
Sarah Finis
31.10.1984 r.
wasza zmora, kula u nogi, piąte koło u wozu
czyli wicedyrektorka i pedagog
Poczęta w walentynki, urodzona dokładnie 8 i pół miesiąca
później. Wynik miłości programisty i dietetyczki. Odziedziczyła imię po babci,
upór po matce i samowystarczalność po ojcu. Kobieta niezależna i wyzwolona jednak bardzo
zaborcza. Jej jedynym wrogiem i przeszkodą jest brak czasu, a także potrzeba
snu, którą i tak ogranicza do minimum. Gdyby mogła byłaby w pięciu miejscach na
raz, bo prócz stanowiska wicedyrektorki jest właścicielką sieci wydawnictw. Od
zawsze zorganizowana i totalnie ztechnologizowana. Nie wyobraża sobie życia bez
komputera i wyjścia z mieszkania bez tableta, w którym, co do minuty, rozplanowany ma swój dzień Nienawidzi lenistwa, spóźniania i braku
planów dlatego bardzo często dokłada sobie obowiązki w ciągu dnia by cały dzień
był szczelnie zapełniony i opcja myślenia o przyszłości nie mogła się włączyć. Nie zna przyszłości, nie wie co to spontaniczność - tego drugiego boi się jak ognia
dlatego ucieka w swój idealnie zorganizowany i poukładany świat, gdzie nic nie
może ją zaskoczyć. Nigdy nie miała czasu na życie towarzystwie lecz nie narzeka
z tego powodu. Już jako nastolatka wolała siedzieć godzinami na specjalistycznych
kursach czy spotkaniach rozwijających jej umiejętności niż zapijać się w trupa
na imprezach bądź siedzieć pod kocem z książką. Jest kontaktowa, pewna siebie i
choć niektórzy odbierają to za zbytnią arogancję, dla blondynki to żadne problem. Dużo wymaga od otoczenia,
jednak jeszcze więcej od siebie. Zawsze osiąga zamierzony cel, czasami zupełnie
nie zważając na konsekwencje.
_____
Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie długa i owocna.
Lubię wymyślać aczkolwiek nie zawsze mi to wychodzi, także jak ktoś wpadnie na jakiś pomysł, niech od razu melduje ;)
[Dzień dobry, przywitam ładnie, i od razu zaproszę do wątku z Jade c:]
OdpowiedzUsuńJade
[skoro lubisz wymyślać, to ja zapraszam do siebie, bo chcę wątku :D]
OdpowiedzUsuńNick
[Zawsze można zrobić tak, że Jade coś przeskrobała, bo ona ma do tego wyjątkowe zdolności, no i została wysłana do dyrektora. A że dyrektora nie było, trafiła na Sarę. Potem może jakaś kara, czy coś xd]
OdpowiedzUsuńJade
[chodzi o to, że Nick poczuł coś więcej do jakiegoś ucznia i zdecydował się wrócić do Australii, gdzie w Sydney zaczął nowe życie, próbując o tym zapomnieć, co było w NY :D]
OdpowiedzUsuńNick
[ O kurcze, przepraszam. Nie zauważyłam, że to nie są komentarze od innych autorów. Wybacz. Jeśli chcesz, to mogę usunąć kartę ewentualnie zaproponować Ci wątek ;3 w końcu pracują razem i są w jednym wieku. :) ]
OdpowiedzUsuńJasmine
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń[ Z html'em to ja jestem na bakier niestety :< czcionkę mam z worda - po prostu zrobiłam "kopiuj-wklej" i taka się pojawiła <3 Wątek mi jak najbardziej odpowiada, a zacznę jak wrócę z apteki, bo mi się mama rozchorowała i muszę jej skoczyć po leki :< ]
UsuńJasmina
[Serwus tak na szybko i w przelocie! :D
UsuńWitam bardzo serdecznie. Miło widzieć coraz więcej ludzi z personelu szkoły. Kartę przeczytałam trochę po łebkach (poprawię się, obiecuje!), ale czuć z miejsca że pani jest charakterna i poukładana. Gratuluje postaci.
Zapraszam oczywiście na wątek do Jamesa, niestety nie mogę rzucić żadnym kreatywnym pomysłem teraz za co trochę jest wstyd, meh... Możemy jednak zrobić burzę mózgów wieczorem, jeśli najdzie ochota na jakieś pisanie ^^]
James Anderson
[I oczywiście jak zwykle napisałam nie w tym miejscu co trzeba, bo jako odpowiedź. Mam nadzieję, że Sanszajn nie poczuje się urażona xD]
OdpowiedzUsuń[znaczy mi chodziło o to, że on coś do niego czuł, ale nic między nimi nie było... wybacz, że burzę twój niecny plan :(]
OdpowiedzUsuńNick
[Hehe, to może niech Antek trafi do pedagoga za pobicie jednego z uczniów? Czy coś w ten deseń ;)]
OdpowiedzUsuńTony
Znajomość z panną Finis zaczęła się, gdy Jasmine zaczęła pracę w przychodni. Ginekolog, do którego zwykła chodzić Sarah wziął zwolnienie z powodu przeziębienia, więc wszystkie jego pacjentki wylądowały u młodej pani doktor. Oczywiście ich zadowolenie było przeogromne, bo przecież nie po to czekały tak długo w kolejce u doktora Seksownego żeby ostatecznie wylądować u Peyton. Swoje niezadowolenie okazywała każda bez wyjątku… no przynajmniej do czasu panny Finis. Młoda kobieta weszła do gabinetu uśmiechnięta i jakaś taka bardziej uprzejma wobec młodej pani doktor. Nie skreśliła jej z góry ze względu na młody wiek i płeć. Powierzyła jej troskę o swoje zdrowie intymne, a i pani doktor spisała się znakomicie, jak później się okazało.
OdpowiedzUsuńW ten sposób Jasmine nie tylko zyskała stałą pacjentkę, ale także przyjaciółkę, choć to może trochę dziwne. Bo która kobieta chce by jej przyjaciółka zaglądała jej w majtki? Strzelam, że jest takich niewiele. To właśnie za sprawą Sarah, Jasmine zaczęła ubiegać się o posadę opiekuna pierwszaków na kierunku medycznym. Nie to, żeby Sarah jej w tym pomogła, bo wtedy Jas na pewno pracy by nie przyjęła, no ale dzięki ukierunkowaniu przez młodą panią wicedyrektor Jas była dobrze przygotowana na rozmowę kwalifikacyjną i wygrała konkurs na tę posadę.
Minęło pół roku odkąd obie pracują w jednej placówce i trzeba przyznać, że współpraca idzie im całkiem nieźle. Oby tak dalej.
Tego popołudnia Jasmine udała się do gabinetu Sarah by porozmawiać z nią na temat pewnego pomysłu, rzuconego jej przez jednego z uczniów. Otóż, młodzi studenci zaproponowali swojej opiekunce, że szkoła powinna im zorganizować wyjazd zagraniczny w trakcie wakacji. Chcieli zobaczyć Europę, włoskie góry i śnieg, który teraz tam leżał.
Zapukała do drzwi i czekała aż przyjaciółka raczy jej otworzyć.
Jasmine
[ W końcu napisałam ;) wybacz za to coś tam, ale wiedz, że się starałam <3 ]
[akurat nie leży mi szantaż związany z tym tematem. wiem, mało pomocna jestem, ale jak coś mi wpadnie do głowy, to napiszę z pewnością :)]
OdpowiedzUsuńNick
Dzisiaj James mógł się nawet połasić na stwierdzenie, które rzadko wychodziło z jego ust w tym liceum.
OdpowiedzUsuńTo jest dobry dzień.
Wyglądało na to, że zajęcia odbędą się bez większych problemów. Dzisiaj poruszał temat alkoholów, kieliszków i sposobów w jakie można je podać. Nie dziwiło go, że wyjątkowo obeznane nastolatki szybko podchwyciły dyskusję. James wątpił czy coś szlachetniejszego niż piwo i wódka, nie żeby było w nich coś złego, przechodziło przez ich gardła, jednak dobrze, że chociaż byli zainteresowani.
- Jak tłumaczyłem wam od początku, wszystkie kieliszki trzymamy za szyjkę - James wyciągnął w ich stronę szkło do różowego wina, trzymając go trzema palcami za wysmukłą część - Alkohol wtedy o wiele wolniej się grzeje. Nikt nie chce pić rozrzedzonego, ciepłego wina. Nie postępujcie jak większość napuszonych gwiazd, które twierdzą, że znają się na kurtuazji, a później trzymają kieliszki za czaszę. Albo jeszcze gorzej, bo za stopę.
James odłożył kieliszek do całej reszty przepięknej, mieniącej się w słońcu kolekcji. Mężczyzna sam się dziwił, jak udało mu się bez uszczerbku przewieźć je tutaj na motocyklu. Zamiast kulturalnie zamówić taksówkę, wsiąść w nią i bez stresu przewieźć szkło, to nie... Uparł się na Valkyrie, bo lubił na niej jeździć. Owinął wszystkie kryształy bardzo starannie, zabezpieczając je przed stłuczeniem, jednak każda wyrwa na drodze wywoływała u niego szybsze bicie serca.
Dał jednak radę, a wszystkie kieliszki mógł dumnie zaprezentować jednej z grup.
Mężczyzna obszedł biurko, stając za nim. Wskazywał kolejne z szklaneczek, dalej tłumacząc im zawiłości podawania alkoholi.
- Pozostańmy teraz, na chwilę, przy kwestii win. Każde z nich posiada swój rodowód, tak samo jak wy - spojrzał na uczniów uważnie - W niektórych miejscach, które odwiedzacie, nie czujecie się za dobrze i nie wyglądacie świetnie. Sprawa ma się podobnie z alkoholami. Tutaj nawet nie chodzi o kwestię prezencji, ale o coś głębszego. O smak. Spójrzcie teraz uważnie.
James wziął jeden kieliszek do ręki. Wysoki, z charakterystyczną "talią" pośrodku i rozszerzający się do góry. Przyjrzał się mu uważnie, by po chwili odwrócić głowę do grupy.
- W takim szkle podajemy doskonałe wina prowansalskie. Mam nadzieję, że kiedyś docenicie ich smak, między innymi Coteaux d’Aix-en-Provence, Bellet czy Cassis. Jeśli chodzi o inny kieliszek to...
Nagle drzwi do sali otworzyły się z hukiem. James odwrócił leniwie głowę ku nim, by zauważyć młodego chłopaka. Wyglądem niewiele wyróżniał się spośród reszty nastolatków. Ot zwykły uczeń, jakiego spotkasz tutaj na każdym kroku. Był jednak zdenerwowany. Dyszał ciężko i szybko, jakby z trudem powstrzymywał swój gniew. Wszedł do klasy jakby nigdy nic, rzucając plecak na ławkę i siadając w niej ostentacyjnie. Wpatrywał się teraz bezczelnym wzrokiem w Andersona, mrucząc pod nosem jakieś przekleństwa. Nauczyciel odstawił szkło, skrzyżował ręce na piersiach i wyprostował się elegancko.
Usuń- Nie usłyszałem pukania ani nawet prostego "dzień dobry". Rodzice chowali cię w jaskini, z dala od cywilizacji i kultury? Musi być ci bardzo ciężko z tego powodu - odparł sucho makler, wyczekująco spoglądając na nastolatka. Ten jedynie zaśmiał się bezczelnie. Machnął po chwili na chłopaka - Chodź tutaj. No szybko. Nie każ mi prosić dwa razy.
Nastolatek spojrzał na niego, jak na głupka i wysyczał kilka przekleństw pod adresem nauczyciela. Wzruszył po chwili jednak ramionami i luzackim krokiem podszedł do Andersona, chowając ręce w kieszeniach i stając w rozkroku. Był zdecydowanie zbyt pewny siebie.
- Skoro już wstałeś to po pierwsze... - odparł mężczyzna, spoglądając w ciemne oczy chłopaka. Odstąpił krok, by jednym szybkim, dość gwałtownym ruchem podnieść brodę nastolatka. Ten warknął nieprzyjemnie, bo choć nie wyglądało, makler miał dobrą kondycję i silną rękę. James nie dał mu czasu na szybką reakcję bo zaraz stanął za nim przesuwając niedelikatnie stopą jego nogi bliżej. Uderzył otwartą dłonią w plecy ucznia prostując go brutalnie, aż mimowolnie wyciągnął ręce z kieszeni. Anderson stanął przed nim, patrząc groźnie i celując palcem w jego pierś - Po pierwsze chłoptysiu "dzień dobry". Po drugie "przepraszam za spóźnienie". Po trzecie co chcesz sobą reprezentować taką posturą z którą tu wszedłeś? Bo na pewno nie to, że jesteś godnym zaufania mężczyzną, a rozwydrzonym dzieciakiem z nerwami jak uciekająca dziewica. I ostatnie, na lekcję się nie spóźnia, nawet jak to nie jest twoja grupa. Wyjdź i spróbuj wejść jeszcze raz, tak się powinno.
James cofnął się kilka kroków, oczekując na reakcję ucznia.
Anderson jeszcze nie wiedział, że za niedługo wyrzuci butnego chłopaka za drzwi...
James Anderson
[Pozwoliłam sobie zacząć w ramach rewanżu, bo rzuciłaś bardzo fajny pomysł :D]
Usuń[właśnie miałam się odzywać pod kartą, może być ciekawy wątek. On zmora nauczycieli, wiecznie spóźniony, przysypiający na lekcjach,zdolny ale leniwy, ostatnio czasem lekko przypalony, jednak bez możliwości wywalenia ze szkoły - władze za bardzo potrzebują książeczki czekowej tatusia, więc najwięcej co mogą zrobić to wysłać go do pani Finis dla której będzie pedagogicznym wyzwaniem życia, a przynajmniej tego roku. konkretny pomysł na wątek masz? to zacznę;))]
OdpowiedzUsuńGabinet dyrektora. Miejsce to Jade znała aż za dobrze. Mimo iż szkoły zmieniała często, zawsze lądowała w tym miejscu. I zazwyczaj wtedy wzywali jej ojca, przez co Mark nie był zadowolony. Przed każdym dyrektorem szkoły odgrywał ojca, który zapewne po powrocie do domu da swojej krnąbrnej córce kare, a zawsze kończyło się inaczej. Mark kazał jedynie wyjaśnić, co takiego zrobiła, dokładnie, ze szczegółami, po czym prosił aby podobna sytuacja nie miała już więcej miejsca.
OdpowiedzUsuńOprócz niej, na wizytę w owym gabinecie czekały jeszcze dwie osoby - najprawdopodobniej pobili się, i zostali odesłani w to miejsce. Jade westchnęła, wywracając oczami, po czym wsunęła w uszy słuchawki.
Była tu niespełna kilka miesięcy, a już kilku nauczycielom podpadła, w tym, nauczycielce biologii, która jak się składa, była jej matką. Teraz jednak odesłał ją tu trener kick-boxingu, stwierdzając że ona mu pyskować nie będzie. Było to dla O'Brien wybawieniem, bo wiedziała że zapewne źle by się skończyło zostanie na zajęciach.
Włączyła muzykę, włączając głośność na całość. Nie chciała słyszeć rozmowy dwóch chłopaków, którzy bezceremonialnie, najprawdopodobniej mówili własnie o niej.
W myślach sobie odliczała, jakby to miało jej w czymś pomóc. I modliła się, aby wreszcie wywołano ją do tego cholernego gabinetu, aby nie musiała tutaj siedzieć, a tymi... imbecylami. Gdy na horyzoncie pojawiła się sekretarka, a chwilę później skineła w stronę Jade, ta poderwała się, jakoby właśnie została uchroniona bez najgorszą karą. Nic nie mówiąc, schowała telefon do torby, po czym ruszyła pewnym krokiem w stronę gabinetu. Weszła do środka, a jej spojrzenie padło na młodą, blond włosom kobietę, która zapewne nie była tą poprzednią dyrektorką, którą Jade widziała w pierwszym dniu szkoły. I zapewne to nie ta blondynka robiła jej wykład pod tytułem Ta szkoła ma renomę.
Odgarnęła rude kosmyki z twarzy, przystając w progu pomieszczenia, po czym spojrzała na kobietę. -Dzień dobry-powiedziała, bo przecież wypadało. -Nie żebym chciała zawracać pani czas, ale... no zostałam tu wysłana-wzruszyła ramionami, poprawiając torbę na ramieniu.
Jade
[Wybacz za to zaczęcie, ale dzisiaj jakoś nie najlepiej mi idzie zaczynanie...]
Ryan zaczął dochodzić do wniosku że ostatnio w szkole więcej czasu spędza w gabinecie wicedyrektorki niż na lekcjach. Czy go to smuciło? Ani trochę! Może jak pierwszy raz tam wylądował był nieco wkurzony, błahostka - odpyskował kilka słów nauczycielowi z angielskiego. Kolejny raz - za dużo spóźnień na pierwsze lekcje. Dochodziły jakieś opuszczone godziny, znowu chamska odzywka do kogoś, a wraz z upływem czasu RJ polubił te wizyty. Od przynudzającej lekcji historii z kobietą, która od lat powinna być na emeryturze, wolał długie rozmowy z uroczą i młodą panią pedagog. Stopniowo irytacja gdy siedział pod jej gabinetem czekając aż go zawoła, zamieniła się w lekko bezczelną wesołość. Dodatkowo wiedział, że tak naprawdę niewiele mu może zrobić, nawet gdyby chciała – Ci postawieni wyżej sprawiali, że miała związane ręce. Był synem TEGO Johnsona. Był jej utrapieniem i w pełni zdawał sobie z tego sprawę, jednak fakt, że doprowadzał ją do szału nie był głównym powodem dla którego spodobały mu się wizyty u pani dyrektor.
OdpowiedzUsuńDziś także siedział wygodnie oparty o ścianę pod gabinetem panny Finis. Ta wizyta mogła się nieco różnić od innych, bo powód był nowy - nie spóźnił się, siedział grzecznie i cicho na lekcji, nie było żadnych chamskich odzywek - ideał ucznia. Z małym mankamentem, był lekko spalony, co dla nauczycieli, którzy nie raz podobny widok spotykali, łatwe było do dostrzeżenia. Lekko nieprzytomny wyraz twarzy zastąpił wesoły uśmiech gdy kobieta po niego wyszła.
-Dzień dobry panno Finis. - wstał, żartobliwie kłaniając jej się w pół, a później wszedł do gabinetu.
[Witam i przychodzę z propozycją wątku.
OdpowiedzUsuńMoja Holly została wydalona ze szkoły i odpracowuje karę dwustu godzin społecznych za rozbój. W związku z tym, że w szkole jest nowa może wicedyrektorka chciałaby najpierw poznać nową uczennice i przestrzec ją, że takie zachowanie nie będzie tolerowane? Lub może ją zaskoczyć fakt, że uczennica, która dotąd nie wykazywała żadnych oznak agresji i miała nienaganne zachowanie czy oceny dopuściła się czegoś takiego.
Pozostawiam do Twojej oceny, jeśli masz ochotę na wątek tego typu, zapraszam.]
Holly Wood