myśli, mówi co jej ślina na język przyniesie, mówi, nie zastanawiając się nad sensem swoich słów. Lubi towarzystwo ludzi, jednak nigdy nie daje się do siebie zbliżyć zbyt bardzo. Trzyma innych na dystans, wmawiając sobie, że po co jej przyjaciel, bądź przyjaciółka. Przecież po co tracić czas na zacieśnianie więzi, jak i tak prędzej czy później wyjedzie. Naprawdę jednak potrzebuje takiej osoby, której mogłaby się wygadać, bądź też wypłakać w ramię, choć do tego ostatniego i tak ma spore zastrzeżenia. Chwilami ma problemy z emocjami. Potrafi szybko się zezłościć, co skutkuje tym, iż zazwyczaj drze się w niebogłosy, chcąc wyrzucić z siebie nadmiar złych emocji. Bywa aż za nadto szczera względem innych. Po ojcu odziedziczyła specyficzny humor, w którym jest dużo ironii i sarkazmu. Mimo wszystko, to wszystko pasuje do wizerunku Jade. Do wizerunku dziewczyny, która jest pewna siebie, waleczna i nieustępliwa. Jest osobą prostą, która zawsze musiała uparcie dążyć do tego, o czym marzyła. Nigdy nie dostawała wszystkiego na tacy, nie była przez nikogo faworyzowana. Dlatego też tak ciężko jej przyzwyczaić się do osób w szkole, bo większość z tych dzieciaków, według Jade, nie widzą nic więcej poza czubkiem własnego nosa. Nie stara się na siłę wpasować w towarzystwo, bo wie że to nie jej kategoria, oraz za wysokie progi, dla takiej prostaczki, jaką jest. A mimo to nie narzeka, bo dobrze jej z tym, co ma.Jade O'Brien
uczennica klasy XI o profilu ogólnym
zajęcia z fotografii, szkolna gazetka
drużyna pływacka oraz kick-boxing.
cześć, zapraszam do wątków c:
wolę zaczynać, tak między nami.
[Przyjaźnimy je jak chuj :3]
OdpowiedzUsuńScarlett
[ Zapraszam do Dakoty jeśli jest jakiś pomysł;>]
OdpowiedzUsuńDakota
[Dzień dobry, witam w imieniu administracji i życzę dobrej zabawy ;)]
OdpowiedzUsuń[Ciasteczko! Zgłaszam się na wspólny wątek c;]
OdpowiedzUsuńJohnny Eaton
[MEEEEEEEEEEEEELO! :3]
OdpowiedzUsuń[Pomysłami to ja się już zajmę, tylko ustalmy czy mam myśleć tylko nad wątek czy też nad powiązaniem ;p]
OdpowiedzUsuńJohnny Eaton
[Dzięki serdeczne za przywitanie, bo bałam się, że cisza w eterze będzie :D
OdpowiedzUsuńOczywiście ja na wątek bardzo chętna. Jakieś zajęcia, konsultacje, w terenie, coś konkretnego, szlaban od innego nauczyciela (James raczej takowych nie daje heh)?
Czy może masz jakąś swoją koncepcję? Bardzo chętnie wysłucham jeśli jest :D]
James Anderson
[Bardzo mi się podoba twój pomysł. Jest jakiś schemat początkowy, to zawsze coś. Czuję, że nieźle sobie krwi napsują nasze postacie we wspólnych relacjach. Za karą-karą jednak bym nadal nie była, ale czymś połowicznym. No zresztą nieważne - wyjdzie w praniu.
OdpowiedzUsuńSkoro dałaś pomysł, mogę zacząć tylko wieczorem. Muszę się ogarnąć po egzaminie i odespać :D]
James Anderson
[Cookie Monster x3 tak, wątek xD mam taki głupi trochę pomysł, może Nick został jej przyjacielem do ryczenia w rękaw? xD jeśli tak, to można popłynąć dalej... :D]
OdpowiedzUsuńNick
[proponuję, żeby ona wiedziała, gdzie mieszka :D te spekulacje sąsiadów :D on mieszka w wieżowcu, w apartamencie, a co xd nie będzie się ograniczał, prawda? xd i powiedzmy, że Nick też nie będzie lubił tej jej matki xd]
OdpowiedzUsuńNick
[Hej! No tak, spokój i zastój pod kartami zły jest, więc dobrze mu zaradzać, dziękuję :)
OdpowiedzUsuńJakieś pomysły, czy mam spróbować coś podrzucić...? :)]
M. Hayter
Dni, w których miał na późniejszą godzinę albo po prostu wolne, były dniami cudownymi. Naprawdę. Nie dość, że i tak mu płacili, to można się było wyspać. No bo kto nie lubi spać, prawda? Zwłaszcza, kiedy nikt mu nie siedział nad głową i nie gadał od rzeczy. Patrz: jego matka, którą kochał, oczywiście. Za to jego relacje z ojcem nie były zbyt kolorowe. Nienawidzili się i tak już było odkąd pamiętał. I nie zamierzał nic z tym zrobić. Czekał jedynie na moment, w którym matka poinformuje go, że się rozwodzi z mężem. No cóż, Nick miał dość ciągłego gadania jej, że ma to zrobić, bo on ją rani. Więc również nie miał ciekawych relacji z rodzicami.
OdpowiedzUsuńKiedy usłyszał, że ktoś przyszedł do niego, uniósł głowę. Nicpoń zaczął szczekać i merdać ogonem. Okej, albo listonosz, albo ktoś, do kogo pies pałał sympatią.
Zwlókł się z łóżka i założył przy okazji koszulkę, co by nie świecić gołą klatą.
Nie zdążył się odezwać. Wysłuchał jej, a potem otworzył szerzej drzwi. Zamknął za nią.
- No jasne. Ale wiesz, że nie palę. I ty też nie powinnaś - dodał spokojnie.
Nicpoń podszedł do dziewczyny się przywitać.
- Siadaj.
Dobra, pedagogiem dobrym to on nie był. Ale lubił Jade. Byli przyjaciółmi, tak? Postawił zatem przed nią szklaneczki i dodatkową butelkę alkoholu.
- Mów.
Nick
Pies poszedł za nią, wskoczył na kanapę i położył łeb na jej kolanach. Wyczuł, że coś jest nie tak.
OdpowiedzUsuń- Czekaj, czekaj... Ona jest twoją matką? - uniósł wysoko brwi, kiedy zdał sobie sprawę, o kim mowa. - O matko kochana, ale ona jest su... znaczy nie jest fajna - poprawił się szybko.
No to przerąbane. Jak można tak i... jej matka miała ją uczyć? Przecież to tragedia na miarę tragedii narodowej! Co gorszego może spotkać ucznia liceum? No i jeszcze ten jej ojciec. Jade miała naprawdę przerąbane.
- Widocznie masz tak samo popierdolonych rodziców jak ja - wzruszył ramionami. Stuknął szklaneczką o jej szklaneczkę i napił się. Picie przed jedenastą rano? Czemu nie, młodzi są, kto im zabroni, prawda? Och, nie dawał dobrego przykładu, no trudno. I tak już przekroczył granicę, zaprzyjaźniając się z uczennicą.
- A może powinnaś spojrzeć na to z innej perspektywy? No wiesz, może to jakaś pseudo szansa, żebyś się z nią w końcu dogadała? Niekoniecznie od ojca, ale wiesz... I wiesz, nie ty jedna masz takiego pecha w życiu - uśmiechnął się do niej i poklepał po ramieniu. - Może moja mama nie uczyła w szkole, w której się uczyłem, no ale... Jakby co, możesz na mnie liczyć, pamiętaj.
Nick
[Wolisz zaczynać! Więc zaczynasz. A ja myślę. Myślę, myślę i wymyśliłam, że Jade dostałaby za zadanie napisać jakiś artykuł do gazetki, ale by się nie wyrobiła, więc zła Sheila by ją złapała i kazała jej napisać ten artykuł zaraz, teraz, w tej chwili, jednakże byłaby tak wspaniałomyślna, że by jej pomogła pod warunkiem, że będzie za tym, aby zrobić z Sheilii przewodniczącą gazetki, o!]
OdpowiedzUsuńSheila
- Wiem - odłożył szklaneczkę, a potem zamknął ją w swoich ramionach. Tylko to mu przychodziło do głowy, kiedy kobiety zaczynały przy nim płakać. Liczył też, że to jej w jakiś sposób pomoże. - Może powinnaś z nią pogadać? No wiesz, powiedzieć jej, o co chodzi? Może zrozumie i będzie chciała naprawić relacje? A jak nie, to niech się wali. Radziłaś sobie bez niej, tak? - uśmiechnął się do niej lekko. No nic innego mu do głowy nie przychodziło. - Jeśli ci zależy, a widzę, że tak jest.
OdpowiedzUsuńSam ze swojej rady by nie skorzystał. Nienawidził ojca i jakby ten wyciągnął do niego rękę, to na pewno by go wyśmiał. Po prostu nie było mowy, aby się pogodzili i zaczęli nagle kochać. Po prostu nie. Ale u Jade widział jakiś cień szansy. Marny, bo marny szczerze mówiąc, ale zawsze. Nadzieja umiera ostatnia, czyż nie?
Nick
- Łokcie przy sobie i nie trzymaj tak rąk na stole po raz setny. To niekulturalne i wyglądasz śmiesznie. Na pewno zachwyciłabyś w lokalnym barze, ale nie na eleganckim przyjęciu - odparł sucho James patrząc beznamiętnie na jedną z uczennic. Przechodził między kolejnymi ławkami, poprawiając uczniów próbujących usiedzieć jakoś na krzesłach. Niektórzy brali sobie delikatne rady do serca, co chwalił, inni jednak nadal robili swoje niewiele się przykładając do pracy. Anderson zastanawiał się, po co tutaj jeszcze w ogóle siedzą.
OdpowiedzUsuńDla rozrywki i szpanu? Co się roiło w ich głowach? Sam się momentami głowił, ale doprawdy były to tylko sekundy - miał ważniejsze rzeczy na głowie niż ich czasem sztucznie rozbuchane emocje.
- Smith... - mężczyzna zwrócił się do chłopaka siedzącego w ostatniej ławce, żującego ostentacyjnie gumę. Dopiero zawołany po nazwisku odwrócił się do maklera - Tak, ty. Wyjdź i nie psuj mi humoru swoją osoba. Spytam na dowidzenia. Wyjdziesz grzecznie czy mam ci pomóc?
Chłopak westchnął teatralnie, zgarnął rzeczy i z cwanym uśmiechem wyszedł z sali. Anderson nawet nie zadał sobie trudu by odprowadzić go wzrokiem.
Zawsze to samo. Czasem gorzej męczy siedzenie z nimi niż wielogodzinne obserwowanie giełd czy podstawianie fałszywych rubryk do raportów dla klientów.
Dzisiejsza lekcja miała być zajęciami mówiącymi o nakryciu stołu i zachowaniu przy nim. Przez przeszło godzinę tłumaczył im jak elegancko przygotować się na przybycie gości. Z przyniesionych pudełek wyjmował po kolei srebrzyste sztućce oraz kieliszki, skrzące się w zimowym słońcu. Pokazywał każde z nich, opisywał z niezwykłą dokładnością jego funkcję i miejsce położenia na stole. Rozrysowywał poszczególne elementy na tablicy, włączając w to dodatki dekoracyjne czy serwety. Wyjaśniał sposób podawania dań ciepłych i zimnych, przystawek, ryb czy nawet ślimaków. Nie bez znaczenia były również kolory zastawy czy obrusa. Wszystkie te informacje, jakkolwiek niepotrzebne im się teraz wydawały, kiedyś mogły się na coś przydać.
Na koniec zajęć James starł rysunek z tablicy. Zamiast tego napisał krotką listę dań, które podawane byłby na domniemanym przyjęciu przygotowywanym przez uczniów: zimna przystawka rybna, zupa, drugie danie z mięsem oraz pieczywem, deser, a także wina.
- Teraz każdy z was ułoży je według kolejności, którą podałem na tablicy. Im szybciej to zrobicie, poprawnie podkreślam bo widzę wasze tajniackie uśmieszki, tym wcześniej wyjdziecie - James postawił przed każdym z uczniów skrzyneczkę, gdzie znajdowały się potrzebne przedmioty - Wszystko zależy od was, bo i ja mam swoje prywatne zajęcia. Podejdę do wybranych osób, by przedstawiły mi niektóre zasady, które dzisiaj omówiliśmy. Zaczynajcie.
Anderson odsunął się i oparł o brzeg swojego biurka, patrząc na pracujących uczniów. Niektórzy wyciągali sztućce jakby je pierwszy raz na oczy widzieli. I zdzieraj sobie gardło tylko po to, by wszystko przechodziło gładko obok uszu. Ehh... Mężczyzna ściągnął marynarkę i skrzyżował ręce na piersi.
Może przynajmniej kilku osobom się uda.
James Anderson
Scarlett Voight, w oczach wszystkich, którzy jej nie znali, którzy znali tylko i wyłącznie kilka suchych faktów, w których uwzględniano jej pochodzenie z obrzydliwie bogatej rodziny, była kolejną rozpuszczoną do granic możliwości princeską przejmującą się tylko i wyłącznie drobiazgami takimi jak to czy buty pasują jej do kolczyków... Głębokie. Doprawdy. Wszyscy, którzy mieli jakiekolwiek pojęcie o Scar doskonale wiedzieli, że nie ma w ów domysłach nawet grama prawdy, nie lubiła udawać kogoś kim nie była, więc bez większych skrupułów niszczyła daleko idące plany matki tyczące się idealnej córki i do szału doprowadzała ojca, który zawsze liczył na to, że w końcu przejmie rodzinny interes. Ona jednak miała inne plany, nie bała się przy tym siebie i ceniła ludzi z podobnym sobie podejściem i to pewnie dlatego w dość wąskim gronie jej "babskich" znajomych znalazła się rudowłosa Jade O'Brien idealna kompanka do wspólnych wagarów, do wypalenia papierosa na przerwie, do wypicia butelki whiskey, czy całonocnej imprezy, zdarzało się nawet czasami, że rozmawiały na dość poważne tematy, co prawda będąc wtedy zalanymi w trupa, ale to też się chyba liczy, nie?
OdpowiedzUsuńDzisiejszego dnia lekcje dopiero się zaczęły, przynajmniej dla Scarlett, która z łóżka zwlekła się dopiero po dziewiątej i w dzikim pośpiechu ruszyła do szkoły, w zasadzie sama nie wiedząc po co, skoro tuż po pierwszych czterdziestu pięciu minutach przespanych w ławce miała ochotę uciec stąd jak najdalej. Na całe szczęście nie musiała długo szukać... ruda czupryna rzucała się w oczy zapewne już z kosmosu; podeszła do dziewczyny zatrzaskując tuż przed jej nosem drzwiczki metalowej szafki, tym samym zwracając na siebie całą jej uwagę
-Zbieramy się stąd? - spytała szczerząc się błagalnie.
Scar
- Wiem, Jade, wiem - pogłaskał ją po plecach. - Skoro tak, to może powinnaś jednak odpuścić. Po co masz się narzucać komuś, kto ma cię w dupie? Po co masz się męczyć? - cmok w czubek głowy. - No już, nie smutamy już, pijemy, a potem się zobaczy - uśmiechnął się i napił. - Skoro nie chce, to nie wie, co traci - uśmiechnął się szerzej. - Taka super dziewczyna jak ty.
OdpowiedzUsuńMówił serio. Jade była zarąbista. A w dodatku przypominała mu koleżankę z lo. Z wyglądu, bo z charakteru zupełnie się różniły. Na szczęście.
- Możemy iść do zoo, co ty na to? Zoo zawsze jest fajne i zawsze jest w modzie. Aczkolwiek nie wiem, czy mi wpuszczą psa...
Nick
- No i prawidłowo, dziewczyno! Nie ma co beczeć, życie jest za krótkie na takie zmartwienia! - powiedział radośnie.
OdpowiedzUsuńNo i to mu się podobało; zero smutku, zero złości, wyjebane po całości. Czy jakoś tak to szło. No, nieważne. Ważne, żeby Jade nie płakała i nie przejmowała się matką, bo to nie jej wina. No.
Spojrzał jej wyzywająco w oczy, unosząc zabawnie jedną brew wyżej, kiedy ujęła jego twarz. Wiedział, że nie miała nic złego na myśli; on też nie. Za to szybko cmoknął ją w czoło, a potem potargał jej włosy. Ot, taki tam nikczemny gest z jego strony.
- Pomysł z psem przewodnikiem całkiem niezły - wstał i poszukał swoich seksi okularów przeciwsłonecznych. Zaprezentował się, robiąc jakaś śmieszną pozycję niczym model światowej sławy. - Jak wyglądam?
Pomysł z plecakiem raczej by nie przeszedł. Nicpoń był za duży już na takie rzeczy. Chociaż od biedny znalazłaby się jakaś torba... Dla chcącego nic trudnego.
Nick
[bardzo bym chciała bo postać mi się podoba, ale nie wiem jak można by bylo je połączyć ;<]
OdpowiedzUsuńSarah Finis
[Własnie nie wiedziałam czy Jade mogłaby coś przeskrobać XD może coś tam na treningu kick-boxingu zrobi nie tak i automatycznie zostanie wysłana do Sarah, a ta na początku da jej karę, ale potem po prostu ją odwoła bo zrozumie, że brunetka jest po części odzwierciedleniem jej? :D]
OdpowiedzUsuńSarah Finis.
[ej! czemu zmieniłaś zdjęcie? :( znaczy, te też są fajne, ale tamte też było spoko xd]
OdpowiedzUsuń- No cóż, aktor pewnie ze mnie żaden, ale warto spróbować, prawda? - uśmiechnął się. Wziął smycz Nicponia, a pies sam przyszedł. Zapiął więc i podał dziewczynie. - Masz, potrzymaj, ale uważaj. Lubi ciągnąć, byle by już wyjść z domu.
W tym czasie Nick zabrał się za szukanie portfela.
- Wiesz, po co mi laska, jak mam psa? - uśmiechnął się. - Takiego słodkiego przystojniaczka - pogłaskał psa. Tak, zachowywał się teraz jak dzieciak, ale to był facet, czego tu oczekiwać, hm? No właśnie. - No kto jest łaaadny? Niiicpuś - dopiero po chwili spojrzał na Jade. - Tak, nie zwracaj na mnie uwagi - powiedział, klepiąc psa po łbie.
Odnalazł portfel i schował go do kieszeni dżinsów. Zwarci i gotowi mogli iść podbijać zoo. A potem, może jakaś impreza, czy coś w tym stylu.
Nick
[yay! wróciłaś do poprzednich gifów! :D a tak na serio, to ona naprawdę przypomina mi kumpelę z lo xd]
OdpowiedzUsuńZałożył czarne trampki i poprawił włosy w lustrze. No co, nigdy nie wiesz, kogo po drodze spotkasz, prawda? A zawsze tak jest, że jak nie wyglądasz dobrze, to kogoś spotkasz. Kogoś, kogo lubisz, albo nie lubisz. Prawa losu i zrządzenia... Bla, bla, bla.
Wziął od niej smycz, żeby jej się krzywda przypadkiem nie stała. nie chciał tego.
- Nicpoń uwielbia spacery. Dlatego popołudniami spotkasz mnie, jak idę z buta, trzymając w ręce smycz, aniżeli jak siedzę za kierownicą w samochodzie lub motorze. Wszystko to dla tego rozrabiaki kochanego - pogłaskał psa, który zamerdał ogonem, zadowolony. - Nie będziesz miała problemów, jeśli opuścisz ten dzień w szkole? - zagadnął po chwili, kiedy wychodzili z budynku, żegnani spojrzeniami sąsiadek. - Żebyś potem winy na mnie nie zwalała, że cię demoralizuję i zabieram na szaloną wycieczkę do zoo - zaśmiał się cicho.
Nick
James spoglądał na zakłopotanym uczniów, wzdychając ciężko. Jak grochem o ścianę, dosłownie. Dziwił się momentami jak przechodzili z klasy do klasy. Owszem dzisiejsze zajęcia do zbyt ciekawych nie należały, jednak wykazać mogliby choć odrobinę dobrej woli. Po coś w końcu tu przychodzili. Chyba, że lubili tracić swój "oh jakże cenny czas" na bezsensowne w swoim mniemaniu zajęcia. W końcu nie były obowiązkowe.
OdpowiedzUsuńWykazywali się impertynencją i to tak wielką, że dziwne, że nie rozniosła ona ich nastoletnich ciał. Podziwiał co ambitniejszych, że jakoś się tutaj odnajdywali. Mężczyzna wziął jeden z noży do rąk i obracał nim między palcami z nudów. Od czasu do czasu spoglądał na uczniów. Kilku z nim udało się ustawić wszystko jak należy, za co powinni zostać pobłogosławieni przez chóry niebiańskie. James zaśmiał się pod nosem. Wariował przez nich gorzej niż na giełdzie.
Anderson leniwie odwrócił głowę słysząc czyjeś ciche nucenie. Spojrzał, jak oparta o krzesło, rudowłosa dziewczyna spogląda z wyczekiwaniem na okno. Ciepłe słońce padało na jej bladą twarz i rozświetlało rude kosmyki, sprawiając, że były jeszcze bardziej ogniste. Nie wykazywała najmniejszego zainteresowania swoim zadaniem, czym pobijała nawet wszystkie siedzące tutaj nowobogackie gwiazdki, co choć zajrzały o skrzyneczek. James wstał powoli, wpatrując się w nią zimno.
Podszedł do uczennicy, która nawet nie raczyła się do niego odwrócić. Dalej była pogrążona w swoim świecie, pomimo cichemu odchrząknięciu Jamesa. Tym dziwniejszy był jej brak szacunku do prowadzonego przedmiotu, gdyż dołączyła do grupy dopiero niedawno. Piękną sobie kreuje opinię.
Anderson zmrużył brwi.
Nagle bez cienia zawahania wbił trzymany nóż w drewno ławki, żłobiąc w nim niewielką dziurę. Ostrze i mahoniowa rączka drżały nagle puszczone. Dopiero teraz James mógł spojrzeć w twarz nastolatki, która gwałtownie się odwróciła. Reszta grupy ucichła, wpatrując się w nich z zaciekawieniem.
- Skoro w końcu zdobyłem twoją uwagę, mogę wiedzieć czemu nie wykonujesz powierzonego ci zadania? Wydaje się zbyt łatwe dla tak obeznanej osoby jak pani? - mruknął chłodno opierając się dłonią o ławkę, nie przerywając kontaktu wzrokowego z dziewczyną. Wpatrywali się w siebie chwilę, po czym James wyprostował się i zwrócił do reszty klasy - Możecie iść. Na następną lekcję proszę się przygotować na pytania o etykietę przy stole.
Anderson zauważył, jak dziewczyna również próbuje wstać, jednak mężczyzna powstrzymał ją gestem dłoni.
- Pani zostaje, panno O'Brien.
James Anderson
[ Dziękuję bardzo, też mnie od razu urzekło :) Jeśli podeślesz jakiś pomysł, postaram się zacząć jak tylko wrócę do domu. I chyva masz mały błąd w karcie: masz nico, a chyba powinno być nieco.]
OdpowiedzUsuńBarbra
[jestem za - lepiej mi wychodzi zaczynanie niż wymyślanie pierwszych wątków, więc mogę liczyć na to że coś podrzucisz?] Ryan
OdpowiedzUsuń[Obie chodzą na kick-boxing, więc może jakiś sparing?]
OdpowiedzUsuńMadeleine
[a co ciekawego na tatałaż? :D]
OdpowiedzUsuń- No mogłaś. Dzisiaj jeszcze ręki by ci nie urwał, ale jak już urośnie... kto wie. Może go wyślę na jakieś szkolenie, czy coś... No wiesz, żeby nauczył się paru rzeczy. Aczkolwiek imię Nicpoń nie bardzo do niego pasuje. I spoko, nikomu nie powiem, co właśnie mówiłaś - zaśmiał się. No cóż, jak mógł mieć ktoś im za złe to, że się rozczulają nas zwierzakiem? Przecież to było ludzkie, prawda? Zwłaszcza nad takim słodkim... tak, no.
- Serio? Chcesz się kiedyś przejechać? Ja chętnie wezmę cię na przejażdżkę - puścił jej oczko. Och, tak bardzo demoralizował te dzieciaki... No nic, mówi się trudno i płynie się dalej. Nie ma sensu nad tym rozpaczać, prawda? Same też się demoralizują i niszczą sobie to i owo. On tylko przykłada do tego rękę, przecież to nic wielkiego, prawda?
- Pewnie od razu. W końcu nauczyciel idzie z uczennicą, która trzyma go pod ramię - uśmiechnął się do niej. - Jesteśmy tacy zakochani i pieprzymy się jak króliczki - znowu się roześmiał. - Ej, ale to jest smutne. Wyrzuciliby mnie pewnie z roboty.
Nick
- No, przerąbane, przestań. Ale mówię ci, długo to bym się nie napracował.
OdpowiedzUsuńAle jakoś nie chciał jej puszczać. No co, byli przyjaciółmi, co jest dziwne, w końcu dzieli ich dosyć sporo lat różnicy. Ale któż by się tym przejmował, ważne, że oni dobrze się bawili w swoim towarzystwie, prawda?
Posępniał, kiedy zapytała o jego związek. Temat może i świeży nie był, ale gdzieś tam jeszcze coś było, coś, z czym się jeszcze nie pogodził i czego sobie nie wybaczył. Zajmie mu to pewnie jeszcze sporo czasu, ale wiedział, że w końcu ruszy dalej. Wszystko, czego potrzebował, to czas.
- Tak jakoś wyszło. Powiedzmy, że ulokowałem swoje uczucia w kimś, w kim nie powinienem - mruknął, odwracając wzrok przed siebie. - I muszę to przetrawić. To tyle, ile powinnaś wiedzieć, Jade - uśmiechnął się do niej, ale był to raczej wymuszony uśmiech. Potem poczochrał jej włosy, żeby zmienić temat albo cokolwiek, byle już o tym nie mówili.
Nick
[Dobra, skarbie, podbjam o tej zacnej porze. Miałam rzucić pomysły od razu jak dostałam informacje na maila, ale że byłam w trakcie odpisywania na zaległe wątki zeszło mi tak do trzeciej coś i odpuściłam, a następnego dnia złapało mnie całkowite wypranie umysłu, a co za tym idzie - pomysły też przepadły. Mam nadzieję, że to co zapiszę zaraz na dole będzie można uznać za nadające się na wspólne powiązanie:
OdpowiedzUsuń1. Jade potrzebuje przyjaciela, chociaż sama nie chce się tego trzymać. Może niekoniecznie nazwane oficjalnie relacje połączą ją z moim Johnnym, wtedy mogliby ze sobą gadać na wszystkie tematy i ewentualnie się kłócić.
2. Można zrobić z nich wrogów.
3. Młodsza jest od niego, więc może ją pilnować na imprezach, aby czasem zabawa nie przerodziła się cokolwiek z większymi konsekwencjami.
4. Oboje zgarnęła kiedyś policja z koncertu, a co wiadomo niepełnoletni pod wpływem to niezbyt dobrze wróży i mój chłopak przyjął winę na siebie i tym samym uratowałby tyłek Twojej Jade.]
Johnny Eaton
- Nie miałem - sprostował krótko. - I nie, nie znudzi mi się targanie twoich włosów - roześmiał się i przyciągnął ja do siebie, kiedy weszli w tłum ludzi. Jeszcze by mu się zgubiła. Aczkolwiek dzięki jej kolorowi włosów szybko by ją odnalazł. Miejmy nadzieję, wolał jednak tego nie sprawdzać. - Wiesz, na każdego przyjdzie pora. Masz dopiero osiemnaście lat. Kobieto, całe życie przed tobą. Jeszcze zdążysz się zakochać, więc nie ma co narzekać, wiesz? Ja też na to czekam - pokiwał głową, chcąc być poważny, ale oczywiście mu nie wyszło. - Poza tym, skąd wiesz, że ktoś się koło ciebie nie kręci, hm? Tego nie wiesz - spojrzał na nią podejrzliwie.
OdpowiedzUsuńNo co, przecież często się mówi o tych ludziach, których się nie zauważa, a mogłoby coś z tego być. Może i on stracił szansę, a nawet o tym nie wiedział? Smutne. Chyba naprawdę będą musieli iść się napić. Tak porządnie.
- No nic, nie ma co, chodźmy lepiej do tego zoo, porozczulać się nad zwierzakami.
Nick
[Mi pasuje c;
OdpowiedzUsuńZaczęłaś! Łap za to: <3]
Eaton nie tylko lubił się zabawić. Był otwarty i charyzmatyczny, a więc może dlatego zawsze chętnie zapraszano go na jakieś imprezy. Zdarzało się, że to on wkręcał swoich znajomych, aby rozkręcić imprezy. Lubił przebywać wśród ludzi, ale jak wiadomo raźniej jest jeśli przynajmniej zna się na niej kogokolwiek. Tym razem wpadnięcie do domu jednego z uczniów ze szkoły nie było wyłącznie jego inicjatywą. Jego koleżanka, Magie, podała godzinę w smsie i to wystarczyło, aby się stawił.
Cóż… Johnny nigdy nie mówił gdzie wychodzi, a co dopiero, o której raczy wrócić. Wyluzowany ojciec jakoś się tym nie przejmował, a jedynie matka, mimo wieku chłopaka ciągle mówiła, że jego nieodpowiedzialność spędza jej sens z powiek i kiedyś przez to zejdzie na zawał, jednak mało go obchodziło. Wyszedł już dawno z założenia, że to jego życie i lepiej byłoby, aby nikt się w nie, nie wpieprzał.
Lubił wypić ze znajomymi przed imprezą, aby przybyć już nieco podchmielonym. Teraz też spodziewał się, że tak się to wszystko potoczy, kiedy władował się do furgonetki kumpla z siedzącymi już w środku znajomymi. Niestety musiał obejść się myślą, bo te słabiaki nie zamierzały jeszcze pić, twierdząc, że nie wypada się kompromitować. Dlatego, kiedy dojechali na miejsce Eaton wyskoczył jako pierwszy na chodnik i poszedł bez czekania do budynku. W środku przystanął stwierdzając, że najpierw zapozna się z nowym otoczeniem. Kiedy podeszła do niego ruda Jade od razu uśmiechnął się łobuzersko.
– Jeszcze… To dobre słowo. – odpowiedział z rozbawieniem w głosie. – Jasne, czemu nie? A czym zapłacisz mi w zamian? Poza tym swoim drinkiem, oczywiście. – powiedział, wyciągając z kieszeni spodni zapalniczkę i podając ją jej. Drugą ręką zabrał jej kubek z drinkiem, który wpił duszkiem.
Johnny Eaton
[Tak, wiem, słodko c;
OdpowiedzUsuńSpokojnie, bez paniki :D]
– Dobrocią? – powtórzył, krzywiąc się tak jakby zamiast ciastka złapał kawałek cytryny i kwaśny smak sparaliżował doszczętnie jego kubki smakowe. – A co ja bym z niej miał? Dziewczyno, opanuj się, przecież to nie miałoby żadnych praktycznych zastosowań, a ja na pewno nie poczułbym się spełniony, wiesz? – dodał z przekonaniem, kiwając głową. Pusty kubek odłożył gdzieś, chociaż mało ważne gdzie. Dla niego mógł spać i zetknąć się z podłogą, która pewnie wyszłaby z tego bez szwanku. Jego łobuzerski uśmiech zrobił się wyraźniejszy i bliżej było mu do tego błogiego, nieznającego zmartwień. – To zależy od Twoich predyspozycji, J. – mruknął cicho, a w jego oczach można było dojrzeć trudny do rozgryzienia błysk.
Parsknął śmiechem. – No raczej. Nie zapuściłaś brody jak Gandalf, poza tym śmiesznie, by to wyglądało z tą marchewką. – i tutaj udał, że zaciekawiły go jej włosy. Swoją droga pochwycił kilka kosmyków, dla lepszego efektu, oczywiście. – Zostawiłem moich znajomych, bo są nudziarzami, którzy nie chcieli pić przed imprezą. Gdybym wiedział, że tak to wyjdzie to poszedłbym się urżnąć w trzy dupy do jakiegoś baru i powyrywał panienki. Ale widzisz zaskoczyłem Cię. – pokiwał głową, niby to z uznaniem dla własnego sprytu i zadowolenia, że jednak udało się ją czymś zaskoczyć. No co? Aż takim egoistą nie był, tylko się wydurniał, czyli jak zwykle zresztą. – A jakieś nagrody gwarantujesz, oczywiście, nie zapominając o przysłudze dla mnie w ramach tej zapalniczki?
Johnny
[Aye, a Ty masz postać, która ma imię prawie jak piosenka Aerosmith. <3
OdpowiedzUsuńMasz jakiś pomysł, czy mi przpadnie w udziale kombinowanie? c:]
Levente
[No nie, komentarz mi się nie dodał. Jeśliby się już znali, to Andy mógłby poprosić Jade, żeby pozowała do jakiegoś jego obrazu na zajęcia z malarstwa. Jest okay?]
OdpowiedzUsuńAndy Appleton
- To co narzekasz, że jesteś sama, hm? To nie marudź, tylko korzystaj z życia. Tylko pamiętaj o kondomach. Bezpieczeństwo przede wszystkim, nie? No i ciąża w twoim wieku nie jest wskazana - zaśmiał się, ale był poważny. Tyle się słyszało o różnych chorobach i tak dalej. No nic.
OdpowiedzUsuńWyszli z tego ogromnego tłumu i w końcu zeszli na boczną drogę, prowadzącą do zoo.
- Lamy? Lamy plują. Ja chcę do kangaskajów i do delfinów! Może uda nam się trafić na jakiś pokazać czy coś. Coś w stylu karmienia fok tylko, że z delfinami - uśmiechnął się do niej ładnie. - Tak, albo nie wpuszczą Nicponia, bo stwierdzą, że to ty możesz robić za mojego przewodnika - westchnął i poprawił okulary na nosie. Podeszli do kasy.
Ale jak widać, kasjerka miała ich gdzieś. Sprzedała im bilety, życzyła udanego dnia i słowem nie wspomniała o psie. Nick uniósł brew wyżej.
- Serio? Tak po prostu? - ale przyspieszył w razie, gdyby jednak tej pani przypomniało się o zwierzaku. - No cóż, nie to nie. Nie wykażę się swoimi zdolnościami aktorskimi...
[wybacz zwłokę, odpoczywałam po sesji xD]
Nick
[Kurka, wydawało mi się, że pannie odpisałam, nawet pewna tego jestem. Cóż, może wciąż jest chęć na wątek? By nie było, że z tego bloga zniknęłam, a z tak barwną osóbką z chęcią bym coś wymyśliła... Jakieś problemy z nauczaniem, czy może sprawa ze szkolną gazetką, może coś poza szkołą?]
OdpowiedzUsuńOliver.
Usuń